facebook.com/juliapietruchafanpage
[WYWIAD] JULIA PIETRUCHA – ZDEZORGANIZOWANA SONGWRITERKA
Jako nastolatka była wierna klimatom rockabilly i psychobilly. Niedawno sama stworzyła swój debiutancki album, którego – jak przyznaje – inspiracją były jej prawdziwe emocje i uczucia.

JAKO NASTOLATKA BYŁA WIERNA KLIMATOM ROCKABILLY I PSYCHOBILLY. NIEDAWNO SAMA STWORZYŁA SWÓJ DEBIUTANCKI ALBUM, KTÓREGO – JAK PRZYZNAJE – INSPIRACJĄ BYŁY JEJ PRAWDZIWE EMOCJE I UCZUCIA.
Pamiętasz, kto jako pierwszy z artystów wprowadził cię do świata muzyki? Jakie melodie kojarzą ci się z dzieciństwem?
Julia Pietrucha: To była chyba Majka Jeżowska – chodziłam na jej koncerty z siostrami i mamą. Później ze względu na lata 90., w których się wychowałam, to były bardziej te boysbandy…
Jako nastolatka miałaś w swoim pokoju plakaty z muzykami?
J.P: Miałam chyba z Backstreet Boys…. Pamiętam, że Spice Girls słuchałam z siostrami i przyjaciółką.
Ale do tych chłopców z Backstreet Boys już wtedy wzdychałaś, czy to była tylko taka muzyczna miłość? (śmiech)
J.P: Raczej nie, bo to był jeszcze taki wiek, kiedy nie wzdychało się do chłopaków. Dopiero później to się zaczęło… (śmiech). Taka świadoma muzyka to była, jak wkroczyłam w punk, rockabilly i psychobilly – tego głównie słuchałam, jak miałam 16, 17 czy 18 lat. Ta muzyka z amerykańskich lat 60. i girlsbandy (np.The Supremes).
Wzorowałaś się wtedy na tych dziewczynach z zespołu w swoich stylizacjach?
J.P: Oczywiście, że tak! Chodziłam na takie koncerty rockabilly i psychobilly. Tam na koncercie podstawą jest odpowiedni strój i wygląd. To był fajny czas, bo wtedy w Warszawie działo się dużo takich fajnych rzeczy – ta scena dość prężnie działała i przyjeżdżały zagraniczne zespoły.

Zaczęłaś pisać teksty jako nastolatka. Komu po raz pierwszy odważyłaś się o tym powiedzieć?
J.P: Dobre pytanie! Chyba nikomu nie pokazywałam tak tego i nie mówiłam: ,,Weź to i przesłuchaj!”. To było raczej tak, że po prostu śpiewałam…
I wtedy właśnie chyba twoje siostry zauważyły twój muzyczny talent.
J.P: One na pewno były świadome tego, że ja tam próbuję coś działać z tym śpiewaniem. Ale ostatnio znalazłam stare nagranie na moim laptopie, gdzie siedzę przed kamerą i coś tam próbuję śpiewać – jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak obsługuje się ten sprzęt, ale już próbowałam nagrywać.
Czyli miałaś już nagrane gotowe pomysły i przy pracy nad płytą mogłaś wrócić do tych swoich inspiracji z młodości (śmiech).
J.P: No tak (śmiech). Moje siostry chyba jako pierwsze miały kontakt z moją muzyką, Ale tak już, żeby podzielić się tą swoją muzyką, to było wtedy, kiedy założyłam ten swój pierwszy zespół – miałam chyba wtedy 17 lat. Postanowiłam, że skrzyknę swoich kolegów (jeden grał na basie, inny na perkusji, jeszcze inny na gitarze). Spotkaliśmy się i wtedy właśnie przyniosłam z dyktafonem nagrane swoje pomysły. Mieliśmy próby w salach, garażach – to był fajny czas.
Masz takie miłe muzyczne wspomnienia z młodości.
J.P: Tak, bardzo!
,,[…] miałam chyba wtedy 17 lat. Postanowiłam, że skrzyknę swoich kolegów (jeden grał na basie, inny na perkusji, jeszcze inny na gitarze). Spotkaliśmy się i wtedy właśnie przyniosłam z dyktafonem nagrane swoje pomysły. Mieliśmy próby w salach, garażach – to był fajny czas”.
Chciałabyś, żeby nazywali cię songwriterką?
J.P: A dlaczego nie? Jestem songwriterką. Piszę teksty, więc nie przeszkadza mi to, jak ktoś mnie tak nazywa.
Niektórym nie podoba się ta zagraniczna nazwa i chcą być nazywani tylko artystami. Co było największą trudnością w pracy przy tym albumie?
J.P: Organizacja. Ja nie jestem bardzo zorganizowaną osobą i ogarnięcie tego całego procesu tworzenia płyty, czyli m.in.: znalezienie muzyków i zorganizowanie siebie do tego przedsięwzięcia było dla mnie wyzwaniem. Zastanawiałam się też, czy dam sobie rade z aranżacją utworów. Napisałam wszystkie piosenki na ukulele, lecz aranżacja to zupełnie coś innego. Ale się udało!
Skąd wzięło się ciebie to ukulele?
J.P: Z przypadku. Kilka lat temu wpadło mi w ręce jakieś plastikowe ukulele. Ale takie prawdziwe, z hawajskiego drewna koa dostałam już chwilę później od taty mojego partnera Iana – dopiero ono zainspirowało mnie do tworzenia.
Jak bardzo różni się to ukulele z drewna koa od tego, które miałaś wcześniej?
J.P: Diametralnie. Przede wszystkim brzmieniem. Na tamtym ukulele były jeszcze metalowe struny, a na tym hawajskim były już nylonowe, delikatne. To ukulele stroi o wiele lepiej, a poza tym dźwięk i brzmienie wydobywające się z tego, które dostałam jest naprawdę inspirujące. Mogę powiedzieć nawet, że prezent od taty Iana spowodował powstanie tej płyty.
To można powiedzieć, że to był taki prezent na przyszłość.
J.P: Tata Iana dobrze zainwestował! (śmiech)
Twój tato też był zaangażowany w pracę nad twoją debiutancką płytą. Doradzał ci? Zdarzało mu się mówić coś stylu: ,,Julka, twój pomysł nie wyjdzie. Zrób to tak, jak ci mówiłem…”?
J.P: Ja miałam jakieś takie szczęście, że zaangażowałam fajnych, bardzo zdolnych ludzi, fantastycznych muzyków, ale też osoby, które zaufały mi i mojej wizji. Tato zdecydowanie dał mi siebie wyrazić – robił tak, jak chciałam i miał do mnie zaufanie.
Jak to było z Ianem? Jak zareagował na to, że chcesz wydać swoją pierwszą płytę?
J.P: Mój mąż mnie motywował do tego od wielu lat, żebym zrobiła to sama. Ja już podjęłam kilka prób pracy z producentami.
No właśnie, słyszałam o tym, że próbowałaś takiej współpracy. Co się stało, że to nie wyszło? Tak bardzo chcieli zmienić wizję twojej płyty?
J.P: No wiesz, to jest tak, jak współpracuje się z człowiekiem, który ma inną wizję. Chyba po prostu nie trafiłam na osoby, które gdzieś tam czuły podobny klimat. Ja też poczułam, że to nie będę ja w 100 proc. i dlatego zrezygnowałam z tej współpracy. Dla mnie moja muzyka była ważna, bo wypływała wyłącznie ze mnie. Na tej płycie wszystko jest spowodowane moimi emocjami, uczuciami. Poczułam, że to byłoby dziwne, gdyby ktoś…
Podstawił ci gotowy produkt, który musiałabyś podpisać tylko swoim nazwiskiem.
J.P: Tak! Sami uwinęliśmy się z nagraniami bardzo szybko. Zaczęliśmy po powrocie z Azji weszliśmy do studia w październiku, a teraz już jest płyta. Nie było u nas ciągłego siedzenia w studio, bo nie było na to możliwości.
,,Chyba po prostu nie trafiłam na osoby, które gdzieś tam czuły podobny klimat. Ja też poczułam, że to nie będę ja w 100 proc. i dlatego zrezygnowałam z tej współpracy. Dla mnie moja muzyka była ważna, bo wypływała wyłącznie ze mnie. Na tej płycie wszystko jest spowodowane moimi emocjami, uczuciami”.

Jesteś miłośniczką podróży. Jakie miejsce najbardziej zaskoczyło cię swoją muzyką?
J.P: Bali. Tam wszędzie słychać brzmienie gongów. Oni ciągle grają na tych swoich bębnach, dzwoneczkach i gongach – niestety nie wiem, jak te wszystkie instrumenty dokładnie się nazywają, ale z pewnością mają jakąś swoją nazwę. Brzmienie Bali mnie zachwyciło. Zrobiliśmy nawet filmik o tym miejscu i tam specjalnie wmontowaliśmy te dźwięki.
Czytałam opinie pod twoimi utworami. Erykah Badu, Katie Melua i Norah Jones – do tych wokalistek zostałaś porówna w komentarzach. Cieszysz się, gdy ktoś cię porównuję do innych artystek?
J.P: Bardzo się cieszę, że moja muzyka dobrze się ludziom kojarzy.
Kojarzy im się z bardzo dobrymi artystkami.
J.P: Ze wspaniałymi artystkami! Jeśli komuś to tak dobrze się kojarzy, to ja nie mam z tym żadnego problemu.
Wyobrażasz już sobie, jak wyglądałby twój koncert?
J.P: Już sobie zaczynam wyobrażać i przed chwilą widziałam się z moim muzykiem, żeby przegadać właśnie te kwestie…
Są już jakieś pierwsze plany?
J.P: Już zaczynamy planować i musimy sami to wszystko zorganizować.
To jest właśnie niesamowite, że tak bardzo zaangażowałaś się w pracę nad tym wszystkim.
J.P:Jeszcze teraz sama wysyłam płyty (śmiech).
No właśnie obserwuję, jak w to wszystko mocno się zaangażowałaś. Lubię, jak muzycy są sami tak zaangażowani w pracę nad swoją płytą, niż to, jak mają do tego ludzi. Masz teraz okazję zobaczyć, jak wygląda ten cały proces od A do Z.
J.P: Jest to fascynujące! Nie spodziewałam się, że to będzie tak fajne uczucie.
Ty jeszcze w tym wszystkim znajdujesz czas na to, żeby odpowiadać fanom na ich wiadomości, komentarze.
J.P: No wiesz, to jest super, jak ktoś ci pisze takie komplementy. Jak na to miałabym nie odpisać?! Budzę się rano i widzę tyle komentarzy, to każdy chce przeczytać i docenić.
Ostatnio brałaś udział w akcji, w której na żywo odpowiadałaś na pytania. Jak ci się to spodobało?
J.P: Bardzo! Ale strasznie dużo pisania było (śmiech). Ja w odpisywaniu jestem słaba, a raczej szybciej mówię i to jest dla mnie szybszy sposób komunikowania się. Pojawiło się mnóstwo pytań i to było bardzo fajne.
Obserwujesz to, co dzieje się na polskiej scenie muzycznej?
J.P: Tak! Zobacz, co mam! (Julia w tym momencie pokazuje mi bilet na koncert grupy Domowe Melodie – przyp. red.)
Byłam na ich koncercie w Lublinie – są świetni! Ludzie w czasie występu byli po prostu oczarowani ich muzyką.
J.P: Tak. Widać, że oni też sami to wszystko organizują.
Jak dokończyłabyś zdanie: Chciałabym, żeby moja muzyka…
J.P: Chciałabym, żeby moja muzyka dotarła do serc jak największej liczby osób!
Rozmawiała:Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



