źródło: facebook.com/BabuKrol
[WYWIAD] DUET BABU KRÓL:
EGOIŚCI O WIELKICH SERCACH
Tworzenie muzyki jest dla nich nie tylko prostą przyjemnością, ale też ich życiową pasją – duet Babu Król

TWORZENIE MUZYKI JEST DLA NICH NIE TYLKO PROSTĄ PRZYJEMNOŚCIĄ, ALE TEŻ ICH ŻYCIOWĄ PASJĄ – DUET BABU KRÓL
FINE TUNE: Znacie się już od dłuższego czasu i teraz pracujecie w duecie. Co jest największym plusem takiej pracy?
Jacek Szymkiewicz: Praca w duecie jest na tyle dobra, że im więcej ludzi, tym więcej przelotów jest możliwych i to powoduje, że wzrasta entropia układu.
Piotr Piasecki: Ja sam gram i to też nie jest proste… (śmiech).
J.SZ: W układzie dwójkowym widać wszystkie rzeczy. Nie wszystkiego jest się świadomym, ale natomiast szybko się te rzeczy objawiają. Jeśli istnieje taka obecność w obserwowaniu tego, co się wydarzy, to można w miarę na bieżąco reagować.
Jak wygląda u was ta kwestia pracy z tekstem. Czy wy wolicie opierać się na takich kultowych tekstach, jak teksty Edwarda Stachury? Czy może bardziej na tych samodzielnie stworzonych?
J.SZ: Sięgnę do słowa, którego nadużywałem w poprzednim wywiadzie, to słowo to: ,,przyjemność”. Ja i Piotrek w trakcie pisania tekstu muzyki odczuwamy wielka przyjemność, to co robimy, jest równocześnie pasją naszego życia. Tego też bardzo życzymy wszystkim ludziom, żeby swoje zawody wykonywali z pasją. Ciężko określić się „wole tak niż tak”, bo za chwile zmieniają się okoliczności i z takich deklaracji nic nie zostaje.
,,Ja i Piotrek w trakcie pisania tekstu muzyki odczuwamy wielka przyjemność, to co robimy jest równocześnie pasją naszego życia”.
Ale ta poezja Edwarda Stachury należy do takiej kultowej. Czy tutaj nie było u was takiego ryzyka, że może pojawią się takie komentarze, w których będzie przewaga tych negatywnych?
J.SZ: Wszystkie te oczekiwania i to co się wydarzy jest po etapie po tytułem ,,przyjemność”. Angażując się w taką ,,przyjemność”, to jest tak, jak masz romans z niewłaściwą osobą i czerpiesz z tego potworną przyjemność – chociaż wiesz, że nie jest to dobra osoba do romansu. Albo zakochasz się w niewłaściwym chłopaku. Jesteś w stanie zrobić coś z tą miłością? Jesteś w stanie powiedzieć sobie: ,,Nie kochaj tego gościa!”? To jest niewłaściwe, ale nie jesteś w stanie nic z tym zrobić. To jest silniejsze od ciebie. Miłość ma to do siebie, że przepisuje całą konstytucje życia na nowo i nie sposób się temu oprzeć. Tak samo jest z przyjemnością, która wynika z pasji do muzyki. Jeżeli już pojawia się jakiś temat, to my odnajdujemy w tym frajdę. Zastanawianie się, czy to jest bezpieczne czy niebezpieczne – to są rzeczy na później. Jeśli posłuchasz drugiej i pierwszej płyty, to okażę się, że druga jest bardziej niebezpieczna. Pierwsza jest taka piosenkowa, a w drugiej są rozbudowane kompozycje.
Zostaliście zaproszeni na festiwal piosenki artystycznej. Na jakim etapie obecnie według was jest ta piosenka na polskiej scenie muzycznej?
J.SZ: Na takim etapie, że Piotrek skończył niedawno płytę – jest bardzo dobra i to jest piosenka artystyczna. Album po tytułem ,,AmOK” wyjdzie już za chwilę i to jest dowód na to, że jest dobrze z piosenką artystyczną. Jest kilku wykonawców mainstreamowych, którzy cały czas łupią tę piosenkę artystyczną. Ostatnio miałem przyjemność grać koncert w Warszawie z Czesławem Mozillem. Zostałem zmiażdżony jego koncertem. Przy całym swoim ,,celebryctwie”, zagrał tak dobry koncert w kebabie, który prowadzą Syryjczycy. Opowiadał o sobie jako o chłopaku wychowującym się w Kopenhadze, o tym, że grał w piłkę z Duńczykami, muzułmanami, emigrantami. Polakiem na podwórku był on i jego kolega. To wszystko podawał w takim artystowskim sosie. Wspaniałe.
Nawiązałeś do Czesława Mozilla i kwestii emigrantów. Sprawa emigracji często jest poruszana przez Polaków. Jaki wy macie stosunek do tego, co dzieje się teraz i do problemu emigracji?
J.SZ: Niedawno rozmawialiśmy o tym z Piotrem. Po pierwsze to jest wszystko napięte, a po drugie, jeśli moglibyśmy porównać to wszystko do jednostki chorobowej, to można to porównać na dwa sposoby. Prowadzenie rozmowy, które już nie jest dyskusją, bo ludzie przestali już rozmawiać – proszę mi wierzyć, że teraz ja pomijam już wszelkie strony, tylko obserwuję sam stan rzeczy. Ludzie przestali ze sobą rozmawiać, oni tylko komunikują się.
,,Ludzie przestali ze sobą rozmawiać, oni tylko komunikują się”.
Coraz bardziej jest widoczny podział na ,,Polskę A”’ i ,,Polskę B”.
J.SZ: Jest już nawet ,,Polska C”, ,,Polska D” i … ,,Polska Ź”. Zbyt duża ilość dygresji doprowadzi do tego, że ta sytuacja przestanie być prosta, a taka powinna być. Jeżeli podejdziemy do tego tak, że to jest paranoja (czyli taka jednostka chorobowa, która objawia się w ten sposób, że sądy są niepodważalne, a każdy logiczny argument, który podważa i udowadnia nieprawdziwość tego osądu paranoika, jest automatycznie dowodem na jego nieprawdziwość), to polegniemy.
Ciekawe, czy przez taką sytuację nie ucierpi strefa kultury…
J.SZ: Jasne, możemy też przyjąć te sytuacje jako borderline, czyli problem osobowości. Jeżeli choroby typu: paranoja i schizofrenia traktuje się jako choroby, które wydarzają się osobowości, to borderline jest problem tej matrycy, na której wydarzają się te choroby. Borderline leczy się, ale paranoi już się nie da wyleczyć – to już jest wyrok. Jeżeli przyjmiemy wersje ,,wyrok”, to będzie to bardzo smutne. W tym momencie stawiamy właśnie nieprzekraczalne granice, wszystko jest zabetonowane i nie można się ruszyć. Ale jeśli przyjmiemy, że mamy dysfunkcje osobowościową jako kraj, Europa, świat, to jest przed nami bardzo prosta droga. Borderline leczy się tak, że wzmacnia się te części osobowości, które uznaje się za dobre. W taki właśnie sposób osobowość sama się reguluje. Wydaje mi się, że to jest ważne, bo teraz to, co znika bardzo szybko to cierpliwość ludzi do siebie i tolerancja. To nie jest na poziomie ,,hejtu” w gazetach czy w internecie. Mój język jest często tak nieparlamentarny i niepoprawny politycznie, że przez działaczy partii liberalnych, czy wojujące feministki, mógłbym być ukamienowany natychmiast. Ale z drugiej strony, ja doskonale dogaduję się z moją koleżanką lesbijką, używając seksistowskich żartów i ona też to robi. My wiemy, że żartujemy i w taki sposób otwieramy sobie możliwość na to wszystko.
,,Ale z drugiej strony, ja doskonale dogaduję się z moją koleżanką lesbijką, używając seksistowskich żartów i ona też to robi. My wiemy, że żartujemy i w taki sposób otwieramy sobie możliwość na to wszystko”.
To dobry przykład na to, że pomimo różnic można jakoś się dogadać.
J.SZ: My w rozmowie ustalamy otwartość. To tak jak Piotr mi powiedział niedawno, że w mailach łatwo się jest pokłócić, a gorzej przez telefon. Maila są bezosobowe – jest goły ekran i wyłącznie moja interpretacja tego tekstu. Jak rozmawiam z tobą teraz, to patrzysz mi w oczy i słyszysz mój głos, to ja mogę cię trochę oczarować, ty możesz założyć, że mi o coś chodzi, możesz to poczuć. Tutaj możesz poczuć to, że ja nie mam złych zamiarów, jak powiem np.: ,,pedał”.
W tej sytuacji dużo znaczy sytuacja w jakiej to powiesz, twoja gestykulacja, mimika itp. .
J.SZ: Cokolwiek – może ja robię duże oczy i jestem jakimś pierdolniętym szamanem… (śmiech) Użyję słowa ,,Murzyn”, a ty możesz sobie pomyśleć, że to nic takiego, dlatego że urodziłem się w 1974 roku i wybiłem na blachę wierszyk ,,Murzynek Bambo”. Jeśli założymy, że to borderline, to skupimy się na wzmacnianiu dobrych sytuacji. Czytałem ostatnio w ,,gazecie z pejsami” piękną rozmowę z Jezuitą. Katolicy tracą w ogóle kontakt z ewangelią i tym, co ewangelia przekazuje.
Niektórzy mówią nawet o tym, że obecnie jest też podział nawet w Kościele…
J.SZ: Jeśli chcemy wrócić do ducha ewangelii, to musimy natychmiast zapomnieć o podziałach. Musimy przejść ponad te podziały. Ten zakonnik przytoczył rozmowę Matki Teresy z Kalkuty z dziennikarzem, który zapytał ją, co trzeba zmienić w Kościele katolickim. Matka Teresa powiedziała : ,,Mnie i pana”.
Ciekawe co odpowiedziałaby Matka Teresa, gdyby żyła w dzisiejszych czasach i dziennikarz zadałby jej to samo pytanie…
J.SZ: Jestem święcie przekonany, że odpowiedziałaby to samo. To są właśnie postawy ludzi, którzy rozumieją, że jedyna możliwa zmiana (i to też rozumiał Chrystus) zachodzi w pojedynczym człowieku. Ta jedna osoba ma tylko możliwość jednej zmiany. Siebie. Ja mogę zmienić tylko siebie. Nie jestem już w stanie zmienić ciebie, Piotrka, mojej dziewczyny, dzieci czy moich rodziców. Proszę mi wierzyć, że to, co teraz powiem jest bardzo ważne. To, co jest największą chorobą Europejczyków, to jest to, że nam się wydaje, że możemy myśleć w kategoriach dużych populacji – a to jest duża fantazja, to jest dopiero choroba. To jest manipulacja, to co my możemy zrobić z dużą grupą ludzi. Manipulacja jest oszustwem. Ktoś mówi nieprawdę, a dzięki tej nieprawdzie zmusza kogoś, do zrobienia fałszywego działania i otrzymuje za to jakiś zysk. Elementy tej układanki od początku do końca są kłamstwem.

Kiedyś w jednym z wywiadów powiedziałeś, że artyści mają zbyt duże ego. Zastanawiam się, czy to jest rodzaj jakiejś samokrytyki?
J.SZ: A kto powiedział, że to jest samokrytyka? Wyobraźmy sobie, że ego potraktujemy jako wehikuł do poruszania się po świecie. Uznajemy, że artyści mają ,,duże wehikuł” i problem nie polega w jego wielkości, bo nam to troszeczkę jest źle wkręcane.
Może bardziej chodzi tu o to, że często ,,duże ego” negatywny odbiór dla niektórych osób.
J.SZ: Wystarczy spojrzeć na jedną z naszych ulubionych filmów, czyli ,,Pingwiny z Madagaskaru”. Król Julian…
On na pewno ma duże ego.
P.P: On ma duże ego i równie wielkie serce.
J.SZ: On ma takie ego, że nie mieści się w całym Nowym Jorku. On jest w bezpośrednim połączeniu cały czas z bogami.
W końcu to król!
J.SZ: I czy on jest postacią negatywną?
On nie jest negatywną postacią.
J.SZ: Jest przepiękną postacią, która robi dużo dobrego. Król Julian ma przyjemność ze swojego ego. Król Julian nie jest toksyczny. On jest trochę pierdolnięty, natomiast jest uwolniony w swoim wielkim ego. Problem bierze się w tym, że ludzie przywiązują się do czegoś. Gdybym ja był przywiązany do mojego dużego ego i moje duże ego mówiłoby mi teraz: ,,No nie, jak ta dziewczyna tutaj weszła, to zajmuje dużo mojego miejsca, niech ona wyjdzie na korytarz”.
No tak, ja i ta moja waga… (śmiech).
J.SZ: Wtedy to zaczyna być problem, bo czujesz się urażona. Natomiast, jeśli moje duże ego powoduje, że ja podczas tej rozmowy jestem uśmiechnięty, patrzę ci głęboko w oczy, pokazuje zęby i uśmiecham się zalotnie.
No tak, ktoś się do mnie uśmiecha, ale ja i tak nie wiem, co ta osoba o mnie myśli naprawdę…
J.SZ: Ja korzystam teraz z mojego dużego ego, żeby rozmowa była miła i żebyś miała poczucie, że to była rozmowa, którą chciałaś odbyć – i to też jest moje duże ego. Jak będę zasypiał, to moje duże ego zadzwoni do mnie i powie mi: ,,Dobrze tę rozmowę zrobiłeś, lubię cię!”. Ludzie, którzy mają małe ego nie mają takich rozmów wieczorem.
Czy artysta bez dużego ego może osiągnąć sukces?
J.SZ: To są wszystko uogólnienia, które w szczególnych przypadkach są krzywdzące. Czytając prozę Edwarda Stachury, nie ma się wrażenia, żeby on miał problem z dużym ego. On miał bardziej problem z odkrywaniem braku substancji ego. Myślę, że jakby miał większy kontakt z Krishnamurtim, to może nie powiesiłby się. Paradoksalnie to kompulsywna ucieczka od ego, też jest problemem. Coś jest w artyście takiego, że każe mu, wierzyć w to, co robi. To jest tak, jakby otrzymał od kosmosu talent, który się przyda innym. To właśnie może powodować, że ludzie obdarzeni talentem, obrastają w piórka ego. Tak samo, jak potrzebny jest stolarz, żebym usadził dupę po ciężkiej robocie, to tak samo potrzebny jest artysta, żeby stworzył piosenkę, przy której można się zrelaksować. Tak samo potrzebna jest ,,piosenka pościelowa”, żeby jakaś para mogła sobie cudownie seks uprawiać – takie rzeczy są po prostu potrzebne. Np. przy złej muzyce pani Krystyna może nie zrobić panu Januszowi dobrego obiadu. Jak pan Janusz źle zje, to idzie do Urzędu Marszałkowskiego i tam zaczyna się koszmar.
Może jakby chociaż posłuchał dobrej piosenki, to miałby dobry humor.
J.SZ: No tak, jakby posłuchał dobrej piosenki, to miałby dobry humor.
Wasza ostatnia płyta ,,Kurosawosyny” ma sobie dużo dobrej energii i wprowadza w dobry humor. Co wam daje taką dobrą energię poza muzyką?
P.P: Najważniejsze jest śniadanie, później trochę ruchu i jakiś fajny film. Ale najważniej jest granie muzyki, bo bez tego czułbym się trochę pusty… (śmiech)
J.SZ: No tak, śniadanie… (śmiech). Jestem potwornym żarłokiem i już tutaj po czterdziestce objawia się u mnie taka opona.
To chyba jadłeś dobre rzeczy i dostałeś dużo dobrej energii do pracy. Niedawno współpracowałeś z Reni Jusis i płyta wyszła jej naprawdę bardzo dobrze. Jak wspominasz ten czas pracy z Reni?
J.SZ: Przepięknie, to jest cudowna osoba! Nie miałem wcześniej przyjemności spotkać Renaty, a teraz poszalałem troszeczkę. Nawet nie wiedziałem, że ona jest taka eko – mama (nie wiedziałem, że napisała o tym książkę itd.). Bardzo dobrze wiedziała, o czym chce piosenki. Dostawałem od niej ładnie rozpisane rozprawki, o czym jest piosenka. Najgorzej jest wtedy, gdy ktoś nie wie, o czym chce piosenkę – to jest masakra i koszmar!
Czyli przychodzi czasami do ciebie osoba i mówi coś w stylu: ,,Napisz mi coś fajnego!” i to wszystko?
J.SZ: Przychodzi osoba, daje mi kawałek muzyki, mówi, żebym napisał tekst i sama nie wie, o co jej chodzi. Dla mnie to jest trudne bardzo i zazwyczaj efekt jest taki, że wychodzi taki słaby tekst i to jest wstrząsające dla mnie. Ja działam jak echosonda (trochę podsłuchuje ludzi), mam taką małpią zręczność. Gdy przychodzi osoba, która wie, o czym chce tekst, to ja dokładnie tak piszę. Przypominam sobie rozmowę i w 5 czy 10 min jest tekst. Jak przyszła osoba, która nie wiedziała, o co jej chodzi, to jeszcze nigdy nie udało mi się napisać dobrego tekstu albo chociaż takiego, który gdzieś przeszedł.
Gdy przychodzi osoba, która wie, o czym chce tekst, to ja dokładnie tak piszę. Przypominam sobie rozmowę i w 5 czy 10 min jest tekst. Jak przyszła osoba, która nie wiedziała, o co jej chodzi, to jeszcze nigdy nie udało mi się napisać dobrego tekstu albo chociaż takiego, który gdzieś przeszedł.
To chyba nie łatwo jest oddać taki tekst, który jest dla osoby, która nie wie, czego chce. Nie masz już obaw, że zasypią cię negatywne komentarze?
J.SZ: Tu nie ma osobistych przepychanek, chodzi o pracę. To nie jest tak, że ja się dowiaduję że jestem ,,fiutem i pisarczykiem”. Tylko dowiaduje się, że ten tekst nie pójdzie. To jest bardzo przyjemna cecha, którą można nabyć w życiu, że nie ocenia się ludzi po ich czynach – tym ewangelia też jest bardzo mocno przesiąknięta. Chodzi tu o to, że to, co zrobiłaś jest głupie, a nie ty jesteś głupia. To co ja napisałem jest niefajne a nie to, że ja jestem niefajny. Nakładając etykiety, małymi kroczkami sprawiamy, że ten za etykietowany człowiek taki się staje. Odnosząc się do tego, co zrobił ten człowiek – do tego, co powiedział a nie do niego samego, otwieramy wokół niego trochę przestrzeni, w której może się ten człowiek okazać, taki jaki jest.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



