fot. Kamila Pitucha//HeavyLadyK
[WYWIAD] HUNTER: W PRZERWACH
OD MUZYKI, KOSZĄ TRAWNIKI
Hunter – dla członków tego zespołu źródłem energii są koncerty i fani, którzy są w stanie przejechać nawet 700 km by ich zobaczyć. Rozmawiamy z wokalistą!

HUNTER – DLA CZŁONKÓW TEGO ZESPOŁU ŹRÓDŁEM ENERGII SĄ KONCERTY I FANI, KTÓRZY SĄ W STANIE PRZEJECHAĆ NAWET 700 KM BY ICH ZOBACZYĆ. ROZMAWIAMY Z PAWŁEM GRZEGORCZYKIEM (WOKALISTĄ ZESPOŁU).
FINE TUNE: Zespół Hunter właśnie zakończył trasę koncertową. Jakie są twoje wrażenia po tych spotkaniach z fanami?
Paweł Grzegorczyk: Super! To była trasa, na której graliśmy premierowo nowy utwór, będący zwiastunem kolejnej płyty. Cieszę się bardzo, że ludzie tak żywiołowo na niego reagują. Nagrywaliśmy to na koncertach, żeby zrobić do niego teledysk, który jest obecnie montowany.
Należycie do grona tych muzyków, którzy mają swoich wiernych fanów?
P.G: Tak, dzięki nim istniejemy i oni nigdy nas nie zawiedli. Minęły już 3 lata od ostatniej płyty, więc już czas…
Pewnie chcieliby już dostać nowy album.
P.G: Właśnie. I my też tego bardzo chcemy. Jesteśmy właśnie w trakcie nagrywania nowej płyty.
Dużo koncertujecie, co wiążę się z częstą nieobecnością w domu. Ale jak już się pojawiacie, to dzielicie się z bliskimi tymi wspomnieniami z trasy?
P.G: Nie ma czasu się dzielić, bo trzeba kosić trawę (śmiech).
No tak, czyli jednak pomagacie w domowych obowiązkach (śmiech).
P.G: Tak, wychodzimy na zakupy, zbieramy kupy po psie, zmieniamy piasek w kociej kuwecie – tak jak prawdziwe gwiazdy rocka! (śmiech)
Masz do siebie dystans (śmiech).
P.G: To nie jest dystans, bo zawsze to robiliśmy i nie wiem skąd takie mity. Jesteśmy normalnymi ludźmi. Gramy tylko dodatkowo na gitarach, perkusji i śpiewamy. Być może inni robią inaczej.
,,To nie jest dystans, bo zawsze to robiliśmy i nie wiem skąd takie mity. Jesteśmy normalnymi ludźmi. Gramy tylko dodatkowo na gitarach, perkusji i śpiewamy”.
Coraz częściej na koncertach widzę osoby, które zamiast cieszyć się muzyką, są bardziej zainteresowane tym, co dzieje się w ich telefonach. Zauważyłeś może takie zjawisko na waszych koncertach?
P.G: Myślę, że osoby, które przychodzą do nas są świadome tego, co będzie można tu zobaczyć. Jeśli znajdą się jakieś przypadkowe, to szybko zrozumieją i będą wiedziały, że u nas takie rzeczy średnio się sprawdzają. U nas nie chodzi o to, żeby się pokazać. Bilety też nie są takie tanie, więc chyba mało osób stać na to, żeby tylko przyjść i się pokazać. Ale może się mylę, ciężko mieć tu pewność. To chyba też zależy od gatunku, jaka jest tam atmosfera, kto przychodzi… Mam nadzieję, że nas to nie dotyczy.
Artyści, którzy grają muzykę metalową, mają problem często ze stereotypami. Niektóre osoby przyklejają im łatkę tych, którzy są związani z ,,kultem szatana”… (śmiech)
P.G: No tak…! (śmiech) Kopyta muszą być. I rogi – bez tego nie ma rock’n’rolla!
Ale zdarzyło się tak, że ktoś oceniał was przez ten pryzmat?
P.G: Pewnie! Nasz kraj, który pod tym względem jest wciąż w innym stuleciu – jest nadal nieświadomy, pełen przesądów i mitów. Niestety w takiej właśnie rzeczywistości żyjemy. Musimy się z tym zderzać. Kiedyś mnie to denerwowało, potem mnie śmieszyło i teraz jestem wciąż zadziwiony, że coś takiego istnieje. Wystarczy poczytać w trochę większym skupieniu nasze teksty i być na koncercie, żeby zrozumieć, jaka to jest bzdura totalna.

Co jest taką największą przeszkodą na rynku muzycznym dla takiego zespołu jak Hunter?
P.G: Wszystkie te kwestie biznesowe. Zazwyczaj kontrakty, na których to zespoły najgorzej wychodzą, a muszą odnaleźć się w tym wszystkim jakoś, żeby grać dalej. Brak promocji, ponieważ radio i tv nie chce puszczać takiej muzyki. Są też problemy w klubach, bo np. jest słaby sprzęt i światło. Ale za to jasnymi stronami są koncerty, na których możemy się wyładować. Wtedy możemy pozbyć się stresu, negatywnych emocji, które gdzieś tam towarzyszą nam na co dzień. Po koncertach jest takie oczyszczenie, że człowiek odzyskuje już równowagę psychiczną.
Czyli to prawda, że muzyka daje siłę.
P.G: Oczywiście, że tak. Zawsze dawała. Tam, gdzie była muzyka, zawsze było lepiej!
Pojawił się kiedyś u was taki moment, w którym dalsza działalność zespołu stanęła pod znakiem zapytania?
P.G: Były takie momenty! Przez 30 lat to było nawet ich kilka, ale na szczęście do poważnych rozmów i przede wszystkim decyzji nie doszło. Na pewno było to w momencie przechodzenia na profesjonalny etap, gdy trzeba było już dokonywać pewnych wyborów. Mam na myśli kwestię utrzymania rodziny, przejścia na zawodowstwo. Czy jesteśmy w stanie się z tego utrzymać czy odpuszczamy.
To co pomogło wam wtedy?
P.G: Determinacja i wiara, że to, co robimy jest dobre. A robimy to, co potrafimy robić najlepiej. Chcielibyśmy przeżyć pożytecznie swoje życie i jeszcze dać komuś radość. Gdybyśmy grali dla siebie, to nie byłoby już takiej motywacji. Są wierni fani, którzy potrafią 600 czy 700 kilometrów przejechać, żeby być na naszym koncercie – to jest coś, dlaczego warto grać. To w najlepszy sposób udowadnia, że warto dalej to robić.
,,Są wierni fani, którzy potrafią 600 czy 700 kilometrów przejechać, żeby być na naszym koncercie – to jest coś, dlaczego warto grać. To w najlepszy sposób udowadnia, że warto dalej to robić”.
Co byłoby, gdyby trzeba było zmienić zespół w kwestii stylu?
P.G: Jeżeli sami chcielibyśmy tego, to dlaczego nie? Gdybyśmy chcieli poszukać czegoś innego, bo nie odnajdywalibyśmy się już w tym, co gramy, to kto wie… Ale myślę, że każdemu pasuje to, co robimy w tej chwili. Staramy się grać tak, żeby dawało nam to dużą radochę. Jeśli coś nas cieszy, to nie widzę powodu, ani sensu tego zmieniać. Kwestia tego, że to jest pomijane w mediach już nas nie dziwi. Bierzemy to z góry pod uwagę. Jeżeli ktoś kazałby nam przejść taką zmianę, żeby być puszczanym w mediach to ten zespół nie pójdzie na taki układ. Jeśli coś się robi, to powinno się robić to szczerze. Jak nie robi się tego ze szczerością, to ludzie, którzy to odbierają, od razu wyczują ,,otoczkę produktu”. My nie chcemy być produktem. Chcemy być zespołem, który gra to, co kocha.
Stworzyliście utwór, który opowiada o podejściu społeczeństwa do kwestii zabijania zwierząt. Sprawa uboju rytualnego w naszym kraju wraca jak bumerang i wszystko wskazuje na to, że jednak nie będzie to u nas zakazane. Co o tym sądzisz?
P.G: Zwierzęta są tutaj marginalnie traktowane i nikt nie wnika w ich cierpienie – po prostu chodzi o pieniądze. Jeśli coś się zmieni to tylko sytuacja, w której z powodów politycznych lepiej będzie tego nie robić. Nie sądzę, że zmiana wyniknie z tego, że kogoś ruszy sumienie. A nam chodzi o zwrócenie właśnie na to uwagi i niech każdy sam wybierze i zdecyduje, co z tym dalej robić.
Są muzycy, którzy zaangażowali się w mocno w politykę. Nie myślałeś o tym, żeby też bardziej pójść w tę polityczną stronę?
P.G: Byłem samorządowcem przez 8 lat. Uważam nawet, że zdaliśmy wtedy w pewnej bardzo ważnej kwestii ten egzamin. Udało nam się odciąć od polityki i zrobić coś dobrego dla naszego miasta. Kiedy jednak stwierdziłem, że już nie mam do tego serca, to zrezygnowałem i nie startowałem dalej. Mimo, że słyszałem od wielu osób, że jak się w to wejdzie, to już nikt nie chce wyjść. Po pierwsze z powodu uzależnienia, czyli afrodyzjaka jakim jest władza. Po drugie – z powodu kwestii wynagrodzenia za bycie radnym. A ja, gdy znajomi namówili mnie na start nawet nie wiedziałem, że jest za to dieta.
Ktoś wypomniał ci, że jednak ta dieta jest?
P.G: Jest taki dziwny mechanizm, jak w muzycznym undergroundzie. Każdy na początku robi wszystko, żeby jego ulubiony zespół był na listach przebojów, ale jak już się uda to pojawiają się komentarze w stylu: ,,No nie, to już jest komercja…”. I tu jest podobnie. Wybierają cię, żebyś coś zmienił i jak już zostaniesz wybrany, to często od razu zaczynają traktować jak kogoś z tej drugiej strony. Nie dając nawet szansy na sprawdzenie, czy ich wybór był dobry, czy spełniłeś ich oczekiwania i czy nie zawiodłeś.
,,Zwierzęta są tutaj marginalnie traktowane i nikt nie wnika w ich cierpienie – po prostu chodzi o pieniądze. Jeśli coś się zmieni to tylko sytuacja, w której z powodów politycznych lepiej będzie tego nie robić. Nie sądzę, że zmiana wyniknie z tego, że kogoś ruszy sumienie. A nam chodzi o zwrócenie właśnie na to uwagi i niech każdy sam wybierze i zdecyduje, co z tym dalej robić.”
Ale to dość częste zjawisko. To jest trochę tak jak z artystami w roli jurora w programach talent – show. Często muzycy, którzy się zgodzą na bycie w tym towarzystwie, są już zasypywani stosem komentarzy w stylu ,,sprzedał się”.
P.G: To jest ta nasza polska zawiść. To nasza cecha narodowa. Jak komuś jest źle, czy jak w tym przypadku jest biednym, nieznanym szerzej muzykiem to mu pomożemy. Ale niech tylko mu się uda…
Zdarzyło się tak, że ktoś do was napisał: ,,Przestaję być od dziś waszym fanem…”?
P.G: Tak. Kiedyś zaprosiliśmy na nasz koncert Andrzeja Rozenka, który był długo naszym – jeszcze za nim został posłem na sejm. Zna nasze teksty i wie, o co chodzi w tym wszystkim itd. . Zaprosiliśmy go, żeby zaśpiewał z nami ,,Imperium uboju”. On i jego dziewczyna przysyłali nam wcześniej materiały na temat uboju, a były to bardzo poruszające materiały. Często na koncertach – na które chodzą od wielu lat, o tym rozmawialiśmy. W ten sposób również przyczynili się w jakimś stopniu, do powstania tego tekstu. Uznaliśmy więc, że będzie to miało swój sens, bo wystąpi gość, który w to naprawdę wierzy. No i niestety pojawiła się krytyka i doszukiwanie się w tym wszystkim tego, po jakiej stronie stoimy. My nie stoimy ani po prawej, ani po lewej. Martwi mnie i dziwi, że próbuje się nas ustawić po którejś z nich. Zwłaszcza przez kogoś, kto jest z nami dłużej niż jeden koncert.

Wyobrażasz już sobie, jak to będzie za te kilka lat? Jak będzie wtedy wyglądała ta praca u was w grupie?
P.G: Będziemy mieć na pewno dłuższe brody, bardziej siwe i będziemy bardziej skrzypieć – i nie mam tu na myśli głośniejszych skrzypiec. Mam na myśli nasze kręgosłupy i karki (śmiech).
Ale dopuszczasz taką możliwość, że wytrzymałbyś bez tego grania, bez tej muzyki? Czy raczej chciałbyś, żeby ta muzyka była z wami gdzieś tam do końca?
P.G: Ja nie wyobrażam sobie życia bez muzyki i w ogóle nie biorę takiego scenariusza pod uwagę. Oczywiście, jak to bywa w życiu, może coś się zmienić, ale mam nadzieję, że jednak nie. Mam nadzieję, że będę cały czas grał i oby tak do końca. Dopóki zdrowie nam pozwoli i dopóki będziemy mieć do tego serce, będziemy dalej ciąć. Serca nam na razie nie brakuje, zdrowia może trochę, ale pracujemy nad tym i na szczęście jakoś dajemy radę. Co ciekawe, z tego co słyszymy według wielu, nawet lepiej nam to wychodzi niż wcześniej (śmiech). Także póki co, nie ma co się martwić.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



