źródło: facebook.com/PiotrZiola
[WYWIAD] PIOTR ZIOŁA:
WSZYSTKO ZALEŻY ODE MNIE
Piotr Zioła – wokalista, w swojej twórczości inspiruje się muzyką lat 50. i lat 60. Prywatnie wielki fan muzyki Amy Winehouse.

PIOTR ZIOŁA – WOKALISTA, KTÓRY W SWOJEJ TWÓRCZOŚCI INSPIRUJE SIĘ MUZYKĄ LAT 50. I 60. PRYWATNIE WIELKI FAN AMY WINEHOUSE.
Na początku była ciemność… – twój koncert rozpoczął się prawie tak samo, jak tworzenie świata przez Boga (śmiech).
Piotr Zioła: No tak… (śmiech) Trochę mnie ta sytuacja wybiła.
Często podczas koncertów spotykasz się z takimi niespodziewanymi sytuacjami jak dziś, gdy zabrakło światła?
P.Z: Nie, taka sytuacja zdarzyła mi się po raz pierwszy. Dopiero zaczynam koncertować, więc okazji do takich sytuacji nie było wiele. Przed wydaniem albumu miałem kilka występów. Grałem np. na Spring Breaku, co miło wspominam – tam poznałem moją obecną managerkę, a także Justynę Święs i Rysy, z którymi później wspólnie zrobiliśmy piosenkę. Wszystko jest jeszcze przede mną, a to wydarzenie, które miało dzisiaj miejsce jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło. Nie czuję się najlepiej, gdy podczas koncertu są miejsca siedzące.
To jest trochę niekomfortowa sytuacja dla muzyka.
P.Z: Wydaję mi się, że pomimo kilku ballad na płycie, są piosenki, do których można potańczyć. Lubię, gdy ludzie są blisko, bawią się i o to zazwyczaj proszę. Tutaj się trochę tego obawiałem, bo gdy przyjechałem, to pod sceną były jeszcze stoliki – na szczęście później ten problem został rozwiązany. Byłem zaskoczony tak dużą liczbą osób podczas dzisiejszego koncertu, bo słyszałem, że dziś w Lublinie dużo się dzieje.

fot.Monika Kania
Tłumaczenie tytułu twojego albumu na język polski to ,,obrotowe drzwi”. Ta płyta to jakieś ważne przejście do innego świat twoim życiu?
P.Z: Tak. Ten tytuł nawiązuje do piosenki na płycie. Ma on dla mnie personalne znaczenie, a tak naprawdę symbolizuje drogę, którą pokonuję. Te ,,obrotowe drzwi” są metaforą tego, co mnie czeka, co przebyłem i tego, gdzie znajduję się teraz – wszystko zależy ode mnie…
Ty decydujesz do jakiego świata wejdziesz przez takie drzwi.
P.Z: Dokładnie! Chciałem pobudzić wyobraźnię słuchaczy, których interesuje ten tytuł – chciałem, żeby dla każdego znaczył coś innego, bo każdy z nas ma inne skojarzenia związane z obrotowymi drzwiami.
,,Te ,,obrotowe drzwi” są metaforą tego, co mnie czeka, co przebyłem i tego, gdzie znajduję się teraz – wszystko zależy ode mnie…”
Niektórzy artyści traktują swoje piosenki jak takie ,,małe dzieci” – ty też tak traktujesz swoje utwory?
P.Z: Utwór raczej nie, bardziej całą płytę.
Masz na tej płycie taki jeden ulubiony, który kochasz najbardziej?
P.Z: Mam kilka faworytów, bo jednego chyba nie potrafiłbym wybrać. Na pewno tytułowy ,,Revolving Door” – nie bez przyczyny nazwałem tak moją płytę. ,,Revolving Door” jest utworem, którego powinno się wysłuchać w zamkniętym pokoju, w słuchawkach, z whisky z colą w ręku. Bądź bez… (śmiech). Słuchacz powinien zatopić się w fotelu, wsłuchując się w poszczególne warstwy. To jest taki utwór zagadka – za każdym razem można wychwycić nowe instrumenty. Jest klimatyczny, filmowy i chciałbym, żeby powstał kiedyś do niego ładny obrazek. Oprócz ,,Revolving Door” lubię też ,,CFTCL.” – jest bardzo energetyczny, od niego zaczęliśmy dziś koncert i na nim skończyliśmy. Bardzo podoba mi się też ,,Safari” w wersji płytowej.
I pewnie do ,,Amy” masz jakiś większy sentyment.
P.Z: Tak, to jest dla mnie bardzo ważna piosenka, bardzo osobisty tekst. Wydaje mi się, że ta płyta nie powstałaby w takiej formie, gdybym nie poznał twórczości Amy Winehouse.
,,Revolving Door” jest utworem, którego powinno się wysłuchać w zamkniętym pokoju, w słuchawkach, z whisky z colą w ręku. Bądź bez… (śmiech). Słuchacz powinien zatopić się w fotelu, wsłuchując się w poszczególne warstwy. To jest taki utwór zagadka – za każdym razem można wychwycić nowe instrumenty. Jest klimatyczny, filmowy i chciałbym, żeby powstał kiedyś do niego ładny obrazek”.
W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że najtrudniejszym momentem przy pracy nad debiutanckim albumem jest moment, kiedy już musisz oddać tę płytę i nic więcej nie możesz przy niej zmienić. Ty miałeś takie obawy i jakiś ,,mały kompleks”, że ,,Revolving Door” może się nie spodobać?
P.Z: Do ostatniej chwili wdrażałem drobne poprawki, starałem się dopieścić materiał. To jest przekleństwo każdego artysty i każdego, kto wystawia swoją pracę do publicznej oceny. Jednak wiedziałem, gdzie jest koniec i nie zapędziłem się w jakiś ślepy zaułek. Nie prosiłem wytwórni o to, by przesunęli datę premiery. Myślę, że wszystko było poprowadzone jednocześnie z głową i sercem. Na dzień dzisiejszy (mam nadzieję, że za kilka lat też będę tak myślał) mogę powiedzieć, że jestem w pełni zadowolony z płyty w tej formie, w której ostatecznie została wydana. Cieszą mnie ostatnie recenzje – w sumie nie spotkałem się z negatywną opinią i jest mi bardzo z tego powodu miło. To pokrzepiające, ponieważ miałem dużo obaw…
Ale właśnie ten sam chłopak, który miał obawy, powiedział, że dzisiejsze pokolenie jest bardziej bezczelne. (śmiech)
P.Z: Tak, powiedziałem to! (śmiech) Miałem na myśli fakt, że młodzi ludzie są przebojowi, bardziej pewni swego i łatwiej jest im dotrzeć do słuchacza, ponieważ obecnie istnieje więcej form przekazu. Polskie zespoły pojawiają się na zagranicznych festiwalach showcase’owych i nie wstydzą się pokazać swojego materiału poza krajem. Uważam, że właśnie w tej kwestii są bardziej bezczelni od poprzednich pokoleń, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy z nas się czegoś obawia. Ja miałem wiele wątpliwości przed wydaniem płyty, ale dałem się zaskoczyć. Naprawdę cieszę się z tego, jak mój debiut jest odbierany.

fot.Monika Kania
Czym poza muzyką interesuje się Piotr Zioła?
P.Z: Jest film, architektura, projektowanie wnętrz i grafika.
Robisz teraz coś w tym kierunku?
P.Z: Chodziłem do liceum plastycznego i miałem nawet plany związane z tym kierunkiem – myślałem o Akademii Sztuk Pięknych, ale muzyka okazała się bliższa mojemu sercu, dlatego wydałem płytę i aktualnie koncertuję.
Dobrze ci to wychodzi!
P.Z: Dziękuję! Muzyka jest obecnie moim priorytetem, jednak wydaje mi się, że to dosyć rozległy kierunek. Przy projektowaniu płyty uczestniczyłem aktywnie. Dzieliłem się z grafikiem inspiracjami, podpowiadałem mu, jak to moim zdaniem powinno wyglądać. Opierałem się na wzajemnej współpracy. Czasami projektuję proste formy graficzne, które następnie wykorzystuję na mojej facebookowej stronie.
Czyli ty sam zajmujesz się takimi graficznymi rzeczami.
P.Z: Tak, sprawia mi to przyjemność. Znam podstawowe funkcje photoshopa i jeżeli wchodzi to w zakres moich umiejętności to z chęcią zajmuję się tym sam.
Jest taka piosenka Amy Winehouse, z którą jesteś bardzo związany?
P.Z: Moją ulubioną piosenką Amy jest ,,Love is a losing game”.
Jakaś historia wiążę się z tą piosenką?
P.Z: Nie, po prostu ją lubię. Historia zawarta jest w tekście. Tak naprawdę lubię wszystkie piosenki Amy. W końcu jestem jej wielkim fanem, więc trudno, żeby było inaczej.
,,Chce, by ludzie, słysząc mój głos, mogli po prostu… zapomnieć choć na chwilę o swoich troskach” – takie było marzenie Amy Winehouse. Ty też chciałbyś, żeby twój głos wywoływał to, o czym mówiła Amy?
P.Z: Myślę, że każdy muzyk o tym marzy.
Czyli można tu mówić trochę o takim ,,małym egoizmie”?
P.Z: Troszeczkę tak, ale z drugiej strony wydaje mi się, że to jest istotne. Daję z siebie tyle energii, ile dostaję od publiczności – to jest reakcja wiązana, która dotyczy w szczególności koncertów. Zawsze staram się zaśpiewać na sto procent.
No właśnie, w jednym z wywiadów wspominałeś też, że prywatnie jesteś taki nieśmiały. Ale dziś w czasie koncertu nic na to nie wskazywało. Ja widziałam dziś na scenie prawdziwy wulkan energii (śmiech).
P.Z: No tak… (śmiech) Mam sobie za złe, że to przychodzi z czasem. To nie jest erupcja od pierwszej sekundy.
Tak dawkujesz to trochę.
P.Z: Tak, stopniowo. Może to i dobrze, może źle – nie wiem. Wydaje mi się, że to wynika z obycia scenicznego. Im więcej koncertów zagram, tym będzie lepiej. Wracając jeszcze do tego cytatu Amy, to wydaje mi się, że jeśli ktoś wybiera się na koncert, to nie powinien myśleć o niczym innym. Moim zadaniem jest skraść umysł słuchacza i wprowadzić go w zupełnie inny świat, odseparować od rzeczywistości.
,,Moim zadaniem jest skraść umysł słuchacza i wprowadzić go w zupełnie inny świat, odseparować od rzeczywistości”.
Natalia Przybysz, która gościnie pojawiła się na twojej płycie, nagrała kiedyś płytę z coverami Janis Joplin. Ty nie myślałeś o tym, żeby tak w przyszłości spróbować z utworami Amy Winehouse?
P.Z: Chyba nie… Podobno mówi się, że „nigdy nie mów nigdy”, ale wydaje mi się, że nie tędy droga. Myślę, że Natalia poszukiwała nowej drogi. To jej pomogło w odnalezieniu brzmienia, które uzyskała na płycie ,,Prąd”.
Janis Joplin przyniosła chyba Natalii Przybysz szczęście.
P.Z: Jak najbardziej! Mnie pomogła Amy, ale nie wydaje mi się, że taka płyta jest mi potrzebna. Chcę przede wszystkim robić swoje autorskie rzeczy. Zacząłem już pisać własne teksty, bo chcę, żeby na kolejnej płycie wszystkie słowa należały do mnie.
Ale wspominałeś do niedawna, że masz trochę barierę przed pisaniem tych tekstów. Dlaczego bałeś się samodzielnie tworzyć teksty do piosenek?
P.Z: Ta płyta zaczęła powstawać w drugiej klasie liceum i wtedy nie czułem się jeszcze na siłach, by samodzielnie sięgnąć po pióro. Czasami pisałem pół tekstu, a drugie pół dopisywała Karolina Kozak. W książeczce dołączonej do płyty znajdują się słowa mojego autorstwa, do których nie zdążyła powstać muzyka, więc zamieściłem je w formie wiersza otwierającego poligrafię.

fot.Monika Kania
Twój album znajduje się obecnie na 13 miejscu Oficjalnej Listy Sprzedaży. Jesteś zadowolony z tego miejsca?
P.Z: Jestem bardzo zadowolony. Teraz trzeba się postarać, żeby utrzymać to miejsce.
Jak dostaniesz się do pierwszej dziesiątki, to chyba emocje będą u ciebie, coraz bardziej rosły.
P.Z: Mówi się, że liczby nie mają znaczenia, ale to miłe, gdy ktoś docenia twoją pracę. Album pojawił się na tym miejscu, ponieważ ktoś zechciał go zakupić, posłuchać. To nie jest tylko liczba, to nie są przechwałki, ale faktyczny wskaźnik osób, które sięgnęły po moją płytę. W przypadku debiutanta jest to bardzo ważne. Ta pierwsza płyta, to być albo nie być. Pierwsze wrażenie zawsze jest ważne.
,,Ta pierwsza płyta, to być albo nie być. Pierwsze wrażenie zawsze jest ważne”.
Kilka razy spotkałam się z określeniem, gdy ktoś nazywa cię ,,retro-Dawidem Podsiadło”. Co ty sądzisz o tym porównaniu?
P.Z: Wydaje mi się, że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Z Dawidem jesteśmy zupełnie różni i gramy różną muzykę.
Ja jakoś też nie mogłam tego podobieństwa do Dawida znaleźć u ciebie. Wydawało mi się, że ty i Dawid to trochę dwa odrębne światy artystyczne.
P.Z: Ja najczęściej słyszę określenie: ,,męska Natalia Przybysz” (śmiech).
Naprawdę? (śmiech) I jak Ci się to podoba?
Jak ktoś sięgnie po moją płytę, to zrozumie, że nasze światy są zupełnie inne pomimo tego, że czerpiemy z tego samego okresu w historii muzyki.
Jesteś fanem muzyki lat 50. i lat 60. Gdybyś miał taką okazję przenieść się do tego czasu na jeden dzień, to jakie miejsce chciałbyś odwiedzić?
Bardzo chciałbym, żeby coś takiego miało miejsce. Przeniósłbym się wtedy do Detroit – tam działały najlepsze wytwórnie m.in. Motown, gdzie narodził się rhythm and blues i rock 'n’ roll. Przechadzałbym się po legendarnych barach, gdzie można było usłyszeć wielkich artystów tamtych lat, którzy w ten sposób rozpoczynali swoją przygodę z muzyką.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



