[WYWIAD] Z PATRICK THE PAN

Rozmawiamy z artystą, który za pomocą swoich utworów zabiera słuchacza w  niezwykłą podróż, do świata magicznych dźwięków – Patrickiem The Panem!

patrick

ROZMAWIAMY Z ARTYSTĄ, KTÓRY ZA POMOCĄ SWOICH UTWORÓW ZABIERA SŁUCHACZA W  NIEZWYKŁĄ PODRÓŻ, DO ŚWIATA MAGICZNYCH DŹWIĘKÓW – PATRICKIEM THE PANEM.

Pod nazwą Patrick the Pan ukrywa się krakowski artysta, Piotr Madej. Muzyk ma na swoim koncie dwa albumy: ,,Something of an End”„…niczym jak liśćmi”, na którym gościnie pojawił się Dawid Podsiadło, w utworze ,,Niedopowieści”. Ostatnio, artysta gościł na scenie w Gdyni, podczas Open’er Festiwal 2015.

FINE TUNE: Kim jest Patrick the Pan i co chce osiągnąć na polskiej scenie muzycznej?

PIOTR MADEJ: Ojej, nie jestem dobry w te pytania. Patrick jest gościem, który po prostu któregoś dnia zamiast mieć marzenia, postanowił zacząć je realizować. A jako, że ma więcej szczęścia, niż rozumu czy talentu, to mu się zaczęło to trochę udawać. A co chce osiągnąć? Marzy mi się, żeby moje małe 5 minut trwało jak najdłużej.

F.T: Zdarza się tak, że fani na Twój widok mówią np. : ,,O idzie Patryk!”?

P.M: Nie jest to sytuacja mająca miejsce codziennie, ale zdarza się – szczególnie w Krakowie. Np. ostatnio jechałem na rowerze z pracy, był wieczór i już ciemno, przyjeżdżam do domu i na Instagramie wyświetla mi się oznaczenie na zdjęciu u jakiejś dziewczyny, która po prostu zrobiła zdjęcie w Plantach w Krakowie i podpisała: ,,Idę sobie, coś tam spaceruję, a tu Patryk mknie na rowerze!” Innym razem, kiedyś na koncercie w kolejce do szatni, jakaś dziewczyna, myśląc, że tego nie widzę próbowała mnie złapać robiąc sobie selfie. No takie miewam przygody.

F.T: To miło… (śmiech). Niestety, to jest  właśnie ta druga strona sławy. Masz po prostu, tak grzeczne i miłe fanki, że nie chcą Ci zawracać głowy pytaniami prośbami o wspólne zdjęcie. 😀

P.M: Jestem artystą, któremu nie grozi rozpoznawalność na szerszą skalę, więc jest to przyjemne dla mnie zjawisko. Wiesz, jak ktoś raz na jakiś czas gdzieś tam się uśmiechnie do Ciebie i tak dosadnie da Ci do zrozumienia: ,,Cześć, wiem kim jesteś, i lubię to co robisz, ale nie zawracam Ci głowy!”. Trudno nie lubić takich sytuacji 🙂

„Mówi się, że głodny artysta to płodny artysta. Ja bym to rozszerzył i powiedział, że nieszczęśliwy artysta to płodny artysta”.


F.T: Niektórzy artyści mówią, że zła sytuacja w ich życiu powoduje to, że piszą lepsze teksty. Jak to jest u Ciebie?

P.M: Tak, definitywnie tak jest, że duże cierpienie rodzi dobre teksty i ogólnie piosenki. Jeśli już jakimś cudem piszę teksty bardzo osobiste (bo jak wiesz lub nie, często śpiewam o rzeczach niekoniecznie prywatnych), to najczęściej są one zrodzone ze złej energii, nieszczęśliwych wydarzeń i smutnych chwil. Mówi się, że głodny artysta to płodny artysta. Ja bym to rozszerzył i powiedział, że nieszczęśliwy artysta to płodny artysta.

F.T: Nie boisz się, że w ten sposób pokażesz za dużo ze swojego prywatnego życia?

P.M: Nie. Zawsze mam gdzieś wewnętrzny filtr, taki strażnik przesadnej ekspresji. Zawsze zapala mi się lampka, kiedy widzę, że za bardzo się obnażam tylko wtedy zamiast rezygnować z tej czynności w piosence, chowam tę intymność pod jakimś metaforami, dziwnymi zlepkami słów lub frazami, które tylko ja rozumiem lub ktoś kto ma wiedzieć o tym. Moja muzyka jest pełna takich lirycznych zagadek i strzelam w ciemno, że wielu artystów tak robi.

F.T: Wierzysz w prawdziwą przyjaźń w show biznesie, albo chociaż w zdrową rywalizacje?

P.M: To pytanie trzeba zadać staremu wyjadaczowi z 30- letnim bagażem doświadczeń na naszej scenie, a nie mi – wciąż początkującemu artyście wywodzącemu się z czeluści alternatywy. Ale ja wiem do czego pijesz, do Dawida. Przyjaźń to chyba za mocne słowo – na nią się pracuje latami – jesteśmy po prostu dobrymi kumplami po fachu. Zresztą, definiowanie naszej relacji nie ma znaczenia – ważne, że się lubimy i nie ma w tym wszystkim ani grama jakiejś zazdrości, czy też wspomnianej przez Ciebie rywalizacji. Wierzę w dobre serce u ludzi. Wierzę, że każdy potrafi być dobry wobec drugiej osoby, niezależnie od pozycji w życiu prywatnym i zawodowym. Problem jest taki, że wielu ludzi pracuje dużo i pieczołowicie nad swoimi umiejętnościami i talentami, zapominając, że osobowość to również coś wymagającego tyle samo pracy. Uważam, że to z tego powodu rodzą się konflikty między ludźmi.

F.T: Dawid był na Twoim koncercie?

P.M: Był. Parę razy.

F.T: I co powiedział?

P.M: Chyba mu się podobało, jego trzeba pytać.

F.T: Ten ostatni festiwal w Krakowie, chodzi mi o ,,Tak Brzmi Miasto”, był w 100% w męskim wydaniu. Masz może propozycję, jaka wokalistka albo chociaż zespół, w którym jest jedna kobieta, mógłby się tam pojawić?

P.M: Widzę, że znalazłaś moją wypowiedź, że sami mężczyźni byli na tym festiwalu. Przyznam Ci się, że ja mam mały problem z wokalistkami. Ja oczywiście, bardzo lubię kobiety, ale uważam, że za mikrofonem o wiele ciekawsi są faceci. Może to kwestia bardziej schowanej wrażliwości, może kwestia większej niespodzianki między głosem mówionym, a śpiewanym… nie wiem. Po prostu tak czuję. Obawiam się, że nie znam za dużo polskich projektów, które mają ciekawą wokalistkę i które mogłyby tam wtedy na Tak Brzmi Miasto, wziąć udział, ale żaden ze mnie znawca, ani łowca talentów, więc nie ma o czym mówić.

F.T: Nie boisz się, że feministki będą złe, po tym, co powiedziałeś (śmiech)?

P.M: Nie, ponieważ to, co powiedziałem, to deklaracja gustu, a nie narzucenie jakieś prawdy.

„Zawsze zapala mi się lampka, kiedy widzę, że za bardzo się obnażam tylko wtedy zamiast rezygnować z tej czynności w piosence, chowam tę intymność pod jakimś metaforami, dziwnymi zlepkami słów lub frazami, które tylko ja rozumiem lub ktoś kto ma wiedzieć o tym. Moja muzyka jest pełna takich lirycznych zagadek (…)”

F.T: To teraz wyobraźmy sobie taką sytuacje, która może wydarzyć się w przyszłości: Przychodzi do Ciebie manager i mówi coś w stylu: ,,Piotrek, grasz fajnie, świetnie śpiewasz, ale potrzebujemy czegoś więcej i ja właśnie rozmawiałem z tymi ludźmi od tego programu, gdzie ,,,gwiazdy” skaczą do wody…”

P.M: Nie.

F.T: Tańczą?

P.M: Nie ma opcji.

F.T: Gotują z uśmiechem na ustach?

P.M: Po prostu nie.

F.T: To ostateczne zdanie?

P.M: Tak! Słuchaj, znam przypadek, w którym pewien zespół miał już kontrakt z wytwórnią dostał po cichu zaproszenie do talent show z gwarancją, że jeśli się zgodzą, to przejdą do półfinału. Zespół, który miał kontrakt, rozumiesz?! Odmówili, i bardzo dobrze, ale ta historia pięknie pokazuje, jakie to wszystko jest sztuczne i wyreżyserowane. Miewałem momenty, gdy obserwując karierę Dawida czy Brodki myślałem, że może to nie jest takie złe – że trzeba zacisnąć zęby, przetrwać ten syf, pozostać sobą i zyskać większą publikę, ale szybko wybiłem to sobie z głowy. Wybrałem inną drogę – dłuższą, ale spokojniejszą i bogatszą w autentyczność.

F.T: Po tych programach  sami uczestnicy mówią, że tam nie jest tak wspaniale i trochę pokazują, jak to wygląda naprawdę.

P.M: Nie wiem, nie interesuje mnie to. Uważam, że szczęściu trzeba pomagać, ale trzeba też to robić z głową na karku. Mam kumpla, który ze swoim zespołem zaszedł daleko w jednym talent show i zdaje się, że z perspektywy czasu trochę żałuje, że tam poszli. Poza tym, to chyba nie działa tak, że wygrywasz taki program, dostajesz kasę i jesteś wolny, rób chcesz. Masz kontrakty i idące za nimi zobowiązania. Wystarczy się przyjrzeć, co niektórzy laureaci grali i śpiewali po wygranej, a co robią dziś. To bardzo daje do myślenia.

„Przyznam Ci się, że ja mam mały problem z wokalistkami. Ja oczywiście, bardzo lubię kobiety, ale uważam, że za mikrofonem o wiele ciekawsi są faceci. Może to kwestia bardziej schowanej wrażliwości, może kwestia większej niespodzianki między głosem mówionym a śpiewanym… nie wiem. Po prostu tak czuję”.

F.T: Jesteś aktywny na swoim fanpage’u, często odpisujesz, jak ktoś  zadaje Ci  pytanie. Skąd na to wszystko bierzesz czas? Są przecież koncerty, życie prywatne i mnóstwo innych spraw.

P.M: Po prostu są w życiu sprawy ważne i ważniejsze, a dobry kontakt z fanami uważam za rzecz bardzo ważną. Zanim projekt Patrick The Pan w ogóle zaistniał, też czasem pisałem do różnych artystów w różnych sprawach i Ci rzadko kiedy odpisywali. Bardzo o tym pamiętam, kiedy ktoś pisze do mnie. Staram się odpisać dosłownie każdej osobie, która do mnie pisze.

F.T: Ale są też ,,hejterzy”,  jak pojawi się taki komentarz w stylu…

P.M: ,,Wtórne ciulstwo”?

F.T: Tak, chodzi mi o ,,wtórne ciulstwo”.

P.M: Ja się przy tym świetnie bawiłem! Słuchaj, doczekałem się mojego pierwszego publicznego hejtera. Cieszę się! Uważam, że jak zaczynasz mieć hejterów to świadczy o tym, że projekt rozwija się bardzo dobrze. Już parę osób mi to mówiło. Także Lucjanie, pozdrawiam Cię – dobrze, że jesteś!

F.T: Są już też takie komentarze, w których fanki piszą np. ,,Piotrek, kocham Cię”?

P.M: ,,Chce Cię”?

F.T: O właśnie, takie! (śmiech)

P.M: Nie, takich dosadnych to jeszcze nie ma. Chyba nie ta grupa wiekowa. Zdjęć cycków też jeszcze nie dostałem, ale czekam, cały czas czekam (śmiech)!!!

F.T: Udostępnię Twój apel, cała skrzynka odbiorcza będzie niedługo pełna.

P.M: Ok, teraz na serio: wydaje mi się, że muzyka którą uprawiam, nie trafia w tak emocjonalny sposób do tego rodzaju kobiet, które są skłonne robić i mówić takie rzeczy. To chyba nie ten target, ale co ja tam wiem – wszystko przede mną. Ludzie piszą do mnie, kobiety szczególnie, ale nie ma tam matrymonialnych propozycji. Bardziej szczere wyznania na poziomie i rozmowy bardziej inteligentne.

F.T: To masz szczęście, że Twoi fani to osoby, które naprawdę doceniają to, co robisz. Pamiętasz najbardziej zabawną wiadomość, jaką otrzymałeś?

P.M: Pamiętam, że mój dobry przyjaciel napisał mi, że uprawiał seks ze swoją dziewczyną do mojej pierwszej płyty (to było niedługo po premierze) i że było ekstra! To było fajne! A np. dosłownie parę dni temu dostałem maila od 8-latka – Jasia. Napisał, że pisze z tabletu taty, który puszcza często moją płytę i bardzo lubi piosenkę „52” i strasznie go zastanawia skąd ten tytuł. To było naprawdę wzruszające widzieć, że moja muzyka trafia też do tak młodych osób.

F.T: Nie ma to jak przyjaciel,  zawsze powie coś miłego. 😀 Jak tato Jasia przeczyta o tym, co robił Twój przyjaciel, przy Twojej debiutanckiej płycie, to zabroni już na zawsze swojemu synowi słuchania Twoich piosenek. (śmiech) A jaka była Twoja odpowiedź na pytanie tego 8-latka?

P.M:
Wytłumaczyłem mu o czym jest jego ulubiona piosenka, wyraziłem dużo radości, że napisał i zachęciłem do zadawania kolejnych pytań, jeśli takowe ma. Pisaliśmy jeszcze chwilkę potem, co sprawiało mi naprawdę dużo frajdy. Uświadomiło mi to, że dawno nie toczyłem rozmowy z osobą w tym wieku. To było na swój sposób fascynujące. Maile od Jasia były podzielone na wiadomość od niego i Zbyszka – jego tatę – wspaniałego człowieka, który okazało się, karmi swoje dziecko od małego dobrą muzyką. Jaś ma 8 lat a już zna i, co ważniejsze, lubi Możdżera czy Grechutę. Dzięki temu świat zyska kolejnego świadomego słuchacza. To, co robi Pan Zbyszek, to piękne i bardzo ważne.

„Miewałem momenty, gdy obserwując karierę Dawida czy Brodki myślałem, że może to nie jest takie złe – że trzeba zacisnąć zęby, przetrwać ten syf, pozostać sobą i zyskać większą publikę, ale szybko wybiłem to sobie z głowy. Wybrałem inną drogę – dłuższą, ale spokojniejszą i bogatszą w autentyczność”.

Z czym kojarzy Ci się polska muzyka?

P.M: Ojej, ciężkie pytanie. Kojarzy mi się z czymś co zmierza w dobrą stronę, ale wymaga jeszcze wielu lat pracy, zarówno po stronie słuchacza i po stronie muzyków.

F.T: Masz ostatnio taką piosenkę, która nie może wyjść Ci z głowy i chodzi za Tobą?

P.M: Chyba Wszystko co robi Taco Hemingway, kojarzysz gościa?

F.T: Nie, ale teraz na pewno sprawdzę kim jest. (Sprawdziłam od razu, gdy tylko wróciłam do domu – całkowicie zgadzam się z opinią Piotra).

P.M: Polski raper z Warszawy. Ma 25 lat i jest fantastycznym i bardzo utalentowanym obserwatorem dzisiejszej rzeczywistości.

F.T: Zazdrościsz mu tego?

P.M: A od razu zazdroszczę…. Ja się z całego serca cieszę, że jest taki człowiek i że robi takie fajne rzeczy. Nie jestem też jakimś magistrem do spraw polskiego rapu. Nie słucham go w jakichś wielkich ilościach, ale czasem coś posłucham i szału nie ma dla mnie. No i nagle pojawia się Taco, który zamiast na dzień dobry się odgrażać, że ma rymy które ostre jak maczeta, uprawia rap fabularny i opowiada słuchaczowi jakąś ciekawą historię. Jego pierwsza EPka – „Trójkąt Warszawski” jest, można rzec, concept albumem, czy to nie jest extra!? Szybko stałem się dużym fanem tego człowieka i daję słowo, na najbliższym koncercie będę w pierwszym rzędzie się bujał z podniesioną łapką.

F.T: Kraków to Twoje miasto, mieszkasz tam od urodzenia?

P.M: Tak, jestem Krakusem.

F.T: Co w tym mieście jest takiego niezwykłego?

P.M: Dom (śmiech).

F.T: A Twoje ulubione miejsca w Krakowie to…?

P.M: Och, jest ich dużo, ale pierwsza myśl to park Bednarskiego. To jest taki park, który darzę wielkim sentymentem. Tam byłem na pierwszych wagarach, tam chyba po raz pierwszy wyznałem miłość, tam chodziliśmy na wf w szkole. No serce zawsze jakoś inaczej, lepiej mi w tym miejscu bije.

F.T: A co chciałbyś jeszcze przekazać swoim fanom?

P.M: (Piotr długo myśli) Chciałbym im podziękować. Czuję naprawdę wielkie wsparcie z strony fanów, szczególnie na Facebooku – to jest piękne, niesamowite! Wiem, że tak się mówi: ,,Dzięki, jesteście zajebiści!”, ale ja naprawdę z całego serca dziękuję, bo mam super fanów!

F.T: Dziękuję bardzo i życzę Ci powodzenia!

P.M: Dzięki!

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.