[WYWIAD] Z MICHAŁEM MILCZARKIEM

Wywiad z Michałem Milczarkiem, muzykiem posiadającym jazzowy zespół Michał Milczarek Trio.

mil1

MICHAŁ MILCZAREK TO MUZYK JAZZOWY, WYRAŻAJĄCY SIĘ POPRZEZ SWÓJ AUTORSKI PROJEKT MICHAŁ MILCZAREK TRIO. ROZMAWIAMY Z NIM O POCZĄTKACH GRY, INSPIRACJACH I PLANACH NA PRZYSZŁOŚĆ.

FINE TUNE: Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z gitarą?

Michał Milczarek: Moja przygoda z gitarą rozpoczęła się, jak miałem około 14-15 lat. Wtedy zaczynałem grać jakieś piosenki rockowe, metalowe. Był to czas gimnazjum, a jest to czas inspiracji właśnie tego typu muzyką. Długie włosy, czarne koszulki, próby z zespołami metalowymi, w których wcześniej notabene byłem perkusistą. Lecz to gitara od zawsze pociągała mnie bardziej. Swego czasu pojawiłem się na warsztatach u Marka Raduli. Były to warsztaty gitarowe i to właśnie wtedy zrozumiałem, że gitara to jest to, co chcę robić w życiu. Tak na poważnie zacząłem na to patrzeć w wieku około 18 lat. Wiedziałem, że jestem gitarzystą, uczę się numerów, chcę być zawodowcem, kupuję sobie profesjonalny sprzęt i tym podobne. Takie poważne decyzje o byciu zawodowcem pojawiły się w wieku 18 lat. Można powiedzieć, że to taka pełnoletnia decyzja!

„Prawda jest taka, że ja się wychowałem na takich zespołach jak Queen, Pink Floyd, Led Zeppelin (…)”

FT: Powiedziałeś, że zaczynałeś od muzyki rockowej, a nawet metalowej. A kiedy zaczęła Cię interesować muzyka jazzowa?

MM: To było tak – zawsze byłem tym dzieciakiem, który miał w domu mnóstwo muzyki. Prawda jest taka, że ja się wychowałem na takich zespołach jak Queen, Pink Floyd, Led Zeppelin, więc to chłonąłem. Jednak w moim domu było również bardzo wiele muzyki poważnej, klasycznej. Jako dzieciak uczęszczałem do szkoły muzycznej, na fortepian, więc oczywistym jest, że czerpałem również inspiracje z tego typu muzyki. Gdzieś tam, zupełnym przypadkiem, nie wiem jakim, trafiła się muzyka jazzowa. Ktoś mi podrzucił jakąś płytę, ktoś mi pokazał Coltrane’a. Tak, pamiętam że pierwszą płytą jazzową jaką wysłuchałem była płyta Coltrane’a – „My Favorite Things”. To były czasy na przełomie gimnazjum/liceum. W moim pojęciu to wtedy było chilloutowe, spokojne. Saksofon, fortepian… Oczywiście nic z tej muzyki nie rozumiałem wtedy, ale było fajnie. A takie zainteresowanie muzyką jazzową w sposób bardziej dojrzały i świadomy pojawiło się kiedy poznałem Marka Raduli i zespół PiR2. Zespół ten łączył muzykę rockową, bluesową oraz jazzową, a ta fuzja bardzo mnie zachęciła.

„Interesujemy się różnymi nurtami muzycznymi, uczymy się ich języka i wyciągamy z nich to co jest naszym zdaniem najbardziej pociągające.”

FT: Jakie są Twoje największe muzyczne inspiracje?

MM: Przede wszystkim inspiruje się wszelakimi nurtami muzycznymi. Podobnie jak chłopaki z zespołu. Interesujemy się różnymi nurtami muzycznymi, uczymy się ich języka i wyciągamy z nich to co jest naszym zdaniem najbardziej pociągające. To staramy się robić w Naszej muzyce. Bardzo poważnie inspirujemy się muzyką jazzową, dużą inspiracją jest również rock, ostatnio również muzyka elektroniczna oraz za sprawą Mateusza Modrzejewskiego, również hip-hop. Interesuje nas prawie wszystko. Może oprócz disco-polo, ale kto wie co się jeszcze wydarzy. Mnie inspirują również elementy poza muzyczne. Dla mnie jest to między innymi malarstwo. Totalnie się tym pasjonuję. Jak jeżdżę gdzieś na wakacje, to od razu pędzę do muzeów i galerii, aby obejrzeć tamtejsze prace. Również literatura – czytam mnóstwo książek. Po prostu, bardzo to lubię. Moim zdaniem inspiracja czerpana tylko z muzyki bardzo ogranicza Twoje pole widzenia jako muzyka. Trzeba mieć szersze spojrzenie na świat by mieć o czym w muzyce opowiadać.

mil2

FT: Skąd się wziął pomysł na Michał Milczarek Trio? Jakie były Wasze początki?

MM: Pomysł na Michał Milczarek Trio był dość prosty. Pewien szaleniec, czyli ja, wpadł na pomysł, że chce mieć taką kapelę, która będzie grała muzykę, która mi odpowiada. Chciałem mieć zespół, który będę traktował bardzo poważnie. To nie miało być tak – ej, chodźcie zróbmy kapelę, pogramy sobie w salce próby raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu i fajnie, może się spotkamy czasem przy piwku, a może nie. Czyli takie – just for fun. To kompletnie nie była taka historia. Jak się do chłopaków odzywałem z propozycją grania to od razu przedstawiłem konkretny plan – chłopaki robimy zespół, nagrywamy ep-kę, jedziemy w trasę koncertową. Jest to efekt inspiracji ludźmi, na których koncertach bywałem i bywam nadal. Leszek Możdżer, Marek Napiórkowski, Tomasz Stańko, Marcin Wasilewski Trio, PiR2. Ci polscy wielcy, których ja oglądałem na scenie i mówiłem – kurcze, mamy świetnych muzyków w Polsce i ja też chce dołączyć do tego grona. Na szczęście udało mi się znaleźć fenomenalnych kompanów, którzy są nie tylko świetnymi muzykami, ale są też moimi serdecznymi przyjaciółmi.

„Pewien szaleniec, czyli ja, wpadł na pomysł, że chce mieć taką kapelę, która będzie grała muzykę, która mi odpowiada. Chciałem mieć zespół, który będę traktował bardzo poważnie.”

FT: Na obu Waszych płytach i na Waszych koncertach można usłyszeć bardzo wiele niecodziennych zabiegów. Brzmi to tak, jakbyście bardzo lubili eksperymentować, zgodzisz się z tym?

MM: Bardzo cieszę się, że tak mówisz. Trudno mi jest powiedzieć czy się zgadzam z tym czy nie, bo to trochę tak by wyszło, że się chwalę: hej, na moich płytach usłyszysz bardzo wiele niecodziennych zabiegów, bardzo eksperymentalnych, nowatorskich i w ogóle wspaniałych… Powiem tak, to jest Twoja opinia i jest mi bardzo miło, że tak sądzisz z tego względu, że nie ukrywam, właśnie na tym nam zależy. Zależy nam na tym, żeby nie być zwykłym triem jazzowym, albo nie być zwykłym triem rockowym. Nie być kolejnym zespołem, który wpadnie sobie do klubu raz na pół roku, zagra kilka standardów jazzowych i ze trzy swoje numery i będzie fajnie. Nie! Nam naprawdę o coś chodzi. My oczywiście wygłupiamy się trochę, często również na scenie, ale za tym wszystkim kryje się większa idea. Nam zależy na tym żeby jak najbardziej zbliżać się do innowacyjności w muzyce. Wydaję mi się, że właśnie nasza ostatnia płyta pokazuje nasze wszelakie inspiracje i taką próbę zrobienia czegoś nowatorskiego. Jest to w dużej mierze udział Envee’ego, który został producentem płyty i wniósł wiele ciekawych pomysłów brzmieniowo-aranżacyjnych i również dzięki temu ta płyta nie brzmi jak kolejna płyta z instrumentalną improwizowaną muzą. Takich płyt jest już mnóstwo.

m3

FT: Jesteście laureatami wielu prestiżowych nagród muzycznych. Czy któraś z nich jest dla Ciebie szczególnie ważna?

MM: Najważniejszą nagrodą jaką otrzymaliśmy jest pierwsze miejsce w konkursie – Jazzowy Debiut Fonograficzny. Zdobyliśmy pierwsze miejsce ex aequo wraz z zespołem F.O.U.R.S. Collective – świetny skład. Był to konkurs organizowany przez Instytut Muzyki i Tańca. Polegało to na tym, że trzeba było zrobić muzykę, projekt na pomysł jak ta płyta ma wyglądać oraz napisać cały plan, o co w tym chodzi i jaka jest idea. Bardzo się cieszę i jestem bardzo dumny, że to właśnie nasz projekt wygrał. Zwycięstwo w tym konkursie naprawdę umożliwiło nam wydanie naszego debiutanckiego albumu. Kto wie, gdzie byśmy dzisiaj byli bez tego dofinansowania. Jest to taka sfera profanum, ponieważ my tutaj rozmawiamy o sztucę, o muzyce, o nowatorskości, o inspiracjach, a jak co do czego przychodzi to naprawdę trzeba zejść na ziemię i pomyśleć o pieniądzach. A tu nagle wygrywamy konkurs, dostajemy takie dofinansowanie i nie musimy się o nic martwić. Jedyne co nam zostaje to muzyka. Jest to dla mnie piękna historia. Serdeczne pozdrowienia dla Instytutu Muzyki i Tańca bo są to naprawdę świetni ludzie. Bardzo szanuję każdego, kto wspiera młodych muzyków!

„Jeżeli chodzi o moje plany i marzenia związane z działalnością artystyczną, to są one dość jasne i oczywiste.”

FT: Jakie są Twoje plany na przyszłość muzyczną? Zarówno tą bliższą jak i dalszą. Może zdradzisz nam jakieś swoje marzenia związane z karierą muzyczną?

MM: Jeżeli chodzi o moje plany i marzenia związane z działalnością artystyczną, to są one dość jasne i oczywiste. Plany opierają się na dwóch sferach. Pierwsza z nich to plany związane z tym co chcemy wypuścić na rynek, czyli nasze nagrania. Czyli sfera studyjna. Druga sfera jest to to, co chcemy pokazać ludziom na żywo. Jeśli chodzi o studio – chcemy nagrać epkę, jeszcze w tym roku. Będzie to muzyka inspirowana muzyką elektroniczną, ale na razie nie chcę za dużo zdradzać. Powiem tylko, że chcemy przekazać to za pomocą żywych instrumentów. Za parę dni wchodzimy do sali prób i jesteśmy pełni zarówno nadziei i ekscytacji jak i obaw. Mam też pomysł na płytę długogrającą, ale o tym na razie nic nie powiem bo jest to w tym momencie zbyt poważny i intymny projekt. Ale mam wrażenie, że będzie to coś naprawdę dużego!  A może i nie, zobaczymy… A jeżeli chodzi o kwestie koncertowe to jak najwięcej koncertować z zespołem. W Polsce i przede wszystkim za granicą. Mamy na koncie kilka koncertów na Ukrainie i w Niemczech. Było to dla nas bardzo ważne doświadczenie.

FT: Super, dziękuję Ci bardzo za świetną rozmowę.

MM: Ja również bardzo dziękuję.

Rozmawiał: Norbert Frątczak

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.