[WYWIAD] Dawid Mędrzak (Sonbird): Marzycielstwo w nas było, jest i będzie!
Występy na kolejnych koncertach, udział w najlepszych festiwalach i nagranie pierwszej płyty to cele, do których dążą wspólnymi siłami. Myślenie o przyszłości to klucz do ich sukcesu – Sonbird

FINE TUNE: Jesteś w momencie opuszczania rodzinnego gniazda, powoli zaczynacie z chłopakami z zespołu Sonbird budować własne. Dlaczego zdecydowałeś się na to, by to swoje dorosłe życie budować właśnie na muzycznym fundamencie?
Dawid Mędrzak: Od dziecka z chłopakami mieliśmy takie podejście, że muzyka to właśnie to, co chcemy robić w życiu. Na przykład Maciek od najmłodszych lat grał na akordeonie, a później przerzucił się na perkusję. Natomiast ja, Kamil i Tomek na samym początku nie mieliśmy takich możliwość, by zacząć naukę w szkole muzycznej. Kiedy wreszcie pojawił się ten moment, aby zacząć się rozwijać, to zdecydowaliśmy się wejść na tę muzyczną ścieżkę.
Nie było takich osób, które mówiły: ”Muzyk to nie zawód, znajdźcie sobie coś innego!”?
Oczywiście, że były. Przykładowo, kiedy powiedziałem rodzicom, że chciałbym chodzić do szkoły muzycznej, usłyszałem od mamy: ”Nie mam mowy! Nie mamy pieniędzy na to, by kupić ci jakiś instrument”. Postanowiłem, że w takim wypadku zacznę śpiewać. Początkowo nie każdy traktował te marzenia poważnie.
Zaczynacie się z zespołem rozkręcać, gracie coraz więcej koncertów – i co twoja mama teraz mówi?
Teraz mama jest szczęśliwa, że robię to, co kocham. Docenia to, co tworzymy i mocno mnie w tym wspiera.
Powiedziała już: ”Synu, miałeś rację z tą muzyką!”?
Nie, to jeszcze nie ten etap – za wcześnie na takie pochwały (śmiech).

Rozmawiamy po waszej próbie. Jest już bardzo późno – nie przeraża cię, że nocne powroty oraz częsta nieobecność w domu będą częścią tego zawodu?
Lubię ten tryb życia. Fajnie jest czuć, że robi się coś z pasją. Daje mi to siłę i ogromną satysfakcję. Nie mogę znieść tego, kiedy siedzę w miejscu i tracę czas. Owszem, lubię się trochę poobijać (jak chyba każdy), ale praca z muzyką daje mi najwięcej radości.
,,Fajnie jest czuć, że robi się coś z pasją. Daje mi to siłę i ogromną satysfakcję”.
A twoja dziewczyna nie mówi: ”Dawid, znowu ta próba?! Kiedy znajdziesz czas dla mnie?”?
Udało nam się znaleźć kompromis. Poza tym, ona to wszystko rozumie i cieszy się z tego, że nam się udaje, że gramy coraz więcej koncertów. Szanuje to, co robimy. Mam od niej ogromne wsparcie.
Ale wiesz istnieje taki stereotyp, że zawód muzyka przyciąga dużo pięknych kobiet…
Moja dziewczyna jest piękna, więc to prawda!
I to jest prawidłowa odpowiedź! Młodym zespołom ciężko jest się odnaleźć w rynku muzycznym – a szczególnie na początku. Co wam daje siłę, że po poznaniu tych realiów (jakimi rządzi się ten rynek muzyczny) nie powiedzieliście: ”Dobra, to nie dla nas! To nie ma sensu!”?
To chyba zasługa szczęścia, jakie mamy i ludzi, którzy nad nami czuwają – dzięki temu udało się ominąć wiele nieprzyjemnych sytuacji, jakie zdarzają się innym młodym zespołom. Próbujemy swoich sił w różnych konkursach, przeglądach i wiadomo, nie zawsze się udaje. Mimo to, czujemy olbrzymie wsparcie ludzi – to jest dla nas najważniejsze. Dzięki temu nie było momentów załamania i myśli, że może nie warto tego robić. Taką ważną dla nas osobą, która zawsze wspiera radą jest Kuba Winiarski z zaprzyjaźnionego zespołu Black Bee.
Ten duch marzyciela został w was ”zabity”, jak już zaczynaliście poznawać te zasady, które panują na muzycznym rynku?
Marzycielstwo w nas było, jest i będzie – nic tego nie zmieni! Dla mnie takim pierwszym marzeniem było zagrać na Sofar Sounds. I kiedy dowiedzieliśmy się, że to możliwe, to dla mnie był sygnał, że jednak marzenia się spełniają. To naprawdę znaczyło wiele. Oczywiście jesteśmy dopiero na początku naszej muzycznej ścieżki i dużo jeszcze przed nami, ale ja już cieszę się z tego, co udało się nam osiągnąć. Jeśli chodzi o marzenia, to myślę, że nie powinniśmy przestawać marzyć, bo dzięki temu pniemy się w górę, to nas motywuje. Wiem też, że nie możemy osiąść na laurach, bo udało nam się zagrać na jakimś festiwalu. Myślenie o przeszłości i działanie to klucz do sukcesu.
Zdarzyło wam się już kilka razy zagrać przed zespołem LemON. Taka współpraca to też doskonała okazja do tego, by nabrać tego doświadczenia.
Dla mnie Igor Herbut jest niesamowitym wokalistą, jego wrażliwość w połączeniu z techniką śpiewania to dla mnie duża inspiracja. Chciałbym kiedyś reprezentować taki poziom jak On. Natomiast prywatnie Igor to niezwykle sympatyczny człowiek. Podczas spotkania z nim nie czujemy żadnego dystansu, traktuje nas na równi ze sobą. Podobnie jest z Kasią Nosowską, z którą mieliśmy okazję spotkać się przy okazji konkursu ”Skoda Auto Muzyka”. Jest bardzo miłą i ciepłą osobą. Wszystkie zespoły, które były w jej grupie, nazywała swoimi dziećmi. Nikogo nie faworyzowała. Kiedy już musiała wybrać spośród wszystkich jedynie dziesiątkę zespołów, to miała wręcz łzy w oczach, że musi dokonać tego wyboru.
,,Jeśli chodzi o marzenia, to myślę, że nie powinniśmy przestawać marzyć, bo dzięki temu pniemy się w górę, to nas motywuje”.
Wystąpiliście w tym roku na Spring Break’u. To był dla was taki pierwszy ważny festiwal – jak wspominasz to z perspektywy czasu?
To było dla nas bardzo ważne wydarzenie. Wiedzieliśmy, że nie możemy przejść obok tego obojętnie. Postanowiliśmy wykorzystać ten czas w pełni, by wypaść jak najlepiej i zwrócić na siebie uwagę – przygotowaliśmy przypinki, plakaty i ulotki specjalnie na to wydarzenie. Mama naszego Kamila przygotowała nawet kwiatki z bibuły, które rozdawaliśmy na mieście. Zachęcaliśmy tym do przyjścia na nasz koncert. I okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Osoby które spotkaliśmy na mieście, pojawiły się na koncercie. Miło było widzieć ludzi z naszymi przypinkami na plecaku – to przemiłe uczucie!
Jak rozmawialiśmy przed tym wywiadem, to powiedziałeś, że to niesamowicie pozytywne uczucie być w takim miejscu i widzieć ”na żywo” tych wszystkich artystów, których na co dzień słuchasz. Czy ty na tym festiwalu poczułeś się jak jeden z nich?
Myślę, że tak. Podczas tego festiwalu zatraca się jakakolwiek granica. Tam nie ma jakichś barier czy uprzedzeń, a jest sprzyjający klimat i dobra muzyka.

Ostatnio usłyszałam taką opinię, że w Polsce jest coraz więcej artystów tworzących taką prawdziwą muzykę, która jest pozbawiona tych sztucznych elementów – zgodzisz się z tym?
Dokładnie tak! Teraz nawet więcej mediów chce wspierać muzyków, którzy reprezentują ten alternatywny gatunek. Dawniej bardzo rzadko można było zobaczyć niszowego artystę w telewizji, czy usłyszeć w radio. Poza popowymi gwiazdami jest też miejsce dla innych – to dobrze, że jest ta różnorodność. Cieszę się, że artyści, których muzyka niesie w sobie wyższą wartość też mogą zaistnieć.
Cały czas mocno działacie, by wasz zespół się rozwijał, bierzecie udział w tych wszystkich konkursach. Zauważyłeś już jakieś trudności w samym procesie tworzenia muzyki?
Uważam, że najtrudniejsze w tym wszystkim jest bycie szczerym w muzyce, jaką tworzysz. Przekazanie emocji i czegoś, co cię ujęło to według mnie wielkie wyzwanie. Na przykład nasz kawałek ”Ląd” był w pewnym sensie takim odkrywaniem siebie. Kiedyś przeczytałem, że artysta to w pewnym sensie taki emocjonalny ”ekshibicjonista”. Zaczynam zauważać, że to prawda i wiem, że na samym początku może to być cholernie trudne. Albo ”bierzesz to na klatę” i przekazujesz coś wartościowego, albo udajesz – ale jak udajesz, to prędzej czy później ktoś zobaczy, że to, co robisz jest sztuczne.
Co w tobie najlepiej otwiera te emocje, kiedy piszesz tekst?
Przeżycia, które są dla mnie bardzo ważne, które miały na mnie wpływ i ukształtowały sposób, w jaki myślę teraz. Staram się również inspirować przeżyciami innych osób, bliskich oraz tym, co usłyszałem. Są to dla mnie punkty, z których staram się złożyć piękną całość…
,,Kiedyś przeczytałem, że artysta to w pewnym sensie taki emocjonalny ”ekshibicjonista”. Zaczynam zauważać, że to prawda i wiem, że na samym początku może to być cholernie trudne. Albo ”bierzesz to na klatę” i przekazujesz coś wartościowego, albo udajesz – ale jak udajesz, to prędzej czy później ktoś zobaczy, że to, co robisz jest sztuczne”.
Dobrze ci się mieszka w Krakowie – mieście artystów? Czy może raczej tęsknisz bardziej za tą domową atmosferą Żywca?
Jestem po środku. Bardzo cieszę się, kiedy wracam do mojego rodzinnego domu. Jestem dumny z tego, że pochodzę z Żywca – dla mnie to atut. To miasto jest jak solidny fundament, na nim budujemy to, kim jesteśmy i jacy jesteśmy. Wyrastaliśmy w poszanowaniu do jego bogatej kultury i tradycji. Sam nie słucham góralskiej muzyki, ale wiem, jak olbrzymią wartość ona niesie. Żywiecczyzna to miejsce jedyne w swoim rodzaju i każdy powinien te tereny odwiedzić. Jeśli chodzi natomiast o Kraków, to cieszę się, że mogę go chłonąć. To miasto to trochę taki przerywnik od domu (co też jest chyba każdemu z nas potrzebne). Swoją przyszłość wiąże z tym miejscem, lubię ten krakowski klimat.
Nie ciągnie cię do Warszawy?
Myślę, że w tym momencie Warszawa mogłaby mnie przytłoczyć. W Krakowie jednak życie płynie trochę wolniej. Od razu dobrze wpasowałem się w ten klimat. Dzięki graniu koncertów, mam coraz częściej okazję poznawać inne miasta. Na przykład od pierwszego dnia zachwycił mnie Wrocław. Zauważyłem jednak, że po kilku dniach nieobecności zaczynam tęsknić za Krakowem. Czuję się tam bardziej tę domową atmosferę i ten niezwykły klimat.
Zastanawiam się, czy w tym momencie mogę powiedzieć, że w zespole Sonbird jesteście już jak rodzina?
Można powiedzieć, że jesteśmy jak takie ”papużki nierozłączki”. Wiadomo, jak w każdym zespole są jakieś kłótnie. Ale wychodzimy z tego założenia, że jeśli ktoś ma u nas problem, to po prostu o tym rozmawiamy. Wyciągamy z tych naszych rozmów wnioski – nasz schemat się sprawdza i to jest chyba najważniejsze. Bardzo nam na sobie zależy.
Wspólna spędzanie czasu w trasie to też wspólne historię. Przydarzyła wam się już jakaś śmieszna historia?
W Krakowie podczas grania koncertu, podbiegł pod scenę jakiś chłopak i mówi, że bardzo się mu podoba nasza muzyka. Obok mnie stała butelka z wodą i nagle zapytał, czy może się napić. Napił się, odłożył butelkę na miejsce i poszedł dalej się bawić pod sceną. Kiedyś też, po skończonym koncercie, podeszło do nas czworo mężczyzn. Chcieli, żebyśmy coś jeszcze zagrali, ale musieliśmy się już zbierać. Postanowili w dość niecodzienny sposób nas zmotywować i zaprezentowali swoje ”cztery litery”, a później niestety odwrócili się przodem – nie podziałało to na nas (śmiech).
Nazwaliście swoją debiutancką EP-kę ”Wspomnienia z Poprzedniego Życia” – skąd pomysł na taką nazwę?
Maciek i Kamil są w zespole Sonbird od samego początku. Natomiast ja i Tomek dołączyliśmy do składu trochę później. I te utwory, które nagraliśmy na naszą EP-kę możemy nazwać kawałkami z poprzedniego życia. Z tych wszystkich utworów, które się tam znalazły jedynie ”Help?” nie jest kompozycją, przy której ja i Tomek braliśmy udział. Tytuł dotyka naszej przeszłości, każdy z utworów niesie w sobie konkretny etap oraz wydarzenia. Staraliśmy się to ładnie ubrać w słowa oraz w muzykę, aby każdy znalazł w nich coś dla siebie, zidentyfikował się z nami.
,,Wiadomo, jak w każdym zespole są jakieś kłótnie. Ale wychodzimy z tego założenia, że jeśli ktoś ma u nas problem, to po prostu o tym rozmawiamy. Wyciągamy z tych naszych rozmów wnioski – nasz schemat się sprawdza i to jest chyba najważniejsze. Bardzo nam na sobie zależy”.
Mówicie, że wasze piosenki były o was – a nie ciągnie cię do tego, by w tych tekstach zamykać na przykład jakąś inspirację, którą przyjdzie po przeczytaniu ciekawej historii czy też jakiejś książki…
Ciekawy pomysł. Nigdy nie próbowałem pisać tekstów w ten sposób. Zawsze inspirowałem się wydarzeniami, które miały miejsce w moim życiu albo takimi, o których gdzieś usłyszałem i wiedziałem, że są prawdziwe. Przy pisaniu tekstu, pojawia się u mnie trochę taka obawa, czy ludzie zrozumieją to, co chce im przekazać i jakie emocje niosą moje słowa… Boję się trochę, że przekombinuję ten temat. Zawsze po napisaniu tekstu daję go też chłopakom z zespołu i mówię, co miałem na myśli pisząc ten tekst. A oni oceniają, czy widzą to samo, czy raczej jest to dla nich niezrozumiałe. Staram się pisać teksty, w których nasz słuchacz mógłby odnaleźć chociaż odrobinę siebie – mam nadzieję, że to słychać.
Wasz plan na najbliższą przyszłość brzmi…
Bardziej się rozwijać, grać więcej koncertów i zarażać naszą muzyką nowych ludzi. Przed nami kilka ciekawych ku temu okazji – wystąpimy m.in. na Scenie attention please! Festiwalu Teatralna Maszyna w Pszczynie, na festiwalu Slot Art, w Starym Klasztorze we Wrocławiu, czy w poznańskim KontenerART. Pojawimy się również podczas Hej Fest w Zakopanem. Takim trochę odleglejszym marzeniem jest zagranie na najlepszych polskich festiwalach – na przykład na scenie Przystanku Woodstock czy Męskim Graniu. Ale największym jest oczywiście nagranie pierwszej płyty, chcielibyśmy wreszcie to osiągnąć. Nie mamy w planach zwalniać ani poddawać się. To lato planujemy spędzić bardzo intensywnie. Jesteśmy razem, a o to w tym wszystkim chodzi.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



