[RECENZJA] Klimt – „Genesa”
Wielkie piękno – tymi słowami można określić twórczość sopockiego gitarzysty i kompozytora Antoniego Budzińskiego, ukrywającego się pod pseudonimem Klimt.

WIELKIE PIĘKNO – TYMI SŁOWAMI MOŻNA OKREŚLIĆ TWÓRCZOŚĆ SOPOCKIEGO GITARZYSTY I KOMPOZYTORA ANTONIEGO BUDZIŃSKIEGO, UKRYWAJĄCEGO SIĘ POD WYMOWNYM PSEUDONIMEM KLIMT.
„Genesa” to trzecia solowa płyta artysty na co dzień grającego w zespole Saluminesia, wydana w lutym tego roku. To dzieło, które można zaliczyć do kategorii sztuki z wyższego szczebla, gdyż rozbudza w słuchaczu majestatyczne wizje, niczym obrazy największych mistrzów pędzla, oglądane oczyma wyobraźni podczas marzeń sennych.
Antoni, wybierając na swojego przewodnika po świecie symbolizmu jednego z najwybitniejszych austriackich twórców okresu secesji – Gustava Klimta – zestawia ambientowe pejzaże z wyszukaną subtelnością iskrzących się złotem, niesamowitych kompozycji malarza. Pastelowe i ulotne melodie, podszyte nutą melancholii, z przyjemnością można porównać do utworów islandzkiego kompozytora współczesnej muzyki klasycznej Ólafura Arnaldsa, czy jego starszych kolegów z zespołu Sigur Rós. Rozmyte i przestrzenne post-rockowe tło skupia uwagę na delikatnych partiach instrumentów akustycznych, a klawisze tworzą enigmatyczną i hipnotyzującą podstawę pod uzupełniające je zapętlone elektroniczne frazy, pojawiające się niczym przebłyski światła spod burzowych chmur. Całość albumu utrzymana jest w czysto instrumentalnej konwencji, czasami z wykorzystaniem szumiących kobiecych głosów w roli chóru potęgującego doznania estetyczne.
Unikalność i wrażliwość duszy Klimta odbija się w ośmiu barwnych kolażach muzycznych jak w lustrzanej tafli jeziora. Każdy utwór niesie ze sobą inny ładunek emocjonalny, podkreślany zwiększającym się lub zwalniającym tempem, charakterystycznym shoegaze’owym pogłosem, a także łagodnością gitary akustycznej, bądź czarującym brzmieniem wdzięcznego pianina. Momentami artysta aranżuje lekkie chilloutowe motywy, zbliżone do tych kreowanych przez Kucz & Klake, czyli muzyków z tej samej wytwórni, co Klimt – Requiem Records. Wchodząc w tak finezyjne klimaty, Antoni dodaje swojej twórczości trochę więcej z sielankowego krajobrazu. Podczas słuchania „A Dream Within A Dream”, można sobie wyobrazić zieloną łąkę rozkosznie usianą niezapominajkami lub kolorowe latawce, swobodnie szybujące po błękitnym niebie w towarzystwie odgłosów śmiejących się dzieci. Natomiast utwór „Please Don’t Take Life Too Seriously! Just Read The Manual!” prowadzi nas przez metafizyczną krainę cudowności wypełnioną anielskimi chórami i wrażeniem obecności nadprzyrodzonej mocy.

Każdą z kompozycji zamieszczonych na albumie „Genesa” należy interpretować indywidualnie, ponieważ ilość wyobrażeń malujących się przed oczami słuchaczy jest prawdopodobnie nieograniczona. Klimt, nadając swojemu dziełu taki tytuł jedynie wskazuje kierunek, w którym myśli powinny podążać, obrazuje jak istotny jest początek istnienia i następujący po nim rozwój. Owa geneza może dotyczyć różnych rzeczy i być przełożona na wiele aspektów życia codziennego.
„Wybierając na swojego przewodnika po świecie symbolizmu, jednego z najwybitniejszych austriackich twórców okresu secesji – Gustava Klimta, zestawia ambientowe pejzaże z wyszukaną subtelnością, iskrzących się złotem, niesamowitych kompozycji malarza”.
Moim zdaniem, Klimt – posługując się niezwykle silną bronią, jaką jest sztuka, wprowadza ciepło i czułość do serca odbiorców. Tworzy zdumiewające i angażujące utwory, w których słuchacz zatraca się, gubiąc poczucie upływającego czasu. Jego urzekająca muzyka budzi we mnie skojarzenia z pięknym olejnym obrazem Gustava Klimta „Pocałunek”, będącym idealnym zilustrowaniem emocjonalności skrywanej za twórczością Antoniego Budzińskiego. Sentymentalny wydźwięk tego wydawnictwa doskonale wpasowuje się w moje romantyczne upodobania, dlatego też niezmiernie się cieszę, że album „Genesa” trafił w moje ręce, gdyż z pewnością na długo zagości w moim odtwarzaczu.
Ocena: 8+/10
Nela Grabowska
O autorze:

- Miłośniczka powieści, filmów Woody'ego Allena i Wesa Andersona. Zakochana w muzyce brytyjskiej. Romantyczka. Ulubiony gatunek: indie rock.



