[WYWIAD] JARECKI: chce być artystą, który ma własny muzyczny język

Jego świat to muzyka złożona  z samych dobrych dźwięków. Poznajcie muzyczny świat lubelskiego muzyka, Jana Jareckiego

J.A.H. Trio

JEGO ŚWIAT TO MUZYKA ZŁOŻONA Z SAMYCH DOBRYCH DŹWIĘKÓW. POZNAJCIE MUZYCZNY ŚWIAT LUBELSKIEGO MUZYKA, JANA JARECKIEGO

F.T: Jak wygląda plan takiego początkującego muzyka na to, żeby w przyszłości osiągnąć sukces?

Jan Jarecki: Sukces to jest jakby efekt końcowy, finalny. Na pewno każdy z muzyków ma swój plan na osiągnięcie sukcesu. Z resztą zawód artysty, zawód muzyka jest zawodem ciężko osiągalnym. Sukcesu nie da się osiągnąć tak łatwo. To tak, jak nie da się określić jednego przepisu na ciasto.

F.T: Ale jakieś marzenia są.

J.J: Tak, oczywiście, to jest wszystko na zasadzie marzeń. No i cóż, na pewno praca. Obranie sobie takiego konkretnego celu. Załóżmy, że w przyszłości chce nagrać 10 płyt, hipotetycznie oczywiście, to nie będzie tak łatwo, bo to są koszty, a do tego trzeba będzie ustalić sobie jakiś program. Jeżeli masz plan, nawet nagrać tę pierwszą płytę, to nie jest ważne kiedy to zrobisz, ale ważne, że dążysz do tego cały czas. Dążenie do tych swoich celów, marzeń, to jest właśnie osiągnięcie sukcesu i później można podsumować pewien etap w życiu. Mając 50 czy 60 lat można dokonać podsumowania, co mi się udało, a co nie.

F.T: Jazz jest muzyką dla młodych osób?

J.J: Pytanie jest trochę ciężkie…

„Muzyka ogólnie jest tworem wymagającym i jednak trzeba coś z niej rozumieć, kojarzyć, a przede wszystkim mieć trochę zaplecze teoretyczne, historyczne”.

F.T: Zapytałam o to, bo żyjemy w takich czasach, gdzie dużo młodych ludzi słucha utworów, które trudno nazwać muzyką.

J.J: Z muzycznego punktu widzenia jest to muzyka, ale mało ambitna i łatwa w odbiorze. To zależy od tego w jakim domu się wychowałaś. Muzyka ogólnie jest tworem wymagającym i jednak trzeba coś z niej rozumieć, kojarzyć, a przede wszystkim mieć trochę zaplecze teoretyczne, historyczne. Czy jazz jest dla młodych? Jazz jest dla wszystkich.

F.T: Czy to jest czas na jazz? Czy zostanie teraz zaakceptowany przez młodych słuchaczy? Ma szanse odnaleźć się w naszych czasach?

J.J: Ciężko jest to przepowiedzieć, bo jazz jest taką muzyką, która łączy różne gatunki. Przenikanie się różnych elementów i czerpanie z innych gatunków to czynniki, które uatrakcyjniają ten klasyczny jazz. Teraz odchodzi się od tej dawnej formy jazzu. Kiedyś słuchało się np. Milesa Davisa, Johna Coltrane czy innych mistrzów, na piedestale był bebop, cool czy free – to było wynikiem przemian kulturowych i społecznych. Oczywiście dalej uczymy się o tym na akademiach i to bardzo potrzebna wiedza. Dzięki temu teraz mamy wielu świetnych muzyków w tym gatunku.

F.T: Przykład?

J.J: Taki sztandarowy dla mnie to Robert Glasper. To człowiek, który mnie pozytywnie zadziwia, ponieważ potrafi odnaleźć się w prawie każdym gatunku i grając z największymi gwiazdami sceny rozrywkowej dodaje ten własny fragmencik jazzowego języka. Nawet on sam mówi o tym, że dla niego to jest to nowoczesne ujęcie jazzu. Muzykę jazzową najpierw trzeba odkryć, tylko właśnie wszystko zależy od tego, czy chcemy. Dla mnie dziwną sprawą jest to, że jeśli ludzie słyszą termin ,,jazz’’, to twierdzą, że to jest nieporządek, dysharmonia, bałagan. Nie wszyscy, ale dużo jest takich głosów.

„Muzyka XX. wieku dużo czerpie z jazzu, zwłaszcza jeśli chodzi o warstwę melorytmiczną. To jest muzyka dla osób, które mają wrażliwość muzyczną”.

F.T: Słyszałam takie określenie, że to muzyka dla starszych osób i do niej trzeba dorosnąć. Uważasz, że to prawda?

J.J: Z tym ostatnim się zgadzam, bo dla mnie to też jest jakaś dojrzałość muzyczna. Zawsze do jazzu ciągnęło klasyków, bo mają maksymalnie rozwinięte „ucho”, dużą wiedzę odnośnie harmonii i historii muzyki. W większości przykładów muzyki poważnej głównym zadaniem jest odtworzyć z nut co autor, w tym przypadku kompozytor, chciał powiedzieć. Brakuje elementu, który posiada jazz – improwizację. Muzyka XX. wieku dużo czerpie z jazzu, zwłaszcza jeśli chodzi o warstwę melorytmiczną. To jest muzyka dla osób, które mają wrażliwość muzyczną. Z drugiej strony nie można ot tak powiedzieć ,,Teraz kocham jazz!’’. Do tego trzeba dojrzeć.

FT: Tak… Wczoraj disco-polo, dziś jazz. Gusta się zmieniają, ale podobno o nich się nie dyskutuje. Co ma do zaoferowania Lublin początkującym artystom?

J.J: Problem jest z muzyką poważną i z jazzem. Lublin jest bardzo specyficznym środowiskiem. Tutaj ewentualnie przyjmie się funk, hip-hop, disco-polo, szeroko pojęta muzyka klubowa, rockowa i metalowa. Co jeszcze…

F.T: Na pewno muzykę, którą możemy usłyszeć w popularnych rozgłośniach radiowych.

J.J: Myślę, że wszędzie tak jest. Nie chcę przedstawiać Lublina w totalnie czarnych barwach. Prawda jest taka, jeśli chodzi o muzykę, że jeśli ktoś jest tutaj i tworzy coś ambitnego to najczęściej stąd znika, ponieważ nie ma odbiorców. W środowisku słyszy się głosy, że najlepiej byłoby stąd uciec. Przede wszystkim artyści nie są przygotowani, że to co robią może nie spotkać się z zainteresowaniem, a druga sprawa to to, że publiczność nie jest przygotowana na taką muzykę. Moim zdaniem potrzeba jeszcze dużo czasu, aby coś w tej kwestii się zmieniło. Mamy festiwale o ładnej nazwie – jazzowe. Teraz problem jest taki, że…

F.T: Przychodzi mało osób.

J.J: Nie, to już nawet nie o to chodzi. Tutaj nie gra się jazzu, a jeśli to mało. Lublin jest bogaty w muzyków, którzy reprezentują nurt muzyki free. Nieprzerwanej improwizacji która niekiedy podchodzi pod psychodeliczną. To co robimy z trio, to też jest element własny tego, co czuję, co chce przekazać dźwiękami, nutami. Moje ujęcie jazzu. Chce połączyć swoją muzykę z dostępnością. Jak gdzieś chodziłem załatwiać miejsce do grania, to padało pytanie ,,Co gracie?’’, na co odpowiadam ,,Muzykę jazzową’’. Odpowiedź była taka: ,,Aha, to odezwiemy się…’’. Teraz bawimy się w mixowanie różnych elementów, soulu, R’n’B, hip-hop, gospel, niedługo dojdzie elektronika. Ludzie widocznie jakoś nas akceptują, bo przychodzą na koncerty i w sumie mnie to bardzo cieszy. Po Lublinie nie można się spodziewać Bóg, wie czego. Z resztą tutaj nie ma takiej zasady, że tutaj można grać, że są kluby jazzowe. Kiedyś był klub ,,Po godzinach’’, a teraz niedawno został zamknięty; ,,Czarny Tulipan’’- to były miejsca, które zrzeszały różnych muzyków. Tam były jam session, były koncerty autorskie i stricte jazzowe. Niestety to wszystko umarło. Nie wiem dlaczego, co się takiego stało. Teraz właśnie tak jest w ,,Bierhalle’’, są tu dni tematyczne np. wtorki z muzyką rockową czy czwartki jazzowe i bardzo nas to cieszy. Tylko teraz w Lublinie jest ten problem, że nie ma muzyków, bo wszyscy stąd wyemigrowali.

Fot. Michał Piłat
Fot. Michał Piłat

F.T: Przestraszyli się, że nic tu nie osiągną?

J.J: Trzeba to powiedzieć, że muzyka w dzisiejszym świecie jest produktem i jeśli umiesz go sprzedać, to osiągniesz sukces, jeśli nie, to pojawia się problem.

F.T: Ostatnio usłyszałam takie ładne zdanie: ,,Kiedy muzycy grają, to opowiadają historię o sobie’’. Co muzyk musi zrobić, żeby przekazać taką historię słuchaczom i wzbudzić u nich prawdziwe emocje?

J.J: Przede wszystkim trzeba być autentycznym. Gdy ktoś taki jest, widać podczas grania, że przekazuje energię i emocje. Trzeba nauczyć się budować linie melodyczną i nią myśleć. Myślenie frazą w jazzie jest bardzo ważne. Melodia, harmonia i rytm powodują, że muzyka niesie coś ze sobą. Tutaj nie da się też powiedzieć jak w przepisie, dodaj trochę soli, trochę pieprzu i czegoś tam jeszcze, i otrzymasz gotowy produkt. Każdy ma swój sposób na przekazywanie emocji. Np. Keith Jarrett w czasie grania wstaje i śpiewa do swojego fortepianu, a wręcz do strun i to jest jego przekaz emocjonalny. To też element rozpoznawalności. Muzycy bardzo często lubią utożsamiać muzykę z wiarą. Trębacz Piotr Wojtasik powiedział, parafrazuję, że „trzeba wierzyć, że trzeba mieć kogoś tam na górze i mieć jakiś kierunek”. Muzyka jest właśnie tym nośnikiem naszych emocji, próśb. Nawet jak patrzymy na muzykę staro-amerykańską, jak Indianie tańczyli, to chcieli coś tą muzyką uzyskać. Podobnie jest z muzyką sakralną europejską. Nośnik modlitw, uwielbienia, próśb itd. To na pewno zależy też od tego, kto wykonuje muzykę. Jeśli to jest osoba, która ma uczucia i postrzega świat zmysłami, będzie w stanie przekazać ładunek emocjonalny. Na pewno trzeba dużo grać. Nie chodzi o to, że da się wyćwiczyć przekazywanie emocji, ale przez to ćwiczenie tworzymy sobie kierunki swoich własnych linii melodycznych. Przez to, że uczymy się historii muzyki i harmonii, że studiujemy, to wiemy jak to wykonywać, jak i po co.

„Trzeba to powiedzieć, że muzyka w dzisiejszym świecie jest produktem i jeśli umiesz go sprzedać, to osiągniesz sukces, jeśli nie, to pojawia się problem”.

F.T: Studia są potrzebne muzykowi?

J.J: Kiedyś ktoś powiedział, że można być muzykiem bez studiów, tylko trzeba grać.

F.T: No właśnie, to jak z tym jest?

J.J: W dzisiejszych czasach akademie muzyczne są, ja to nazywam, farmą kontaktów. Całe środowisko muzyczne tworzy się właśnie wokół akademii. Przyjeżdżają przeróżni ludzie z zagranicy, jest możliwość wyjazdu na Erasmus, pojawiają się różne możliwości związane z rozwojem muzycznym. Opłaca się być studentem akademii. Jest jeden problem. Wykładowcy którzy są aktywnymi muzykami nie zawsze mają tyle czasu, aby skupić się na studencie i okazuje się, że w większości uczysz się samemu pod okiem profesora. To też zazwyczaj znane osobistości. Np. Wanda Wiłkomirska, skrzypaczka światowej klasy, która grała na całym świecie i chyba jeszcze wykłada w Niemczech.

F.T: Chciałbyś tak mieć, jak będziesz w tym wieku?

J.J: Zacznijmy od tego, czy ja do takiego wieku dożyje. Powiem tylko tyle, że chciałbym do końca swojego życia tworzyć muzykę. Moja Pani Profesor w szkole muzycznej, która uczyła mnie gry na skrzypcach (jestem muzykiem z dyplomem skrzypka) mówi, że nieważne co grasz, nieważne są oceny, jakie dostajesz, ale najważniejsza muzyka.

F.T: To szczęście mieć takich nauczycieli.

J.J: Tak, to jest skarb ! Niestety jest bardzo mało takich ludzi, a szczególnie wykładowców, którzy całym sercem chcą przekazać jak najwięcej swoim uczniom i widzą w tym radość. To jest strasznie ważne, ale w dzisiejszych czasach coraz mniej jest tej satysfakcji. Robimy to co musimy i idziemy do domu. Co za tym idzie nie staramy się. Nie jesteśmy dokładni i rzetelni. Wydaje mi się że przez to idziemy w komercje, masowość i nie stawiamy na jakość, ale na ilość w każdej sferze życia. W moim odczuciu jest to destruktywne, bo niszczy się wszystkie relacje i powiązania między ludźmi. Tak jak mówiłaś jeśli będziesz chciała coś przekazać, to na pewno będzie to zauważone.

F.T: Twoja definicja dobrej muzyki to…

J.J: Muzyka niebanalna.

F.T: Tylko tyle…?   

J.J: Oczywiście muzyka prosta też może być dobra, ale zależy jak jest zagrana. To jest przede wszystkim zbiór muzyków, którzy taką muzykę wykonują i są to muzycy profesjonalni. Dobra muzyka to nośnik energii, emocji, uczuć, a jeśli muzyka ma takie coś, to dla mnie jest wartościowa. Jeśli mówimy o tekście…

F.T: Sam piszesz teksty?

J.J: Nie, ja piszę tylko muzykę. Tekst jeszcze zależy, co autor chce przekazać przez słowa, bo jeśli to jest takie nadmuchane, są bardzo ładne związki frazeologiczne, które w sumie nie niosą niczego, to jest to dla mnie bezsens. Z resztą każdy ma inne upodobania. Dla jednego przekaz patriotyczny, np. Kaczmarski, będzie to przekaz budujący na duchu w trudnych czasach, melodie opisujące scenki rodzajowe, jak prezentował Kabaret Starszych Panów. Dla przykładu ,, No co ja Ci zrobiłem’’.

F.T: Dobra muzyka jest dla wszystkich?

J.J: Nie wydaje mi się, że stworzenie dobrej muzyki dla wszystkich jest możliwe. Na całym świecie jest tak wiele ludzi i każdy z nas postrzega muzykę inaczej, widzi i słyszy inaczej. Dla jednego będzie to piękno w czystej postaci, a dla drugiego będzie to coś nie do przyjęcia. Muzyki nie da się tak ujednolicić, bo wtedy muzykę zamykamy w ściankach i to już nie jest muzyka, tylko twór na potrzeby ludzi. Z resztą chyba nie ma czegoś takiego, że każdy powie: o, to jest piękne. Są różne gusta, ale o gustach się nie dyskutuje, bo każdy postrzega muzykę inaczej.

„Muzyki nie da się tak ujednolicić, bo wtedy muzykę zamykamy w ściankach i to już nie jest muzyka, tylko twór na potrzeby ludzi”.

F.T: Gdyby nie było muzyki to co innego mógłbyś robić ?

J.J: Nie wiem… Naprawdę nie wiem…

F.T: Masz jakieś hobby?

J.J: Ciężko to nazwać hobby, lubię rysować. Oczywiście nie mam czasu na to, ale jeśli musiałbym wtedy to robić, bo tylko to sprawiałoby mi radość, jak muzyka teraz. Oczywiście można iść na budowę kopać rowy, tylko co z tego dalej wyniesiesz? Nic. Życie to taki mały ,,kieracik’’. Chodzisz, zarabiasz i koniec.

F.T: Tworzenie muzyki można nazwać pracą?

J.J: Myślę, że tak, bo trzeba w to włożyć mnóstwo czasu i trzeba mieć dużo wiedzy, żeby coś dobrego stworzyć. Tu nie chodzi o to, że zagram sobie kilka dźwięków na klawiaturze lub gitarze.

F.T: Ale czasami pojawiają się takie opinie w stylu ,,Co to za praca, to tylko taka zabaw’’.

J.J: Ciekaw jestem, kto takie tezy głosi. Widocznie to ludzie, którzy nie znają się na muzyce. Moja mama zawsze mi robiła pretensje o to, że często nie ma mnie w domu i ostatnio podczas wymiany z nią zdań, przedstawiłem swoje racje i sama przyznała mi racje, że w tym coś jest. Racja, to może wyglądać, że nie robię nic konstruktywnego i marnuję czas, ale co wyćwiczyłem w ćwiczeniówce przez ten czas to moje.

F.T: O to mi chodziło, że dużo ludzi ma takie zdanie na temat muzyków.

J.J: Ale to są krzywdzące opinie, bo żeby stworzyć arcydzieło tzn. nie mówmy już ,,arcydzieło’’, bo nie jesteśmy Mozartem i Bachem, trzeba się nasiedzieć. Taki przykład dla mnie to Radzimir Dębski, który jest po akademii w Warszawie to jest człowiek, który jest dla mnie wielką zagadką, jak człowiek może tworzyć tak genialne rzeczy. Ostatnia płyta Radzimira z hip-hopem orkiestrowym jest tego przykładem. Symfonik albo big-band aranżacyjnie to chyba najtrudniejsze zadanie, ale brzmienie jest niesamowite. Marzyło mi się stworzyć big band albo chociaż pisać aranże na taki skład. Przed wakacjami miałem pisać parę utworków na orkiestrę plus trio, projekt chyba umarł śmiercią naturalną, ale nutki się sukcesywnie piszą. Jeśli nie teraz, to w przyszłości mam nadzieję ten projekt uda się zrealizować. Do tej pory wydawało mi się, że trzeba siedzieć dużo nad książkami, studiować partytury itd. To prawda ale przede wszystkim trzeba dużo słuchać muzyki – to powiedział mi mój profesor od rozrywki. Nie jest ważne ile razy będziesz próbować coś pisać. Może nie wyjdzie za pierwszym czy też za drugim razem, ale może za setnym razem ci wyjdzie, a jak nie to próbuj dalej. Te nieudane podejścia traktuj jak naukę i ćwiczenie. Po drodze może się pojawić wiele pomysłów, które można później posklejać w odpowiedni sposób.Wtedy zaczynasz tworzyć już coś większego, bardziej złożonego. JIMEK, chociaż nie tylko, jest dla mnie przykładem człowieka, który osiągnął kunszt aranżacji do perfekcji.

Fot. Piotr Znamierowski
Fot. Piotr Znamierowski

F.T: Z pewnością jego praca powinna zostać doceniona i on sam jest wielkim odkryciem ostatnich lat w muzyce.

J.J: No tak, poza tym nieschematyczność, robienie czegoś ponad program i wydaje mi się, że to jest to coś, co może pomóc artystom, aby osiągnąć coś więcej. Wyjść poza schemat, mieć jakąś większą idee, która daje mi szczęście, że ja to stworzyłem. Oczywiście może to być po 50 lub 60 latach, ale mam wtedy satysfakcje, że stworzyłem to coś i już teraz mam spokój, mogę umierać.

F.T: Gdy uda mi się w przyszłości osiągnąć sukces to…

J.J: Będę szczęśliwy.

F.T: Tylko tyle?

J.J: Aha, podchwytliwe pytanie, bo powiedziałem na początku, że nie da się tak łatwo osiągnąć sukcesu. Słuchanie ze zrozumieniem.

F.T: Nie martw się, to pójdzie do autoryzacji.

J.J: Może to jest kwestia wychowania, kwestia jakiejś już dojrzałości, czy też doświadczenia w życiu, bo ja w sumie wole nie stawiać sobie poprzeczki za nisko, ale też muszę wiedzieć, gdzie mogę ją najwyżej postawić. To działa na tej zasadzie, że jeśli osiągnę już nawet jakiś malutki sukces, to już jest dla mnie jakaś nagroda.

F.T: A jak np. znajdziesz się na Liście Radiowej Trójki?

J.J: To będzie motywujące do pracy dalszej i nigdy nie przestanę pracować. Nie najlepsze jest takie rozwiązanie, że osiągasz coś i osiadasz na laurach, tego na pewno chce uniknąć. Nie chciałbym usłyszeć w tym przypadku słów w stylu ,,Popatrz, to ten, był już na liście, ale teraz już nic nie robi’’ .

F.T: Czyli nie chcesz być ,,gwiazdą jednego hitu’’?

J.J: Nie chce być gwiazdą. Ja chce być artystą, który ma swój własny muzyczny język i być trochę rozpoznawalnym przez to, co robię, z kim pracuję, jakim jestem człowiekiem. Oczywiście nie wymagam tego, żeby ludzie akceptowali mnie w 100%, ale jeżeli będę miał z kim grać, będę miał gdzie grać i tworzyć, to…

F.T: Będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na całym świecie.

J.J: Myślę, że jednym z wielu na tym świecie.

F.T: Dobrze, to dziękuję Ci bardzo za rozmowę i życzę powodzenia.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.