[WYWIAD] RYSY – Czasem płaczą na reklamach funduszy emerytalnych

Mówią o sobie, że są estetami. Są też uzależnieni od życia w trasie koncertowej. W muzyce i w życiu idą zaś zawsze swoją drogą. Oto duet RYSY.

Mówią o sobie, że są estetami. Są też uzależnieni od życia w trasie koncertowej. W muzyce i w życiu idą zaś zawsze swoją drogą. Oto duet RYSY.

fot. Przemek Chudkiewicz / Grandessa

FINE TUNET: Ciągle jesteście w trasie koncertowej, w której muzyk jest trochę jak Odyseusz – z dala od domu, skazany na siebie i dąży do jakiegoś celu.

Wojtek: Chyba już uzależniliśmy się od grania. Ciągle sobie mówimy, że musimy sobie zrobić chwilę wakacji…

Łukasz: Tak, ale jakoś nie możemy tego czasu na wakacje znaleźć, cały czas wpadają nam jakieś fajne propozycje koncertów.

W: No i tak sobie mówimy, że może w styczniu odpoczniemy. Ale później jakiś ulubiony klub się odzywa i już sami nie wiemy, co mamy zrobić.

Ł: Tak w zasadzie to my mamy życie na wakacjach.

W: Oczywiście podczas tych ,,naszych wakacji” najeździmy się dużo, ale lubimy to. Jest to też nasza forma spędzania czasu ze sobą. Kiedy jesteśmy w trasie szukamy fajnych restauracji, rozmawiamy o lokalnej architekturze… Na pewno brakowałoby mi tego na wakacjach!

Ł: Ale też wspólnie poznajemy miasta, do których jeździmy. Chłoniemy ich klimat i przyglądamy się ludziom, razem zatapiamy się w atmosferę tych miejsc.

Do tego jeszcze nazwaliście płytę ,,Traveler”.

W: No właśnie, to chyba była dla nas przepowiednia.

źródło: www.instagram.com/wourbanski/

Podczas takiej trasy koncertowej można poznać interesujących ludzi, a wam udało się kogoś takiego spotkać?

W: W Kaliszu poznaliśmy pewnego listonosza… (śmiech). Ten pan jest zbieraczem niesamowitych rzeczy. Ma w swoim domu pokój, w którym gromadzi przedmioty z przeszłości. Każdy z tych przedmiotów nas zafascynował, widzieliśmy np. jakieś dziwne słuchawki z lat 70.

Ł: Stare kamery, projektory, kasety ze szkoleniami dla niewidomych, rekordery…

W: Były też muzyczne rzeczy, miał tam np. sampler, czy taśmowe echo. Dzięki tym wszystkim przedmiotom nie ruszając się z miejsca może podobnie jak my – podróżować (śmiech).

Czyli ten czynnik spowodował, że pomiędzy wami ,,zaiskrzyło” (śmiech).

Ł: Rzeczywiście, chyba przyciągamy takich ,,freaków”.

W: W każdym miejscu spotykamy ciekawych ludzi. Często promotorzy imprez, na których gramy okazują się fajnymi gospodarzami – np. zabierają nas w jakieś interesujące miejsca, opowiadają historie związane z miastem.

Do współpracy na swojej płycie zaprosiliście młodych artystów – myślicie, że dla nich ta współpraca z wami to też był pewien rodzaj jakieś ,,podróży”, która daje zupełnie inne doświadczenie, niż mieli okazję poznać do tej pory?

W: Myślę, że my wszyscy razem zabraliśmy się w taką podróż. Justyna Święs pokazała nam swój świat, zabrała nas w swój lot. A jeśli chodzi o Piotrka Ziołę to za każdym razem, kiedy mnie spotyka ma taki uśmiech, że wiem że cieszy się z faktu, że udało nam się współpracować – i to jest bardzo fajne! Ale to był też z jego strony taki ,,skok na głęboką wodę”, z którego zawsze będziemy dumni.

Ł: Na samym starcie pracowaliśmy z ludźmi, którzy mieli już doświadczenie i wiele do zaoferowania. Te osoby chciały coś z nami zrobić, więc to było bardziej na zasadzie takiego ,,współpodróżowania”. W tej podróży spotkaliśmy ciekawe osobowości artystyczne.

W: Wszyscy razem byliśmy pasażerami na tym pokładzie.

Ł: Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, gdzie ta podróż nas zaprowadzi… Podróż jest dla nas celem samym w sobie. Sprawiło nam ogromną frajdę to, że mogliśmy być tam z nimi. W tym naszym ,,galaktycznym autobusie” (śmiech).

W: Z Justyną mamy już naprawdę dużo wspólnych wypraw na koncie. Byliśmy np. wspólnie w Japonii. Świetnie wspominamy ten czas, więc mamy z nią taką niekończącą się podróż. Teraz podróżujemy głównie po Polsce, co nas też bardzo cieszy. Możemy dogłębnie zwiedzić nasz kraj. Siłą rzeczy w tych miastach wojewódzkich jest się często, ale my dzięki życiu w trasie trafiliśmy też do tych, które są pomijane.

Ł: Poznajemy miasta, które nie są na ,,szlaku” – nikt np. nie jedzie tak często przez Szczecin czy Elbląg. Nam dzięki tym podróżom udaje się poznać ich niesamowitą historię i architekturę.

fot. Filip Blank

,,Z Justyną mamy już naprawdę dużo wspólnych wypraw na koncie. Byliśmy np. wspólnie w Japonii. Świetnie wspominamy ten czas, więc mamy z nią taką niekończącą się podróż”.

To pewnie te podróże was inspirują do tworzenia muzyki.

Ł: Zmiany otoczenia, poznawanie ciekawych ludzi są niezwykle inspirujące. Odbieranie reakcji ludzi na koncertach daje też bardzo obiektywny obraz tego, co z naszych pomysłów realizowanych w zaciszu studia działa a co nie. Obaj lubimy auta i nasze wspólne wyjazdy w trasę. Nie mamy wyboru – musi nam to pasować, ponieważ razem w trasie spędzamy 90 proc. naszego czasu.

W: W aucie wymieniamy się też nową muzyką. I tam też obgadujemy mnóstwo rzeczy… i ludzi (śmiech).

,,Obgadujecie”? O! To okazało się, że w waszym charakterze jest też coś z kobiet (śmiech).

W: No oczywiście, że tak! Jesteśmy wrażliwcami (śmiech).

Ł: Mamy totalnie kobiecą wrażliwość (śmiech).

To jak np. widzicie małego słodkiego kotka, to was to chwyta za serce, a czasami może nawet wywołuje płacz? 

Ł: Jasne! Zdarzyło mi się nawet płakać na reklamach funduszy emerytalnych (śmiech). Tacy już jesteśmy i to ma odbicie w naszej twórczości.

W: No tak, w naszym charakterze jest dużo z kobiet. Ale co ciekawe większość naszych słuchaczy to kobiety – tak nam mówi Facebook. Kiedy odpalamy nasze konto, to pojawia się komunikat: ,,Hej! Wasza grupa docelowa to kobiety w wieku 25 – 35 lat…”.

I w waszych teledyskach są też przecież piękne kobiety – np. Helena Norowicz i Zofia Wichłacz.

W: Tak, w teledysku do ,,Father” mamy panią Helenę, która jest wspaniałą, zachwycającą kobietą. Zosia Wichłacz – piękna, młoda aktorka wystąpiła w klipie do kawałka ,,The Fib”.

Ł: Poza tym że wrażliwi to jesteśmy też estetami – potrafimy docenić nietuzinkowe piękno!

,,Zmiany otoczenia, poznawanie ciekawych ludzi są niezwykle inspirujące. Odbieranie reakcji ludzi na koncertach daje też bardzo obiektywny obraz tego, co z naszych pomysłów realizowanych w zaciszu studia działa a co nie”.

W teledysku do utworu ,,Father” ta muzyka w przełożeniu na obrazki, jest trochę przedstawiona przez pryzmat takiego świata designu, mody… Wy lubicie wystawiać swoją muzykę na taki wybieg, z którego ona jest tak ,,na żywo” i szybko przechwytywana przez odbiorcę?

W: W naszej muzyce jest właśnie ten emocjonalny ekshibicjonizm. To jest na zasadzie: ,,masz i przeżyj ją sam teraz” – to nie są wycofane rzeczy.

Połączenie tych obrazków z waszą muzyką daje naprawdę niesamowity efekt. Po obejrzeniu tego teledysku jest takie wielkie: ,,Wow!”.

W: Tam są bardzo mocne obrazki, które mogą się okazać niezłym strzałem dla odbiorcy.

A kto odpowiada za stworzenie tego pięknego obrazu?

Ł: Zgłosiła się do nas reżyser – Martyna Iwańska, z pytaniem o możliwość zrobienia klipu do kawałka ,,The Fib”. Do tego utworu był już obraz więc nie byliśmy zainteresowani robieniem kolejnego, ale dostaliśmy wstępne ujęcia i od razu wiedzieliśmy, że to idealny obraz pod naszego „Ojca”.

No właśnie do ,,The Fib” był już klip, ale ktoś postanowił skorzystać z jego scenariusza ponownie (śmiech). Jak się dowiedzieliście, że teledysk Russa do utworu „Losin Control” jest bardzo podobny do tego, co można zobaczyć właśnie w waszym teledysku?

W: Co ciekawe, to o całej aferze dowiedzieliśmy się w drodze na koncert – jechaliśmy do Lublina. Byliśmy wtedy w naprawdę niezłym szoku (śmiech).

Oglądacie teledysk do „Losin Control” i …?

Ł: Tego dnia jechaliśmy na dwa auta. Akurat rozmawialiśmy przez telefon i usłyszałem: ,,Zatrzymaj się i odpal ten filmik, co ci wysłałem. Ale weź koniecznie się zatrzymaj i zobacz, bo to jest naprawdę dziwne”. To było tak, jakby ktoś włamał ci się do głowy. Oglądasz już coś, co jest ci dobrze znane… I to wszystko wygląda jak twoja historia – jest w niej jedynie inny samochód i inna ,,laska”. Ale timing jest identyczny i dużo rzeczy się idealnie pokrywa.

W: Na początku trochę nas to wkurzyło, ale dzięki temu dostaliśmy mega promocję – o tym klipie pisały prawie wszystkie większe media. Nasz klip pochłonęła masa mediów, które wcześniej się nami nie interesowały. To był taki kuriozalny prestiż, bo zostaliśmy splagiatowani przez amerykańskiego rapera (śmiech).

Ł: Media były zachwycone faktem, że Ameryka kopiuje pomysły od Polaków.

Czyli telefonu musiały się wtedy nieźle u was rozgrzać do czerwoności, często do was dzwonili?

W: Bardzo! To trwało przez kilka dni. Na szczęście producenci zebrali wszystkie dokumenty, by doszło do jakiegoś aktu sprawiedliwości.

Ł: I jednak dojdzie do tej drogi prawnej. Chcielibyśmy, żeby doszło do procesu. Zobaczymy, jaki będzie finał. W Stanach Zjednoczonych prawo autorskie jest bardzo restrykcyjne. Prawdopodobnie w Polsce ciężko byłoby podjąć taki temat.

,,Nasz klip pochłonęła masa mediów, które wcześniej się nami nie interesowały. To był taki kuriozalny prestiż, bo zostaliśmy splagiatowani przez amerykańskiego rapera”

Jest wina, to pewnie będzie też kara…! Opinie na temat waszej muzyki w większości są pozytywne. Ale pod jednym z wywiadów z wami znalazłam taką, w której pan napisała, że on taką muzykę jak wasza, to sam mógłby sobie w łatwy sposób stworzyć na swoim komputerze. Jak myślicie dałby radę (śmiech)?

Ł: Trzymamy kciuki! (śmiech)

W: Gorąco zachęcamy tego pana do tego, żeby tworzył. Żyjemy w takich fajnych czasach, że każdy może robić muzykę. Teraz granicą jest jedynie wyobraźnia.

Ł: Mamy za sobą długą drogę. Siedzimy już trochę w tym biznesie – jakkolwiek słowo „biznes” dziwnie brzmi w kontekście realiów naszego rynku…

A niektórzy jeszcze nazywają was debiutantami. Wieczni debiutanci?

Ł: No tak, debiutujemy już od 20 lat (śmiech). Dzięki temu znamy swoje mocne strony, ale muzyka to nie sport! Tu nie chodzi o to, by pokazać zakres swoich możliwości. My chcemy trafiać do ludzi prostym, emocjonalnym przekazem.

W: Może podam przykład. Bardziej nas ,,kupi” nie ten gitarzysta, który zagra najbardziej skomplikowaną solówkę na świecie, ale ten który zagra jedynie trzy dźwięki – i to właśnie one rozłożą nas na łopatki.

,,[…] muzyka to nie sport! Tu nie chodzi o to, by pokazać zakres swoich możliwości. My chcemy trafiać do ludzi prostym, emocjonalnym przekazem”.

W jednym z wywiadów powiedzieliście, że chcecie tworzyć dobry pop. Z postrzeganiem tego gatunku bywa naprawdę różnie, to jaka definicja kryje się u was pod hasłem ,,dobry pop”?

W: Według mnie dobry pop to taki, który ma czujne wyważenie pomiędzy nowoczesną produkcją a przystępnością. Dla nas nowoczesność to często coś dzikiego i eksperymentalnego. Ale przecież w kulturze jest ważne, by istniały grupy, które eksperymentują. Oczywiście musimy tez pamiętać, że należy zachować ten znany element dla słuchacza po to, aby ta muzyka nie została przez niego odrzucona. Kiedy ktoś stworzył coś przystępnego, ale do tego użył naprawdę nowoczesnych metod, to właśnie dla nas jego muzyka będzie zawierać ten czynnik ,,dobrego pop-u”

Ł: Wydaje mi się, że żyjemy w takich czasach, kiedy pop bardzo flirtuje z awangardą – dobrym przykładem na to jest James Blake. W Wielkiej Brytanii często zdarzało się tak, że artyści z pierwszych miejsc bilbordu używali środków, które były stosowane w muzycznym podziemiu.

W: Ale tu też chodzi o specyfikę brytyjskiego rynku – oni potrafią kreować ten pop. Brytyjczycy pozwalają artystom wejść z tym nowym brzmieniem. Tam w BBC artyści pokroju wspomnianego Blake’a, Mount Kimbie czy Caribou, lecą bardzo często.

Zastanawiam się tylko, dlaczego w Polsce podobny scenariusz za bardzo się nie sprawdza. W naszym kraju jest grupa osób, która traktuje muzykę pop, jako coś gorszego. Ale przecież lubimy też przechwytywać zagraniczne trendy i brać z nich przykład – zastanawiam się, dlaczego tego od Brytyjczyków nie udało nam się tak bardzo przyswoić i zastosować na swoim podwórku?

W: To wymaga pewnej misji mediów publicznych. Dojrzałe rynki mają nawet wpisane to w prawo. W Anglii co drugi utwór musi być lokalny. Rynek brytyjski świeci pod tym względem przykładem. Oni potrafią bardzo docenić to, co jest ich i edukować w dobrym kierunku słuchaczy.

Ł: Przykład Polskiego Radia pokazuje, jak to u nas wygląda. Tam o tym, co wchodzi do poczekalni decyduje gremium starszych panów, którzy potrzebę odkrywania nowych dźwięków mają już dawno za sobą. Odbiorca w tym przypadku nawet nie ma szans na ocenę świeżego utworu.

Czyli według was te zasady w Polsce nie są na dobrym poziomie?

Ł: Decydują ludzie z innego pokolenia, którzy nie nadążają za tym, co dzieje się we współczesnej muzyce – a dzieje się naprawdę dużo.

W: No właśnie, dlatego u nas potrzebna jest misja i ryzyko. Potrzebujemy momentu regresu słuchalności, w którym część słuchaczy odwróci się. Ale po pewnym czasie ta sama część zaczęłaby się edukować w tym kierunku. Media muszą mieć funkcję edukacyjną, a w Polsce niestety nie możemy się o tym przekonać. U nas jest wyłącznie misja zaspokajania popytu. Popadamy jedynie w komercyjną domenę. W Polskim Radiu ta misja mediów publicznych realizuje się jedynie przez autorskie audycje. Nie ma programu, planu na to żeby współczesną polską muzykę promować przez playlisty.

Jakiś czas temu nawet z pomysłem zwiększenia ilości polskich utworów w radiu wyszedł poseł Piotr Marzec (Liroy).

W: I cała chwała za to Liroyowi! Ja nie znam jego innych politycznych pomysłów, ale w tym przypadku wykazał się lojalnością wobec swojego backgroundu. Uważam, że wymyślił coś, nad czym można było debatować. Być może ten pomysł był odebrany przez niektórych za próbę nacjonalizacji mediów, ale akurat w tym wypadku media publiczne powinny mieć misję.

Teraz mamy rząd pod dowództwem PiS-u, uważacie, że ta ekipa rządzących coś zmieni w tym przypadku?

Ł: To, co teraz dzieje się w kulturze nie napawa optymizmem. Stawianie na patriotyczno – religijne wartości nie jest dobre. Sztuka powinna być oderwana od układów i ideologii, ponieważ tylko niezależna ma szansę być na wysokim poziomie. Ale u nas w temacie kultury nigdy nie działo się dobrze. Nie było rządu, który miałby na to całościowy pomysł. Z projektem RYSY mieliśmy ogromne szczęście. Zaistnieliśmy w dobrym momencie. Złożyło się na to parę rzeczy – np. to, że mieliśmy Justynę, która wcześniej w The Dumplings przetarła ten szlak. My poszliśmy o krok dalej. Ale dzięki temu, że była z nami, to siłą rzeczy ludzie poszli za nią i w ten sposób trafili na nas. Na szczęście to, jaka partia rządziła/rządzi nie wpływa tak bardzo na to, jak toczy się nasz los.

,,Stawianie na patriotyczno – religijne wartości nie jest dobre. Sztuka powinna być oderwana od układów i ideologii, ponieważ tylko niezależna ma szansę być na wysokim poziomie. Ale u nas w temacie kultury nigdy nie działo się dobrze. Nie było rządu, który miałby na to całościowy pomysł”.

Ale teraz jest dużo więcej krytyki na to, jak wygląda to podejście do kultury. Wy się z nią zgadzacie?

W: Jest dużo krytyki, ale paradoksalnie jakoś wcześniej nie zaważyłem tego, by na tę kulturę jakoś bardziej stawiano. Zwróćmy też uwagę na to, co na przestrzeni ostatnich 15 lat stało się polskim eterem. Pamiętam tak wiele świetnych radiostacji, których już nie ma na rynku. Co się stało Jazz Radio? Gdzie jest świetne Radio PiN? To wszystko niestety padło. A to były naprawdę genialne stacje.

Ł: W kulturze nigdy nie działo się dobrze, ale na pewno nie dzieje się też lepiej. Na szczęście dziś mamy narzędzia, dzięki którym możemy docierać do ludzi bezpośrednio. Nie trzeba się oglądać na przeszłość, musimy tylko robić swoje.

I zachować neutralność do obecnej sytuacji politycznej…

Ł: Tak. My teraz naprawdę nie czujemy zaangażowania w takie gry.

W: Robimy dokładnie tak jak w naszej muzyce (i chyba całej działalności artystycznej). Zawsze staramy się nie ulegać jakiejś modzie. Nie jesteśmy zwolennikami czy przeciwnikami…

Ł: …jesteśmy ludźmi środka, którzy zadają sobie trud przyjrzenia się obydwu stronom medalu. Niestety według nas tego środka w naszym kraju trochę brakuje, nie ma między nami tej komunikacji.

W: W Polsce teraz trzeba być czarnym albo białym – a przecież życie nie składa się wyłącznie tylko z tych barw.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.