[WYWIAD] Justyna Dżbik-Kluge: Radio w kolorach życia

Przez lata pracowała w publicznych mediach – m.in. w radiowej Czwórce i TVP1. Była prowadzącą kultowego magazynu ,,Rower Błażeja”. Od niedawna pracuje w Radiu Zet, gdzie prowadzi w duecie z Marcinem Łukasikiem program ,,HaloZET”. Audycję, w której rozmawia ze słuchaczami oraz stara się pokazać, że nasze życie ma naprawdę różne kolory .

Przez lata pracowała w publicznych mediach – m.in. w radiowej Czwórce i TVP1. Była prowadzącą kultowego magazynu ,,Rower Błażeja”. Od niedawna pracuje w Radiu Zet, gdzie prowadzi w duecie z Marcinem Łukasikiem program ,,HaloZET”. Audycję, w której rozmawia ze słuchaczami oraz stara się pokazać, że nasze życie ma naprawdę różne kolory.

justyna
www.radiozet.pl

FINE TUNE: Spotykamy się w dniu, w którym zazwyczaj prowadzisz audycję ,,HaloZET”. Widzę, że w takim dniu jesteś ciągle w biegu. I to, że masz wieczorną audycję nie znaczy, że cały dzień masz wolne i odpoczywasz. Udaje ci się jeszcze znaleźć w tym radiowym życiu czas dla siebie?

Justyna Dżbik-Kluge: Ostatnio jestem osobą bardzo aktywną zawodowo. Do tego ja zawsze mocno się angażuję w to, co robię. Radio to kawał mojego życia. To moja pasja. Rzeczywiście spędzam w nim mnóstwo czasu. Nawet jak jestem w domu, to też pracuję. Dziennikarz to taka osoba, która powinna pracować 24 godziny na dobę – nawet na urlopie. Chociaż ja aż takim fanatykiem nie jestem. Poza tym jestem mamą 2-letniego Henia i to wszystko jest dla mnie wielkim wyzwaniem – chyba jednym z największych w życiu. Kluczem do tego, aby nie zwariować jest to, by być tu i teraz.

Stresujesz się, kiedy jesteś na antenie?

Nie nazwałabym tego stresem. To jest bardziej mobilizacja. Oczywiście zastanawiam się, jak wyjdzie temat, czy ludzie będą dzwonić, czy to się spodoba…

A potrafisz przejść całą audycję tak na ,,spontanie” – bez jakiegokolwiek przygotowania?

Nigdy nie pracuję na ,,spontanie”. Według mnie profesjonalna praca dziennikarza polega na przygotowaniu. Musisz się dobrze skoncentrować nad tym, co masz zrobić. Wiem, że niektórzy o tej pracy mają takie wyobrażenie, że ja tam tylko przychodzę, siadam i mówię – mnie to bardzo boli. To jest bardzo nieprawdziwe. Nawet znajomi z radia czasem mówią do mnie: ,,Hej, a co ty tu robisz? Przecież ty masz dopiero audycję od 21”. Przychodzę wcześniej, by dobrze się przygotować – szukam pomysłów na tematy do naszej audycji, czytam różne teksty…

Tym, co tego nigdy nie musieli robić, to pewnie taka praca wydaje się być świetną zabawą. Ale w rzeczywistości jest z zupełnie inaczej. Często słyszę taką opinię: ,,A co oni tam w tym radiu się narobią?! Przyjdą tylko, posiedzą w ciepłym – wystarczy tylko być.” (śmiech).

Taką opinię mają nie tylko ludzie, którzy nie są związani z mediami. Gdy pracowałam w Czwórce, przyszła do nas na reporterkę pewna dziewczyna. Powiedziała do mnie wtedy mniej więcej coś takiego: ,,Kurde, ty sobie tylko siadasz i mówisz”. Pomyślałam sobie wtedy, że ta dziewczyna nie zajdzie daleko w tym zawodzie, jeśli szybko nie zmieni w sobie takiego podejścia. Pamiętam też, jak jeszcze w Czwórce moim gościem był Tomasz Sekielski. On prowadzi zajęcia ze studentami. Kiedyś poszedł do nich na pierwsze zajęcia i od razu dostał pytanie: ,,Jak zostać znanym dziennikarzem?”. Ja odpowiedziałabym: ,,Zmień zawód, szukaj czegoś innego!”

,,Radio to kawał mojego życia. To moja pasja”.

Podobno są takie osoby, które są tak fenomenalne i potrafią pracować tak ,,na spontanie”. Ale coraz częściej wydaje mi się, że to tylko mit.

Kiedyś wydawało mi się, że to męska cecha. Często pracuję z mężczyznami (teraz przecież też prowadzę program z Marcinem) i wydaje mi się, że mężczyźni myślą, iż mają taką wrodzoną inteligencję. I w rzeczywistości często im się to udaje. Ale dziennikarstwo to misyjny zawód. Do naszej audycji ,,HaloZET” dzwoniła kiedyś kobieta, która powiedziała nam, że dokonała aborcji (W przypadku, kiedy to dziecko miało się urodzić chore, a ona po prostu bała się podjąć tego wyzwania, jakie przyniosło jej życie). Moim psim obowiązkiem jest wtedy poświęci jej swój czas. Być właśnie przygotowaną do takiej rozmowy.

Można powiedzieć, że słuchacze mają w waszym programie swoje ,,pięć minut”.

My nie traktujemy słuchacze jako punkt wybicia się do swoich historii. Słuchacz jest dla nas bohaterem. Mamy raporty telefoniczne. W jednej minucie potrafi do nas dzwonić kilkaset osób. Piszą do nas na Facebooku: ,,Próbuję się do was dodzwonić, ale nie mogę, więc napiszę tutaj…”. To właśnie w tym momencie jest ta niesamowita satysfakcja z pracy, którą tam wykonujesz.

źródło: www.facebook.com/radiozet/photos
 www.facebook.com/radiozet/photos

Mówisz o tej satysfakcji z zawodu dziennikarza, ale zastanawiam się, co ty zrobisz, jak kiedyś twój syn – Henio powie ci: ,,Mamo, idę w twoje ślady. Też chcę być dziennikarzem!”.

Powiem: ,,Synu, spoko! Jeśli to jest twoja droga, to nie ma problemu!”. Natomiast, powiem mu też, że to jest bardzo trudny zawód. Wczoraj myśląc o tym naszym spotkaniu, zastanawiałam się, o co ty mnie możesz dziś zapytać…?! Chodziłam do I Liceum Ogólnokształcące im. Zygmunta Krasińskiego w Ciechanowie. Ostatnio miałam spotkanie z kolegami z liceum…

A ty pochodzisz z tego słynnego Ciechanowa?

Tak. Z tego samego Ciechanowa, co Doda i prof. Bralczyk (śmiech). Do tej szkoły chodziło mnóstwo ciekawych osób. Niedawno miałam właśnie to spotkanie ze swoim znajomymi z liceum. To nie byli ludzie związani z dziennikarstwem i chcieli, żeby coś im tam poopowiadać o tym zawodzie – a ja ich chyba trochę przestraszyłam… Ale prawda jest taka, że to jest naprawdę trudny zawód. Ta praca wymaga bycia twardym człowiekiem. Media to miejsce pełne indywidualności. Można tam spotkać naprawdę specyficznych ludzi.

,,Pamiętam też, jak jeszcze w Czwórce moim gościem był Tomasz Sekielski. On prowadzi zajęcia ze studentami. Kiedyś poszedł do nich na pierwsze zajęcia i od razu dostał pytanie: ,,Jak zostać znanym dziennikarzem?”. Ja odpowiedziałabym: ,,Zmień zawód, szukaj czegoś innego!” ”.

Przetrwałaś rygor w programie ,,Rower Błażeja”. Myślisz, że to doświadczenie było pomocne w tym, co teraz osiągnęłaś?

Nie wiem. Ostatnio nawet myślałam nad tym, kiedy przyszły do naszego radia młode osoby. Ja przez pierwsze trzy miesiące pracy codziennie płakałam i mówiłam sobie, że nie dam rady. To, co przeżyłam, było czymś na wzór takiego ,,kocenia” w szkole aktorskiej – czyli pokazywanie pierwszym rocznikom, gdzie jest ich miejsce. Aż wreszcie przyszedł czas, kiedy musiałam po raz pierwszy sama zrobić program. Poszło mi wtedy dobrze, ludzie bili brawa. To był ten moment, kiedy się ode mnie odczepili. Z jednej strony uważam, że to było potrzebne. Trzeba trochę tego człowieka przeczołgać, by pokazać mu, że nie będzie tą gwiazdą dziennikarstwa. Gdy, ktoś przyjdzie i powie na dzień dobry: ,,Chcę być gwiazdą dziennikarstwa i zarabiać siedem tysięcy”, to ja go chętnie tak ,,przeczołgam”. Dziennikarz musi się nauczyć pokory, a z takim podejściem nigdy nim nie zostanie. Oczywiście tu nie chodzi o to, że chcę kogoś podać jakimś torturom (śmiech).

Ale ciebie podczas twoich początków radiu takiej ,,torturze” podał kolega, który zostawił cię samą przed mikrofonem.

A ty skąd to wiesz (śmiech)?

Czytałam wywiady z tobą (śmiech).

To ja to gdzieś powiedziałam?! Możliwe. No tak, to był Tomek Michniewicz (który teraz też pracuje w RadiuZet). Zaczynałam z nim pracę w Polskim Radiu. To był wtedy mój pierwszy program. On wyszedł, a ja zostałam. Byłam cała w szoku. Ale z perspektywy czasu myślę, że to też było potrzebne. Od zawsze uważam, że najlepszym dziennikarzem, jakiego znam jet mój tata. I tu nie chodzi o to, że on zrobi wywiad z Dodą czy Małgosią Rozenek. On potrafi zrobić wywiad z rolnikiem. To nie sztuka zrobić wywiad z kimś, kto żyje w mediach na co dzień, jest po studiach. Sztuką jest zrobić wywiad z kimś, kto nie chce rozmawiać i wstydzi się tej obecności w mediach.

301179_111249858980171_1750160_n
Justyna Dżbik- Kluge podczas spotkania z Krystyną Jandą w 2011r. , w momencie ubiegania się Warszawy o tytuł ,,Europejskiej Stolicy Kultury 2016”.

Tobie i Marcinowi teraz też zdarza się rozmawiać z takimi osobami.

No właśnie. Czasem jest tak, że koleżance, która odbiera połączenia, słuchacz mówi wszystko bez tego stresu, na luzie… Ale kiedy już wchodzi na antenę, pojawia się problem.

Nawet niedawno była taka sytuacja. Słuchacz do was dzwonił i jego wypowiedzi była dla mnie kompletnie niezrozumiała. Ty dopytujesz, Marcin dopytuje, ale z wypowiedzi słuchacza i tak dalej ciężko było cokolwiek zrozumieć.

Jeśli już ktoś z nami jest, to my próbujemy czegoś się od niego dowiedzieć. Dzwonią do nas naprawdę przeróżni ludzie, a ja przecież nie mam psychologicznego wykształcenia, owszem, czytam dużo takich książek i mam dużo znajomych psychologów. Ale to tylko jakaś mała baza. Co ja mam powiedzieć, gdy dzwoni do nas pani (kiedy był temat ,,mieć czy być?”) i mówi, że dla niej to chyba ,,być”. Jej matka zmarła, a ona właśnie wracała z jej mieszkania. Co ja mam wtedy zrobić? Mam przecież 32 lata, a ona ponad 60 – nie wiem, jak smakuje takie przykre doświadczenie. Moja matka na szczęście żyje. Mogłam tej kobiecie powiedzieć jedynie: ,,Dobrze, że twoja mama miała taką córkę, która po niej posprząta to, co zostało”.

,,To nie sztuka zrobić wywiad z kimś, kto żyje w mediach na co dzień, jest po studiach. Sztuką jest zrobić wywiad z kimś, kto nie chce rozmawiać i wstydzi się tej obecności w mediach”.

Czy zdarza ci się myśleć o osobach, które do was dzwoniły już po wyjściu ze studia? O ich historiach?

Miałam tak na początku, teraz już tak nie robię. Słyszałam o dziennikarzu, który miał taką nocną audycję i popadł w alkoholizm. Wracał do domu i nalewał sobie zawsze wino – w ten sposób spuszczał te wszystkie negatywne emocje. Na szczęście u mnie nie było aż tak źle. Na początku dzwoniła do ,,HaloZET” pani, której spalił się dom. Całe szczęście pomogli jej sąsiedzi. Zrobiłam wtedy wpis na Facebooku. To był taki mój sposób na to, żeby uwolnić z siebie trochę tych emocji. Wpis skomentowało i ,,polajkowało” wiele osób, a równocześnie w ten sposób zobaczyli tę drugą stronę pracy dziennikarza.

Na szczęście poza takimi smutnymi tematami są też te radosne chwile. Dzwoniła do was np. pani, która po prostu chciała się podzielić z wami tym, że niedawno się zakochała.

No właśnie! Zadzwoniła do nas, gdy szukaliśmy lekarstwa na jesienną chandrę. Uważam, że życie ma różne kolory. Radio ZET jest radiem, które ma założenie, że daje ludziom rozrywkę. Ale audycja ,,,HaloZET” to jest właśnie to miejsce, gdzie pokazujemy inne kolory naszego życia, a wydaje mi się, że ludzie chcą zobaczyć te inne kolory.

,,Słyszałam o dziennikarzu, który miał taką nocną audycję i popadł w alkoholizm. Wracał do domu i nalewał sobie zawsze wino – w ten sposób spuszczał te wszystkie negatywne emocje. Na szczęście u mnie nie było aż tak źle”.

Do polskich mediów publicznych przyszła zmiana. To było aż tak mocne zderzenie, że dalej nie mogłaś tam zostać?

To nie było zderzenie. To było zniszczenie tego, co tam jest. I tu nie chodzi o poglądy. Ale do kierowania mediami dorwały się osoby, które się na tym nie znają. Osoby, które otwarcie przychodzą do nas do Jedynki i mówią: ,,No my tu Państwa za bardzo nie znamy. My słuchaliśmy Trójki”. Jak tak można powiedzieć ludziom, którzy od tylu lat dają z siebie wszystko?!? Pierwsza ich prośba była taka, żebyśmy wysłali swoje cv – wiesz ja mogę wysłać swoje CV, ale prosić o to np. panią Marię Szabłowską?!? To było po prostu bezczelne. Przyszła tam grupa dyletantów bez pokory.

Byli pewni siebie, bo mają władzę.

Rozumiem, jak ktoś jest pewny siebie, kiedy zna się na rzeczy. Ale kiedy, tak nie jest, to ja tego kompletnie nie rozumiem. Przełomowym momentem byłam dla mnie w tym wypadku rozmowa o Lechu Wałęsie – o tym, czy był TW ,,Bolkiem” czy nie. To była rozmowa Antoniego Trzmiela z TV Republika i Cezarego Gmyza, który jest zajadłym wrogiem Wałęsy. Panowie w tej rozmowie po prostu ,,rozjechali” Lecha Wałęsę. Stałam w studiu obok i pomyślałam: „To ja mam teraz tam wejść i spokojnie dalej prowadzić program?! Przecież to nie jest dziennikarstwo”. Rozumiem, gdy pokazywane są dwie strony w takich dyskusjach. Nigdy nie ma 100 proc. pewności i 100 proc. obiektywizmu, ponieważ każdy człowiek widzi swoimi oczami. Ale zawsze wtedy jest jakaś przyzwoitość. Tej przyzwoitości niestety wtedy tam zabrakło. Absolutnie tak się nie robi w mediach, które są własnością całego narodu. Naród to nie jest jeden kolor, ale wiele – a zdaniem niektórych nawet cała tęcza (śmiech).

Zakończyłaś pracę w Polskim Radiu, przeszłaś do RadiaZet. To jak było z tym pierwszym dniem w pracy, z poznaniem Marcina?

Było strasznie, byłam załamana – właśnie dziś mu to powiedziałam (śmiech). A on do mnie: ,,Co ty tam mówisz?! Na początku nie było tak źle”. Przyszliśmy z dwóch rożnych światów. Szefowa jeszcze przed tym poznaniem Marcina powiedziała do mnie: ,,Przyjdź w poniedziałek, poznasz Marcina – będzie dobrze, jak się polubicie”. Jak słyszysz: ,,będzie dobrze, jak się polubicie”, to od razu myślisz, że za nic w świecie się nie polubisz z tą osobą.

14711835_1775175782699738_411541442725412864_n
  Na zdjęciu z Marcinem Łukasikiem, z którym Justyna prowadzi audycję ,,Halo ZET”.   www.facebook.com/radiozet/photos

To jak przyszłaś na to pierwsze spotkanie z Marcinem Łukasikiem, to mogłaś do niego rzucić takim tekstem: ,,Jestem z Ciechanowa. Słyszałeś, że ,,królowa jest tylko jedna”? Ja ci podpowiem, kto będzie rządził w tym programie. Ma na imię Justyna” (śmiech).

Nie, broń Boże (śmiech). W końcu poznałam tego Marcina, który jest ode mnie o dychę młodszy, jest szczylem i dopiero buduje to swoje dziennikarskie doświadczenie.

Wasza historia wygląda, jak scenariusz jakiejś amerykańskiej komedii (śmiech).

Trochę tak. Stara baba z mężem, dzieckiem i doświadczeniem…

No przestań! Nie mów, że jesteś stara.

No nie, nie taka stara, ale wiesz… I do tego taki młody ,,szczylek” (śmiech). Ale widzisz ktoś, kto kreował ten program, to miał łeb! Teraz nie wyobrażam sobie z kimś innym prowadzić tej audycji. Ja tego swojego Łukasika nikomu nie oddam! Powtarzam, nie oddam! (śmiech).

To pewnie Marcin też nie chciałaby z kimś innym już prowadzić tej audycji.

Myślę, że tak nie jest. On pewnie nie lubi ze mną pracować (śmiech). Ale jakiś czas temu Marcin (który jest zawsze z siebie niezadowolony i oszczędny w komplementach) powiedział: ,,Wiesz, te nasze rozmowy są nawet błyskotliwe”. To ja tu wypluwam flaki… I co słyszę?! ,,Te nasze rozmowy są nawet błyskotliwe”. No nie, dzięki!

13239907_10154195607639530_779768124089202032_n
 www.facebook.com/radiozet/photos

A jest coś, czego ty się uczysz podczas tej pracy z nim?

Na pewno trochę dystansu i tego poczucia humoru. Coraz bardziej pasuje do mnie jakoś ten jego gimnazjalny humoru. Ostatnio np. zapytał mnie, jakie lubię puenty. A ja mówię: ,,Co?! No nie wiem. Będzie taka, jaka ci wyjdzie na żywo”. Ale później zaczęłam się nad tym zastanawiać. I pomyślałam, że on ma rację. Przecież my mamy mało czasu, a musimy się w nim wyrobić. Poza tym, on jest młodszy. Ma całkiem inną energię. On jara się iPhone-m, Snapchat-em ( ja nie mam na to wszystko czasu). Interesują go te głupie grupy na Facebooku. Ale to dobrze, bo przecież tam możemy znaleźć jakiś temat do audycji. Zresztą on jest na innym etapie życiowym – dziewczyny, imprezy i zabawa. Ja jestem już po etapie pieluch – mam dziecko i męża. Mimo wszystko myślę, że zaczynamy powoli z Marcinem tworzyć fajny antenowy duet.

,,[…] ktoś, kto kreował ten program, to miał łeb! Teraz nie wyobrażam sobie z kimś innym prowadzić tej audycji”.

Podczas tej wspólnej pracy w duecie dajecie często zwykłym ludziom chociażby tą możliwość wygadania się, podzieleni się własną historią i sprawiać, że chociaż na moment u kogoś pojawi się ten uśmiech na twarzy. To jaką masz radę dla tych początkach dziennikarzy, którzy też w przyszłości chcieliby mieć taką satysfakcję z pracy jak ty?

Niestety trzeba dużo pracować (śmiech). W dziennikarstwie nic nie przychodzi od razu. Podstawą jest bycie pracowitym. Dziennikarz nie może być obojętny wobec ludzi. Jak nie lubisz ludzi, to nie bądź dziennikarzem. To praca w usługach – dla widzów, czytelników czy słuchaczy. Zdarza się, że dziennikarze mają takie podejście: ,,My jesteśmy najważniejsi. Kształtujemy gust” – to nieprawda. Pewnego dnia ,,słupki” ci spadną, a widzowie nie będą już chcieli cię słuchać. Bez tego społecznego zaplecza, atencji i szacunku nie zajedziesz daleko w tym zawodzie.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.