[RECENZJA] WEISS – „33 HOURS”
Szymon Weiss to artysta targany przez sprzeczne emocje. Dzięki jego albumowi „33 Hours” możemy posłuchać jak brzmi uporządkowany chaos w jego głowie.
Szymon Weiss to artysta targany przez sprzeczne emocje. Jednocześnie świadomy samego siebie i wyrażający celne poglądy na tematy polityczne. Dzięki jego albumowi „33 Hours” możemy posłuchać jak brzmi uporządkowany chaos w jego głowie.
Weiss to nowe autorskie wcielenie człowieka stojącego za projektem Elektrische.TV. Argumentował on, że czuje się na tyle świadomym artystą, iż nie musi już tworzyć jako alter-ego, tylko chce ładować sukcesy na swoje producenckie konto. I rzeczywiście może się to okazać dobrą decyzją, bo mnogości wykorzystania przez niego przeróżnych instrumentów elektronicznych, sampli, beatmaszyn czy zazębiających się rytmów w siedmio- i ośmiominutowych utworach trudno ocenić krytycznie.
Uwielbiam albumy koncepcyjne i dlatego FINE TUNE ochoczo zgodziło się na promocję tego krążka. Już od pierwszego utworu zagłębiamy się w enigmatyczną jazdę osadzoną głównie na średnio- i wysokotonowych nutach, poszatkowanych niejednoznacznym beatem podkręcanym intrygująco pukającą stopą. Cały album tętni i pulsuje – jakby przelewała się przez niego krew prosto z mózgu artysty. I ściekając po ramionach, klawiszach midi i klawiaturze komputera, przesączyła się na ścieżki płyty, by zdigitalizować się w 44,1 kHz. Powstało z tego dzieło surowe, niełatwe, ale dość spójne. Jedyne braki w spójności to nazwy piosenek „z dupy” oraz stanowczo za długie krążenie wokół melodii z „Mr. Constable”. A powrót do niej na sam koniec płyty w niejako drugiej części tego samego utworu wywołało we mnie przeczucie jakby artysta nie pozwalał nam opuścić swojej przestrzeni, tylko kazał nam czuć się niekomfortowo aż do samego końca. To zabieg co najmniej specyficzny. Pokazuje, że Weissowi do Coila i Psychic.TV jeszcze daleko.
Miło, że piosenki płynnie przechodzą jedna w drugą i tworzą wrażenie nieustannie wibrującego longplaya. Powiedziałbym nawet, że pierwsza połowa albumu brzmi jak jeden maxi-singiel, jedynie o nieco odmiennych barwach muzycznych. Dobrze też, że wśród tła muzycznego znajdziemy mroczny tembr głosu Igora Szulca z Adre’n’Alin. Jeszcze lepiej, kiedy w przestrzeniach reverbu zawyje klawisz przypominający syrenę strażacką. Z kolei specyficznie, że mix i mastering płyty walczą same ze sobą – nawarstwiając się i potęgując tylko po to, żeby nagle przerwała je smuga elektronicznego sampla. Takie pseudoaudiofilskie zabiegi nie każdemu mogą przypaść do gustu. Najgorzej, że w gruncie rzeczy jest to album bardzo nieróżnorodny. Nie targa emocjami słuchacza, raczej nim rządzi, uwodzi, każe słuchać i podporządkowywać się rytmowi. To właściwie podobnie jak sam Szymon Weiss w rozmowie na pozornie trywialne tematy.
7,5/10
Kuba Styczyński
O autorze:

- Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od 2015 r. związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.
Najnowsze publikacje:
Wywiady08/25/2020[WYWIAD] Maciej Werk z Hedone: Tworzenie kompilacji jest jak wehikuł czasu
Wywiady08/11/2020[WYWIAD] OLENA: Piosenki składam z własnych emocji i przeżyć
RECENZJE08/08/2020[RECENZJA] ROGI CLUSH – „EVEN GODS”
Wywiady08/08/2020[WYWIAD] Yaszczuk: Pisanie piosenek to układanie puzzli z własnych myśli




