[RECENZJA] Oly. – „Home”
Recenzujemy debiutancki album młodziutkiej songwriterki Oly., zatytułowany „Home”.

RECENZUJEMY DEBIUTANCKI ALBUM MŁODZIUTKIEJ SINGER/SONGWRITER – OLY., ZATYTUŁOWANY „HOME”. PRZECZYTAJ!
Oly. to zaledwie 21-letnia artystka, stawiająca dopiero pierwsze, poważne kroki w świecie muzycznym. Jej debiutancki album „Home”, wydany nakładem wytwórni Nextpop, jest uroczą kompozycją finezyjnych dźwięków, będących odzwierciedleniem nieco infantylnego i prostodusznego stylu wokalistki. Oly. w swojej muzyce wykorzystuje magiczną kalimbę oraz wesolutkie ukulele, co sprawia, że jej utwory są pełne ciepłych, akustycznych brzmień, napełniających słuchacza pogodą ducha.
Na albumie znajdziemy trzynaście autorskich piosenek, wszystkie napisane przez artystkę w języku angielskim. Nic dziwnego, gdyż Oly. jest studentką filologii angielskiej, co dodatkowo działa korzystnie na płynność i swobodę, z jaką posługuje się tym językiem. Dyskretne i subtelne melodie zebrane na płycie, miejscami zostały urozmaicone bardziej wyrazistą gitarą elektryczną, miękką perkusją, wrażliwym pianinem, melancholijną wiolonczelą oraz rozmaitymi, szumiącymi dźwiękami z syntezatora. Gdzieniegdzie możemy też usłyszeć odgłosy natury, chodzenia, skrobania pióra na papierze, puknięcia oraz trzaski pochodzenia naturalnego, a także, o czym przeczytałam w książeczce, szelest niebieskiej torby z IKEA. Niebywale przyjemnym uczuciem jest, kiedy lekkie formy utworów przetrzymują słuchacza, niczym misternie utkana sieć, w stanie permanentnego relaksu. Pozwalając na całkowite odprężenie i chłonięcie każdego nietypowego dźwięku pojawiającego się w tle głównej melodii. Album „Home” zaskakuje więc, nie tylko wyciszonymi i bezpretensjonalnymi kompozycjami, ale przede wszystkim pomysłowością, która wkrada się w każdą prostą nutę, tworząc z niej małe arcydzieło. Ponadto, do zagrania tych wszystkich pięknych dźwięków zaproszono innych artystów Nextpopu, uzyskując w ten sposób mieszankę talentów, należących do: Kari, Fismolla, Milky Wishlake’a oraz Baascha.
„Album „Home” zaskakuje więc, nie tylko wyciszonymi i bezpretensjonalnymi kompozycjami, ale przede wszystkim pomysłowością, która wkrada się w każdą prostą nutę, tworząc z niej małe arcydzieło”.
Zaczynając od skromnego My Dear Friends z zachwycającymi dźwiękami kalimby, przechodzimy do pierwszego singla, czyli Afterlife, który w przeciwieństwie do tytułu, tętni życiem. Bogactwo instrumentów i różnorodnych dźwięków wypełniających ten kawałek, przyciąga słuchacza swoją przebojowością, a milutki, dziewczęcy wokal Oly. urzeka czystością. Potem mamy oparty na ukulele Flame i gitarowy Rainhill – utwory rozwijające się ze spokojnych melodii, w energiczne opowieści o miłości i przyjaźni. Przystajemy na chwilę przy The Chapter, aby na nowo zatopić się w pojedynczych brzdęknięciach ukulele i ponurych partiach wiolonczeli. Następnie w Growing Young zanurzamy się w świecie natury i klimatu niemalże etno, tworzonego poprzez użycie bębna tonunge drum oraz gitary zbudowanej z pudełka po cygarach, nazywanej cigar box.
„I’m sinking in my time
I’m sinking in my time
I’m looking for eyes that
are full of fear like mine”
– Oly. „The Chapter”
Dochodzimy do pozycji siódmej, czyli z początku melancholijnego Guardian, który rozbudza się dzięki potędze elektrycznych gitar i rytmicznej perkusji. Kolejny utwór Cemeteries Of Lights jest popisowy jeżeli chodzi o dawkę elektroniki zawartej na płycie, swobodnie płynie w czasie, podrygując raz za razem. Na pozycji dziewiątej znajdziemy drugi singiel – The Loneliest Whale On Earth, rozbrzmiewający melodyjnymi klawiszami oraz różnego rodzaju przeszkadzajkami. Występuje tutaj np. owa słynna torba z IKEA, a nastrój dodatkowo potęgują chórki w wykonaniu Low Roar. Do końca płyty pozostały cztery kawałki – oszczędny w instrumenty King Of Wind, którego główną atrakcją jest nieśmiały wokal, syntetyczne porywy wiatru i czarująca końcówka Kari na pianinie, wzbogacona głębokim brzmieniem wiolonczeli; malowniczy i na poły indie rockowy To Linden; mój ulubiony, zaraz po „Afterlife” numer, czyli hipnotyzujący Response, ze świetną gitarą i biegnącą perkusją oraz self-remix pierwszego utworu, zatytułowany From The Past, który rozbudowano o gitary basową i elektryczną, a także bębny.

Debiutancki album Oly. – „Home”, jest kunsztowną zabawą drobnymi instrumentami, akustycznymi dźwiękami oraz naturalnymi rozpraszaczami. Urozmaicony elektronicznym tłem oraz mocnymi gitarami i perkusją, zasługuje na miano prawdziwego alternatywnego indie folku. Natomiast mroczniejsza strona wydawnictwa, powinna zaspokoić oczekiwania i gusta osób mniej wrażliwych na prostotę i oszczędność w formie, fascynując kreatywnością i różnorodnością. Muszę dodać, że sposób wydania albumu również jest niezwykle dobrze przemyślany i dopracowany, plasując swój artwork na wysokiej pozycji mojej osobistej listy najładniejszych okładek tego roku, zaraz za płytą Kucz & Klake, wydaną przez Requiem Records. Na zakończenie mogę powiedzieć, że szczerze gratuluję Oly. niebanalnego wejścia na rynek i z zaciekawieniem będę obserwować dalszy rozwój jej kariery, a Wam polecam przesłuchać „Home” wiele razy, aby odkryć wszystkie, skrzętnie pochowane smaczki.
Ocena: 8+/10
Nela Grabowska
PS. Szklany ptak z głównego zdjęcia by Glasseria
O autorze:

- Miłośniczka powieści, filmów Woody'ego Allena i Wesa Andersona. Zakochana w muzyce brytyjskiej. Romantyczka. Ulubiony gatunek: indie rock.



