[RECENZJA] CONTRAIL DEMO
Mała recenzja małej demówki zespołu Contrail.

To znowu Ja, wasz przesympatyczny dziennikarz. W moje niecne, gitarowe dłonie wpadł bardzo interesujący materiał demo bandu Contrail, które to przesłuchałem z wszystkich stron. Oto moje wrażenia nazwane na potrzeby serialu, recenzją. Zapraszam.
Okładka niepozorna, bardzo gustowna, mówi mniej więcej tyle, co radziecki lejtant do załogi samochodu obitego blachą – wpierjod, jechat na tanka! w wolnym tłumaczeniu nie zastanawiaj się tylko słuchaj. Po samym coverze demówki skłonny jestem powiedzieć, że przed sobą mam post rockowy, post metalowy, a może i progresywny album. Zapuszczam pętle odtwarzania, słuchawki na miejscu i wtapiam się.
„Zacierałem dłonie na myśl, co szykują dla mnie pozostałe dwa utwory: może jakąś ścianę dźwięku? Progresywny rock, albo uber pro post metal z nisko opuszczonymi szlufkami spodni?”
Materiał ujmę w jednym zdaniu, będącym w mowie Brytyjczyków – I just want to fade out the well we were stuck in. Chciałbym zniwelować to, w czym utknęliśmy, jeśli mogę się pokusić o takie tłumaczenie. I Just Want To jest pierwszym członem frazy tej demówki. Jest niesamowity, niepokojący, tajemniczy. W tej nieco pokracznej atmosferze melodii jest wzór. Coś bez czego nie uległbym wrażeniu pt. O, jakiś album z post rockowym zacięciem! Zacierałem dłonie na myśl, co szykują dla mnie pozostałe dwa utwory: może jakąś ścianę dźwięku? Progresywny rock, albo uber pro post metal z nisko opuszczonymi szlufkami spodni?
Okazuje się, że jest to płynne przejście do kolejnego elementu, a mianowicie Fade Out. Kojarzycie to zacięcie garażowych bandów? Punk rock, zabarwiony grunge’m? Potargane włosy, trampki, zblazowany gitarzysta, który wyciska ścianę dźwięku ze swojego Telecastera? Gość z potężnymi bicami za sterami perkusji, cichy basista i wokalista z największą grzywą, który wykrzykuje buntowniczy tekst? Fade Out jest nostalgiczne, ale i skoczne. Lekko, acz zdecydowanie pokazuje charakter.
Było to preludium to crescendo w osobie The Well We Were Stuck In. Muszę przyznać, że poczułem tutaj lekkie smaki inspiracji semantik punk, ale bardzo możliwe, iż były to tylko moje odczucia (nawet jeśli, to posądzam Contrail o świetny gust). To, co towarzyszyło mi przez ten numer, to uczucie powrotu do czasu podstawówki, gdzie w moim życiu i życiu moich kolegów królowała deskorolka. Pierwszy rap, a przede wszystkim coś, co nazywano skate punk. Kojarzę to z godzin, jakie spędzałem na kultowej grze z Tonym Hawkiem w roli głównej. No i z czasem, gdy całowałem Matkę Ziemię podczas jazdy na deskorolce… ta nostalgia. Właśnie tym słowem, nostalgia, mogę opisać omawiany numer. Czasy letniego szaleństwa, które nigdy nie wrócą. Bez trosk, przytłaczającego życia i zbytnich obowiązków.
„Przyswajalne w formie i treści. Smaczne. Powodujące niedosyt, bo historia urwała się w środku.”
Sumując i podchodząc do lady, mówię pani Grażynce – to świetny materiał proszę Pani, ale proszę zimną colę w szklanej buteleczce. Z opuszczonych spodni, które kupiłem w skate shopie wyciągam należność i wychodzę zostawiając pani Grażynce demko. Puszczam je w świat, bowiem przeżyłem nostalgiczną podróż. Alternatywnie? Ależ owszem, jak najbardziej. Przyswajalny punk, przechodzący w shoegaze’ową ścianę dźwięku – dokładnie tym to jest. Przyswajalne w formie i treści. Smaczne. Powodujące niedosyt, bo historia urwała się w środku. Czekam na EPkę dokładnie w takim samym tonie co rzeczone demko. Szybujecie wysoko i lądujecie poza punktem konstrukcyjnym Contrail.
Ocena w postaci siódemki leci do Contrail z jednego powodu. Jest to materiał dobry, jednak zbyt wąski objętościowo, aby mógł wystawić coś wyższego. Usłyszałem tylko początek, małą część, którą równie dobrze może okazać się jedynym dobrym elementem na albumie. Nie umniejsza to potencjału, tylko sprawia, iż wyższa nota będzie mało wiarygodna.
7/10
Kamil Karpiuk
O autorze:
- Biografia? Chyba mam zbyt mało lat w metryce, aby porwać się na taki kawałek sztuki pisanej. Z urodzenia Południowe Podlasie, z zamieszkania Warszawa. Dzień bez muzyki jest dniem straconym, bezwartościowym i nudnym. Traktuje to jak kawę, lek, odtrutkę, narkotyk. Od wielu lat usilnie i z pasją brzdąkam na instrumencie strunowym szarpanym, a osiem miesięcy temu moją miłość do muzyki przekułem w bloga.



