[RECENZJA] I SCREAM MAN –
„CTRL+C CTRL+V” (8BIT’N’ROLL)
Recenzja „ctrl+c ctrl+v” autorstwa I Scream Man.

JEDNOOSOBOWY PROJEKT I SCREAM MAN JEST ELEKTRONICZNYM EKSPERYMENTEM, POKAZUJĄCYM ŚRODKOWY PALEC WSPÓŁCZESNEJ SCENIE ELEKTRONICZNEJ, DZIĘKI EPCE „CTRL+C CTRL+V”.
Pierwsze, co nasuwa się na myśl to chiptune – muzyka tworzona przy pomocy układów dźwiękowych. Przypomnijcie sobie pierwsze syntezatory, chipy i elektroniczne dźwięki podobne do zacinającego się dysku twardego. Stąd blisko do SID metalu, granego przez pewną szwedzką formację. Autor i I Scream Man określa graną przez siebie muzykę jako 8bit’n’roll.
Zawartość materiału jest równa liczbie pięć. Wejście opatrzone zostało utworem „Chcę być jak ty”, które w elektronicznej fali dźwięku przywodzi na myśl stare platformówki, przy których traciłem godziny przed komputerem. Lekko industrialne, przyjemne, choć na dłuższą metę męczące. Swoją metodycznością i powtarzalnością, numer ten może samodzielnie wybijać wanny z blachy w jakiejś fabryce. Największy potencjał brzmieniowy posiada „I tak nie przesłuchasz tej płyty”. Nie powiem, trafił tym idealnie w to, co chcę przekazać, bowiem jedynie ta piosenka ma w sobie solidne pokłady energii i przyswajalności dla słuchacza. Typowe i łagodne wejście, jest swego rodzaju fintą, bowiem myli słuchacza i atakuje go mocnym refrenem wraz z falą gitarowego dźwięku.
Gorzej wypadają „Kopiuj wklej” i „Miasto masa maszyna” czy „Komety i papierosy”, które są do siebie zbyt podobne. Czasami przez ścianę dźwięków pochodzących z chipów oraz beatów granych na GameBoy’u przebije się jakiś nikły dźwięk gitary. Przy dłuższym słuchaniu linia melodyczna staje się bardzo monotonna i męcząca, bowiem przeplatanie wysokich dźwięków o różnej głośności powoduje uczucie świdrowania głowy. Niestety, jest to okrutna prawda. Przekładanie dźwięków prosto z retro gier komputerowych nie jest popularne, a co najważniejsze, nie znajduje zbyt wielu entuzjastów. Może dlatego ścieżka dźwiękowa w grach starej daty tylko przygrywała, a nie wiodła prym. No i pomyślcie o występie na scenie takiego wykonawcy – jeden syntezator, podłączony do niego GameBoy i może czapka z daszkiem odwrócona do tyłu oraz plakaty Mario czy Contry. Serio, naprawdę? No i ta irytująca maniera, próbująca naśladować styl Fisza. Na tworzeniu zdań pozornie z sobą niezwiązanych i pozbawionych logiki w składni. No niestety, tutaj nie wyszło i nie miało prawa.
Sumując i podając na gorącym półmisku: osobiście znajduję w materiale jeden pozytywny punkt w postaci piosenki nr 2. Kawałek witający jest możliwy do strawienia, ale im dalej w materiał, następuje zdecydowany przesyt. Sprawa jest bardzo bezlitosna – chiptune ma swoją niszę, nie jest to popularny gatunek, który przypadnie do gustu większej grupie. Brzmienie zdecydowanie adresowane do tych nielicznych fanów takich linii melodycznych, wielbicieli retro gier video i komputerowych maniaków.
5/10
Kamil Karpiuk
O autorze:
- Biografia? Chyba mam zbyt mało lat w metryce, aby porwać się na taki kawałek sztuki pisanej. Z urodzenia Południowe Podlasie, z zamieszkania Warszawa. Dzień bez muzyki jest dniem straconym, bezwartościowym i nudnym. Traktuje to jak kawę, lek, odtrutkę, narkotyk. Od wielu lat usilnie i z pasją brzdąkam na instrumencie strunowym szarpanym, a osiem miesięcy temu moją miłość do muzyki przekułem w bloga.



