[WYWIAD] CHØCØLATE: MUZYKA POTRAFI PRZENOSIĆ W CZASIE
Nie piszą piosenek o swoim życiu. Chcą, by ich utwory przenosiły do całkowicie innej rzeczywistości. Poznajcie nowy polsko-kanadyjski zespół z Lublina – CHØCØLATE
Nie piszą piosenek o swoim życiu. Chcą, by ich utwory przenosiły do całkowicie innej rzeczywistości. Poznajcie nowy polsko-kanadyjski zespół z Lublina – CHØCØLATE

Spotykamy się po godzinie osiemnastej – podobno nie wolno już wtedy jeść czekolady. Zdarza wam się łamać to zalecenie?
Marcin: No pewnie! Ja uwielbiam jeść czekoladę, kiedy się uczę. Generalnie wtedy lepiej mi się pracuje.
Victor: Wszystko zależy od humoru. Ale pojawia się jeszcze pytanie: lepiej jeść, czy pić czekoladę?! Ja na przykład wolę pić, bo jest przecież alkohol z dodatkiem czekolady. I myślę, że zdecydowanie pić – łatwiej wchodzi! (śmiech).
Macie może taką rzecz – oczywiście oprócz czekolady – bez której nie wyobrażacie sobie każdego dnia?
Krzysiek: Szczerze?! U nas chyba nie ma takiego dnia bez naszej rozmowy na facebookowej grupie.
Marcin: Zdecydowanie! Kiedy nie ma dyskusji na Facebooku, to znaczy, że coś się dzieje niedobrego. Tam rozmawiamy o wszystkim – są memy, muzyka, nowe koncepcje, koncerty… Nasze rozmowy nie są z pewnością monotematyczne. Jesteśmy grupą przyjaciół, nie mamy więc przed sobą żadnych tajemnic.
A są też takie wirtualne kłótnie?
Marcin: Oczywiście!
Piotrek: U nas jest tak, że w jednym momencie chłopaki gdzieś tam się posprzeczają, a za chwilę idą już wspólnie na piwo. Wiem, że to bardzo trudne, ale my staramy się oddzielić życie prywatne od tego pola pracy w zespole.
Marcin: Ale nawet, kiedy się kłócimy, to zawsze jest tak, że musimy ten problem rozwiązać – nigdy tego nie zostawiamy. Kiedyś usłyszałem, że największym minusem jest sytuacja, kiedy zespół zamiata jakieś konflikty pod dywan – wiele grup przez to się rozpadło.
,,U nas jest tak, że w jednym momencie chłopaki gdzieś tam się posprzeczają, a za chwilę idą już wspólnie na piwo. Wiem, że to bardzo trudne, ale my staramy się oddzielić życie prywatne od tego pola pracy w zespole”.
Ty i Piotrek studiujecie bardziej ścisłe kierunki, które z pewnością wymagają ogromnego nakładu pracy i poświęcenia dużej ilości czasu – skąd więc pojawił się wam pomysł na założenie zespołu?
Marcin: Jeśli chodzi o początek tego projektu, to muszę wrócić do naszego wcześniejszego zespołu (The Lipstick Monkeys), który tworzyliśmy z Victorem. Tak się złożyło, że Victor musiał wyjechać, a reszta członków poszła w swoją stronę i zajęła się już innymi sprawami – wszystko wtedy rozeszło się tak naturalnie. To był tylko koniec zespołu, ale miłość do muzyki nadal pozostała. Do założenia tego składu przyczyniło się połączenie naszych znajomości w jednym momencie. Z Piotrkiem znam się od czasów szkolnych, z Krzyśkiem poznałem się bliżej w czasie kiedy Victor był w Anglii. Splot okoliczności spowodował, że wspólnie wpadliśmy na ten pomysł, by założyć CHØCØLATE.
Zastanawiam się, czy wy wiecie, że macie coś wspólnego z Aztekami…
Victor: Chodzi ci o czekoladę?!
Tak, chodzi mi właśnie o ten wątek. Aztekowie uwielbiali czekoladę, do której podobno dodawali jeszcze środki halucynogenne – tak się ”bawili” (śmiech). Jak to jest u was z tym wolnym czasem – często spędzacie go razem?
Piotrek: Tak, i to zazwyczaj tak jak Aztekowie (śmiech).
Victor: Może u nas nie jest aż tak ostro. Lubimy spędzać wspólnie ten czas przy piwku, czasem zrobić jakiś remix…
Wypady też wspólnie czy raczej każdy w swoją stronę?
Piotrek: Tak! Co najmniej raz w tygodniu (śmiech). I chyba na takich wypadach nasze relacje najbardziej się zacieśniają.
Podczas tych wspólnych wypadów powstają muzyczne pomysły?
Victor: Zdecydowanie nie! Kiedy mamy wspólny wypad, to odpoczywamy. Pomysły na to, co będziemy realizować przedstawiamy na próbach. Ja mam więcej wolnego czasu od chłopków, więc staram się tworzyć właśnie wtedy.
Niektórzy muzycy piszą swoje teksty na bazie jakichś swoich przeżyć, inni inspirują się książkami, jakimś filmem… Jak to jest u ciebie?
Victor: Żaden z moich tekstów nie jest inspirowany moim życiem. Chcę stworzyć inną rzeczywistość, kiedy piszę moje utwory. Ale rozumiem też wokalistów, którzy inspirują się na przykład swoją nieszczęśliwą miłością, jakimś ważnym zdarzeniem ze swojego życia czy ciekawą książką. U mnie nie ma jakieś konkretnej tematyki w tekstach. Lubię zostawić duże pole do interpretacji dla słuchacza. Nie chcę, by ktoś musiał się dopasowywać do naszych piosenek. Wolę, by te kawałki były niezależne od humoru.
Teraz zadam jedno z najbardziej znienawidzonych pytań przez muzyków. Uwaga! Panowie, skąd ta nazwa?
Marcin: Nie pamiętam dokładnych okoliczności, kiedy powstała nazwa ”CHØCØLATE”. Ale to było kolejne z serii podejść do tego, by wreszcie znaleźć jakąś nazwę dla naszego projektu. Rozmawiałem na ten temat z moją dziewczyną, a ona właśnie zaproponowała, że może niech to będzie: ”CHØCØLATE”. Napisałem o tym pomyśle do Victora i okazało się, że w sumie też myślał nad takim rozwiązaniem. Nazwa bardzo popularna, ale Victor wpadł na pomysł, by dać przekreślone ”o”. Później przekazaliśmy ten pomysł do Krzyśka i Piotrka. Co prawda było lekkie kręcenie nosem, ale jakoś się zgodzili na to rozwiązanie (śmiech).
Piotr: Czepiałem się o to przekreślone ,,o”, chodziło o szczegóły…
Marcin: Chodziło o to, żeby nasza nazwa przyjemnie się kojarzyła. Czekolada kojarzyła nam się właśnie z czymś, co jest słodkie, przyjemne…
I z dzieciństwem?
Victor: No u mnie na pewno! Ważyłem troszkę więcej w dzieciństwie… Trochę inną dietę mieliśmy w Kanadzie (śmiech).
,,Lubię zostawić duże pole do interpretacji dla słuchacza. Nie chcę, by ktoś musiał się dopasowywać do naszych piosenek. Wolę, by te kawałki były niezależne od humoru”.
Właśnie miałam pytać czy ta kanadyjska czekolada jest lepsza od polskiej.
Krzysiek: Była dobra, jakby mu nie smakowała, to by nie jadł (śmiech). Ale wracając do nazwy, kręciliśmy nosem, bo repertuar możemy zmienić w każdej chwili. Nazwy już nie pozbędziemy się tak łatwo, to zostaje z nami praktycznie na zawsze.
Marcin: Być może chłopcy mieli wtedy masę wątpliwości, bo tworzyliśmy w tamtym momencie trochę mocniejszą muzykę. Teraz w tej kwestii trochę się u nas zmieniło.
Victor: No oczywiście nazwa jest bardzo ważna. Ale spójrzmy na to z innej strony, gdyby teraz ktoś wymyślił taką nazwę jak The Beatles czy Arctic Monkeys to z pewnością też ktoś kręciłby nosem, że mu się to nie podoba. Na początku podchodziliśmy do tego zbyt krytycznie. Później zrozumieliśmy, że takie szczegóły są mało istotne.

Niedługo zaprezentujecie swoją pierwszą epkę. Jakiej muzyki będzie można się na niej spodziewać?
Victor: Ludzie, którzy słuchali naszego singla będą naprawdę zaskoczeni naszym nowym materiałem, który znajdzie się na naszej debiutanckiej epce. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, ale z pewnością będzie duża różnorodność. Pozostajemy przy klimacie indie, ale jest też dużo mieszania.
Marcin: Będzie też dużo syntezatorów.
Kogoś zaprosiliście z zewnątrz do współpracy? Czy raczej poruszacie się w gronie znajomych?
Marcin: Z doświadczenia w pracy nad poprzednimi projektami wiemy, że w Lublinie jest ciężko z realizatorami. Dlatego doceniliśmy wtedy to, jak brzmi SUUMOO, Stonkatank czy Flemings, i w ten sposób zdecydowaliśmy się na współpracę z Borysem Kunkiewiczem. Mimo braku czasu Borys zdecydował się zrealizować nasz singiel. Wiemy, że to producent, z którym współpraca przynosi dobre rzeczy i tworzy nić porozumienia – my potrzebujemy takiej osoby.
Macie już tytuł dla waszej epki?
Victor: Myśleliśmy, żeby ją nazwać ”Jewelry”.
Dlaczego akurat ta nazwa?
Piotrek: Graliśmy akurat utwór o tej nazwie i właśnie wtedy odnaleźliśmy nasz właściwy kierunek. Od tego numeru zaczęliśmy tworzyć coś zupełnie nowego – to był ten przełomowy moment.
Spotykam osoby, które uważają, że w dzisiejszych czasach nie warto wydawać płyt w takiej materialnej formie, bo jest przecież internet – myślicie, że mają trochę racji?
Piotr: Ja może odwrócę całą sytuację. Uważam, że ludzie, którzy sądzą, że muzyka powinna być tylko na płytach są zbyt konserwatywni. W dzisiejszym świecie muzyka w ogromnym stopniu istnieje w internecie.
Ale niektórzy artyści wycofują się ze Spotify…
Piotrek: No właśnie, i to jest dla mnie dziwne podejście.
Victor: Ale takie wielkie gwiazdy mogą sobie na to pozwolić. Oni mają już wielu fanów, nie stracą na tym zbyt wiele. Wszystko zależy od skali popularności.
Piotrek: Wiele osób też tak ma, że sprawdzają Spotify przed kupieniem płyty… To dobry sposób, by sprawdzić, czy warto ją mieć. Ale jestem też pewny, że fizyczny przemysł muzyczny nie umrze, winyle są tego najlepszym przykładem.
Krzysiek: Liczy się też ten aspekt wizualny. Jest wiele osób, które kupują płytę ze względu na okładkę – bo jest fajna i mocno przyciąga uwagę.

Wy macie już z tego roku płytę, która was zachwyciła (nie tylko okładką)?
Marcin: Z tego roku na pewno będzie to album ”A kysz!” Darii Zawiałow. Podobno ta płyta była nagrywana przez kilka lat i miał być wydana dużo wcześniej. Podziwiam upór i determinację Darii, że jednak się nie poddała. W tym roku zagrała na wszystkich największych polskich festiwalach, więc naprawdę było warto. Jej przykład pokazuje, że determinacja popłaca.
Victor: U mnie będzie to na pewno Death From Above 1979, ich singiel ”Freeze me” bardzo mi się podoba.
Victor, ty mogłeś przekonać się na własne oczy, jak wygląda ten rynek muzyczny w Kanadzie. Według ciebie jest wielka różnica między kanadyjskim a polskim rynkiem muzycznym?
Victor: Moim zdaniem to dwa różne światy. W Polsce na pewno nie widać zespołów o skali światowej. Inaczej jest w Kanadzie – na przykład Arcade Fire są znani na całym świecie. W Kanadzie z polskich artystów znany jest jedynie wokalista Billy Talent (Ben Kowalewicz). Inna sprawa, że o wiele trudniej wybić się z kraju nieanglojęzycznego, wschodnioeuropejskiego. Ale wiesz, na ten temat można prowadzić długie dyskusje, podczas których może polać się krew… (śmiech).
To co zmieniłbyś w naszym polskim rynku muzycznym?
Victor: Na pewno zwiększyłbym wsparcie dla młodych artystów. Według mnie, w Polsce młodzi artyści nie mają kompletnie żadnego wsparcia, by móc się rozwijać i tworzyć. Jest zbyt wiele gadania, że młodzi artyści dostają je – i właściwie kończy się to tylko na słowach. Kiedy chcesz tutaj zagrać w jakimś klubie, to zaczyna się lista kosztów, za które muszą zapłacić ci młodzi muzycy. Mieszkałem w Anglii, tam musisz uzgodnić jedynie termin i sprawy organizacyjne. Polski rynek jest specyficzny (oczywiście jak każdy), ale myślę, że tutaj bardzo ciężko jest osiągnąć sukces.
Marcin: Warto zaznaczyć, że jest też wciąż kwestia Polski A i Polski B. My jesteśmy na przegranej pozycji, mieszkamy na wschodzie – ludzie tutaj mają wyrobioną trochę gorszą kulturę chodzenia na randomowe koncerty, w Warszawie jest to bardziej naturalne.
,,Według mnie, w Polsce młodzi artyści nie mają kompletnie żadnego wsparcia, by móc się rozwijać i tworzyć. Jest zbyt wiele gadania, że młodzi artyści dostają je – i właściwie kończy się to tylko na słowach”.
No właśnie, a wy 26 lipca zagracie w warszawskim klubie ”Chmury” – czego będzie można spodziewać na tym koncercie, będą jakieś nowości?
Piotrek: Będzie na pewno muzyka! (śmiech)
To już dobrze! Idziemy w dobrym kierunku (śmiech). A coś więcej?
Piotrek: Nie chodzi nam tylko o samo przekazanie muzyki. Chcemy interakcji publiczności z nami. Mamy nadzieję, że to będzie dobra zabawa i po naszym występie będą chcieli ponownie przyjść na nasz koncert.
Marcin: Ogólnie, to całe wydarzenie będzie naszym debiutem. Nikt nie słyszał jeszcze tego materiału, nad którym pracowaliśmy w ostatnim czasie. Słuchacz, który przyjdzie na nasz koncert będzie miał okazję wysłuchać wszystkich utworów zespołu CHØCØLATE, będą również niespodzianki, lecz zostawiamy tą słodką tajemnicę dla widzów koncertu.
Mówcie konkrety, że będzie dobra muzyka! Chociaż to też szerokie pojęcie, bo przecież każdy ma swoją definicję tego terminu – a jaka jest wasza wersja?
Marcin: Dobra muzyka potrafi przenosić w czasie. Na przykład teraz słuchamy jakiegoś kawałka, który był dla nas ważny w przeszłości. I dzięki niemu mamy poczucie, że na moment wróciliśmy do tego czasu, który był dla nas wyjątkowy i kojarzymy go z tym utworem.
Victor: Ja nie lubię szufladkowania gatunków…
Przepraszam, że ci przerwę, ale muszę o to zapytać. Spędziłeś dużo czasu poza Polską, a miałeś okazję kiedyś słuchać disco-polo? (śmiech)
Victor: Tak. Wiem, że ta muzyka jest bardzo popularna na polskich weselach – moje takie nie będzie (śmiech).
To co zrobisz, jak Twoja dziewczyna powie: ”Victor, ja chce na naszym weselu usłyszeć »Jesteś szalona«, u nas musi być disco polo”. I co ty na to?!
Victor: To niech sobie puści… Może jeśli będę bardzo pijany, to jakoś to zniosę. Ale wracając do definicji dobrej muzyki – to taka, która pozwoli ci osiągnąć stan duchowy, w którym ty chcesz się znaleźć – i to jest w tym wszystkim najważniejsze.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



