[WYWIAD] Tomasz Kowalewicz: Spotkania z artystami są nieprzewidywalne
Świat radia składa się z wielu niespodzianek. My sprawdzamy, co w tym świecie może spotkać dziennikarza – rozmowa z Tomaszem Kowalewiczem
ŚWIAT RADIA SKŁADA SIĘ Z WIELU NIESPODZIANEK. MY SPRAWDZAMY, CO W TYM ŚWIECIE MOŻE SPOTKAĆ DZIENNIKARZA – ROZMOWA Z TOMASZEM KOWALEWICZEM.
Tomasz Kowalewicz – dziennikarz muzyczny związany z Gazetą Wyborczą i lubelską rozgłośnią akademicką, Radio Centrum (98,2 fm), gdzie w każdy poniedziałek od 20:00 prowadzi program ,,Polskie Nagrania”.
FINE TUNE: Łatwo jest mówić o muzyce?
Tomasz Kowalewicz: Boże, to jest trudne pytanie (śmiech).
F.T: Muszą być jakieś trudne.
T.K: O muzyce chyba w ogóle nie da się mówić. Jako recenzent jestem kiepski w przekonywaniu ludzi do tego, czy coś jest dobre, czy złe. Potrafię stwierdzić, czy coś wpływa na emocje i pod tym kątem oceniam każdą muzykę, którą wybieram do radia. W audycji staram się nie opowiadać o samej muzyce, ale o artystach, którzy mieli jakiś pretekst, żeby tę muzykę stworzyć. Staram się doszukać takich momentów i takich pretekstów, które mogłyby być ciekawe dla słuchacza.
F.T: Myślisz, że Polacy mają jeszcze swoje ulubione audycje?
T.K: Trudno to dzisiaj stwierdzić. Patrząc na odzew ludzi, na pewno jest jakieś grono osób, które siada wieczorem przed radiem, żeby posłuchać „swojego” programu. Oni nie słuchają radia przez cały dzień, ale wtedy, gdy za mikrofonem pojawia się ich ulubiony dziennikarz. Radio Centrum nie organizuje co prawda zlotów swoich fanów, ale mamy świadomość ich istnienia. Ci ludzie regularnie piszą do nas i na swój sposób uczestniczą w radiowym życiu. Patrząc jednak na te większe stacje, gołym okiem widać, z jak dużym zainteresowaniem spotykają się audycje autorskie. Mógłbym tu wymienić chociażby Agnieszkę Szydłowską i jej „Program altenatywny” czy „Offensywę” Piotra Stelmacha. Sam regularnie ich podsłuchuję. Mimo ewidentnej dominacji Internetu wciąż z przyjemnością „łapiemy” za radio.

F.T: Co najbardziej zaskoczyło Cię w polskiej scenie muzycznej?
T.K: Jest kilka takich rzeczy, które nieustannie mnie zaskakują (śmiech). Już wiele lat temu zdziwiłem się, że polskie środowisko muzyczne jest na tyle małe, że niemal wszyscy się ze sobą znają. Czasami wystarczy spojrzeć na listę artystów nagrywających albumy w danej wytwórni, by zgadnąć, kto za chwilę będzie występował ze sobą w duecie. Mam też niestety wrażenie, że – zwłaszcza w gronie artystów popowych – jest dość niezdrowa rywalizacja o to, kto zdobędzie większe uznanie i popularność. Ale na szczęście powoli to się zmienia. Jednak najbardziej nieprzewidywalną rzeczą są zawsze bezpośrednie spotkania z artystami. Anegdot jest mnóstwo, ja sam zawsze opowiadam o moim hotelowym spotkaniu z zespołem Proletaryat. Zanim usiedliśmy do rozmowy muzycy ugościli mnie swojską kiełbasą i szklanką Johnnie Walkera. W takiej atmosferze rozmawia się zdecydowanie przyjemniej (śmiech).
F.T: Jest taki gatunek muzyki, której nigdy nie zaprezentujesz w swojej audycji?
T.K: Dobre pytanie!
F.T: Disco polo?
T.K: Faktycznie to jest ten gatunek, którego zawsze unikam. Nie będę jednak ukrywał, że także i ten rodzaj muzyki trafił do „Polskich Nagrań”. Myślę tu o soundtracku do „Wesela”, za który odpowiadał Tymon Tymański. Mam nadzieje, że słuchacze zrozumieli wtedy, że to taki żart…
F.T: To można wybaczyć.
T.K: Też mi się tak wydaje. To był pierwszy i chyba ostatni raz, kiedy tak bardzo zbliżyłem się do tego gatunku. Chociaż… kilka tygodni temu zaprezentowałem dokument o fenomenie disco polo, więc siłą rzeczy pojawiło się kilku popularnych wykonawców. Konkluzja była jednak dość brutalna i powszechnie znana – disco polo to niezły kicz.
F.T: Co lubisz najbardziej w swojej pracy?
T.K: Przyszedłem do radia, bo chciałem poznać show-biznes, a zwłaszcza swoich muzycznych idoli. Po obejrzeniu wywiadu czy przeczytaniu artykułu zawsze czułem niedosyt i zastanawiałem się, czy można było dowiedzieć się czegoś więcej. Wiadomo – najprościej byłoby zapytać o to samych artystów. Wymyśliłem więc sobie, że w przyszłości wybiorę taki zawód, który mi na to pozwoli. Tym zajęciem przełamałem też swoją nieśmiałość i strach. Wywiad z kimś znanym? Kiedyś na samą myśl przechodziły mnie dreszcze (śmiech).
,,Przyszedłem do radia, bo chciałem poznać show-biznes, a zwłaszcza swoich muzycznych idoli”.

F.T: Jest taka rozmowa, której nigdy nie zapomnisz?
T.K: Jest jedna taka, której chyba nigdy nie zapomnę. Było to spotkanie z zespołem Akurat, który sam wpadł do radia na krótką pogawędkę. Nie było nawet czasu na chwilę refleksji i wszystko było improwizowane. Pech chciał, że oni grali wtedy na Mikołajkach Folkowych w Chatce Żaka. Pierwsza moja myśl była więc taka, że przecież Akurat absolutnie nie pasuje do tego festiwalu. Gdy zapaliła się czerwona lampka, padło pytanie rozluźniające, które brzmiało dokładnie: „Co wiecie o muzyce folkowej?”. Odpowiedzieli: „Nic”. Kolejna seria pytań przebiegła w podobny sposób, więc zacząłem niepokoić się dalszym tokiem tej rozmowy. Gdy przyznali, że przyjechali tu dla pieniędzy – co miało być tylko żartem – zrozumiałem, że to nie skończy się dobrze. Natomiast jeśli miałbym wspominać najważniejszą dla mnie chwilę, to bez dwóch zdań byłoby to spotkanie z Peterem Gabrielem. To jest facet, którego twórczość poznałem jeszcze jako dziecko, i od tamtej pory jest moim wielkim idolem.
F.T: Czyli to było takie spełnienie największego marzenia?
T.K: Na pewno. Może trochę przypadkowe, bo organizatorzy koncertu sami zadzwonili do mnie z pytaniem, czy nie chciałbym uczestniczyć w takim spotkaniu. Z drugiej strony to jednak miłe, że ktoś o mnie pomyślał.
,,Natomiast jeśli miałbym wspominać najważniejszą dla mnie chwilę, to bez dwóch zdań byłoby to spotkanie z Peterem Gabrielem. To jest facet, którego twórczość poznałem jeszcze jako dziecko, i od tamtej pory jest moim wielkim idolem”.
F.T: Jaki jest największy koszmar radiowca?
T.K: Jeśli chodzi o prezentera muzycznego – to koszmar zaciętej płyty. Zapowiadasz piosenkę, naciskasz ,,play’’, a tej piosenki system nie wpuszcza na antenę. Jest tylko cisza, z którą musisz coś zrobić.
F.T: Przyznasz się do swojej największej wpadki na antenie? To będzie ta, o której opowiadałeś kiedyś, czyli: ,,Słuchacie najlepszego radia w mieście, Radia Lublin’’?
T.K: Ta wpadka faktycznie była dosyć głupia. Przed laty wchodząc na antenę, miałem taki zwyczaj mówienia: ,,Słuchacie najlepszego radia w mieście…’’ i tutaj padała nazwa stacji. Miałem to na tyle ograne, że nawet zbytnio nie zastanawiałem się, jakie słowa wypowiadam. Aż do tego pamiętnego popołudnia, kiedy przekonywałem, że „słuchacie najlepszego radia w mieście… Radia Lublin. Wyszło trochę głupio, szczególnie, że Radio Lublin jest od nas jakieś 100 metrów. Ale najgorzej i tak jest wtedy, gdy człowiek totalnie się zamota w tym, co mówi. Często doprowadzają do tego koledzy z radia.

F.T: Czyli są jednak takie momenty, że kolega zrobi na złość (śmiech)?
T.K: Mnóstwo. Nazywamy to życiem radiowym, więc trzeba pilnować się na każdym kroku. W Centrum mam opinię osoby, której nie da się rozkojarzyć. Można mi przeszkadzać, wygłupiać się, a ja i tak się nie zagotuję. Miałem jednak jeden taki moment, kiedy się poddałem. Opowiadałem wtedy o jednym z letnich festiwali, a po drugiej stronie szyby siedzieli koledzy, którzy namiętnie ustawiali coś w komputerze. W momencie, gdy zacząłem mówić do mikrofonu, oni zaczęli dawać mi znaki, żebym na nich spojrzał. Zrobiłem to, wtedy odwrócili laptopa i pokazali mi zatrzymaną scenę z filmu pornograficznego. Momentalnie wybuchłem śmiechem i miałem problem, by się opanować. Na końcu pozostało mi już tylko, przeprosić słuchaczy za te niespodziewane emocje.
F.T: (Naprawdę chciałam jakoś skomentować wspomnienie redaktora Kowalewicza, ale chyba nie mogłam znaleźć odpowiednich słów i zareagowałam podobnie jak redaktor Kowalewicz tego pamiętnego dnia, więc szybko przeszłam do kolejnego pytania).
Jaki artysta zrobił na Tobie ostatnio największe wrażenie?
T.K: To, co powiem może nie będzie zbyt popularne, ale ostatnio zachwycił mnie Zbigniew Wodecki.
F.T: Jego płyta z Mitch&Mitch?
T.K: Ten album to jakiś totalny kosmos. Nie spodziewałem się, że ten koncert będzie aż tak dobry. Ale tym bardziej się cieszę, bo zawsze darzyłem Wodeckiego wielką sympatią.
F.T: W Polskich Nagraniach staram się pokazać…
T.K: …że polska muzyka może naprawdę brzmieć na światowym poziomie.
F.T: Był u Ciebie taki moment, w którym byłeś naprawdę dumny z tego, że jesteś dziennikarzem?
T.K: Jestem dumny za każdym razem, kiedy mój gość dziękuje mi za spotkanie i mówi, że rozmowa była świetna. Dzisiaj, gdy artyści udzielają mnóstwa wywiadów i wielokrotnie odpowiadają na te same pytania, zaskoczenie ich czymś nowym jest naprawdę trudne. A skoro wciąż mi się to udaje, nie muszę się wstydzić, że zająłem im godzinę życia.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



