[WYWIAD] Szymon Weiss: Chcę udoskonalać globalny stan muzyki!

”Nie przesadzam: interesuję się wyłącznie najlepszymi. Tylko ich w mojej muzyce chcę mieć za punkt odniesienia” – mówi Szymon Weiss. Sprawdź, co według artysty jest w dzisiejszych czasach zagrożeniem dla dobrej muzyki!

”Nie przesadzam: interesuję się wyłącznie najlepszymi. Tylko ich w mojej muzyce chcę mieć za punkt odniesienia” – mówi Szymon Weiss. Sprawdź, co według artysty jest w dzisiejszych czasach zagrożeniem dla dobrej muzyki!

Czym jest dla Ciebie dojrzałość w muzyce?

To umiejętność zbalansowania formy z treścią. Naturalny dla dojrzałego twórcy jest też wysoki poziom artystyczny. Zresztą, to jego obowiązek. Czyli Beata Kozidrak (mimo, że z Bajmu) się nie wywiązuje. Bo skoro dojrzałość to świadomość własnego talentu, to też  przyzwolenie na nonkonformizm. No ale realnie – kto w Polsce na starość robi muzę lepiej?

„Wzruszająca organiczna akustyczność, kontra cyfrowy łomot” – skąd wziął się pomysł na tak niekonwencjonalne połączenie?

Dzisiejszy skład orkiestry symfonicznej ewoluował przez stulecia. Każdy jej instrument już zdążył wykrystalizować najlepsze dla siebie brzmienie. Orkiestra symfoniczna to zaawansowany język muzyczny. Dojrzały, znakomicie zharmonizowany. Optymalny dla odbioru, a jednocześnie bardzo wymagający. Szeroko i wnikliwie osłuchawszy się z muzyką tego świata, uwierzyłem, że już czas i na mnie. Że właśnie takim językiem już też potrzebuję się posługiwać. A wobec tego, że interesują mnie wyłącznie ekstrema, mamy tutaj fuzję kolosów. Syntezę właśnie takich dwóch pięknych przeciwieństw.

Czy pamiętasz swoje pierwsze „spotkanie” z perkusją? Co cię zachwyciło w tym instrumencie?

Oczywiście. Najważniejsza była łatwość obsługi i ogromna pasja, którą natychmiast poczułem do tego instrumentu. Później nakręcało mnie, że grałem lepiej niż rówieśnicy, niż pozostali.

Jeśli „#technotozamalo”, to co musi zawierać muzyka, która opanuje całkowicie twój umysł?

Skoro najważniejszą cechą dojrzałej muzyki jest balans formy i treści, to najważniejsze jest, by nowoczesną odkrywczą formą umieć przekazać nową, bogatą, jakościową treść. Jeśli forma i treść to naczynia połączone z nadrukowaną skalą, to istotne, by pomiary z każdego spotykały się na podobnej wysokości. Jeśli nie są równo i tylko jeden pomiar osiąga wysoką notę, wtedy muzyka jest zaledwie ”ciekawa”, ale jeśli przewyższa drugie naczynko, uznawana za herezję. Generalnie, jest ważne, by nie powielać sztampy. Muzyka, którą ktoś już zagrał, jest już czyjąś muzyką. Według mnie powielanie to wstyd. Można sobie oczywiście grać tę muzykę normalną. Ale nie powinniśmy poświęcać jej czasu, bo przecież już taką słyszeliśmy. Na ten temat napisałem cały manifest na Noizz.pl.

 

Komu zawdzięczasz miłość do muzyki?

Zawdzięczam to rodzicom i siostrze. Ci pierwsi mieli do czynienia z wieloma ciekawymi, biegłymi muzycznie ludźmi. A kiedyś, w czasach, gdy muzykę się niemal przemycało, człowiek tym bardziej dbał by nie zaśmiecać sobie czasu słuchaniem badziewia mimowolnie. I tak mieli oni dostęp do wielu znakomitych albumów tego świata, a tata jeszcze dbał, by słuchać na dobrym sprzęcie. Dlatego będąc sześciolatkiem nie poznałem ”Like a Virgin” Madonny, a na pamięć znałem każdą nutę ”Tubular Bells”, perfekcyjnie odtwarzałem solówki wokalne wczesnego Morricone. Siostra zaś (7 lat starsza), kształciła mnie w bardziej bieżącej sobie muzyce. I jeśli nawet nie robię najlepszej muzyki świata, to na pewno ambicje mam ponad to coś, co tu i teraz.

,,Orkiestra symfoniczna to zaawansowany język muzyczny. Dojrzały, znakomicie zharmonizowany. Optymalny dla odbioru, a jednocześnie bardzo wymagający”.

Określenie Meisterstück (jakim opisujesz swoją muzykę) brzmi bardzo poważnie. Jesteś osobą, która tworzy muzykę według pewnych zasad, czy działasz spontanicznie?

”Poważnie”? Wycięte z kontekstu, brzmi to raczej megalomańsko. Nie pamiętam, skąd to wzięte. Ale najpewniej mówiłem o konkretnym moim utworze, w obrębie własnej  twórczości. Czyli np ”Utwór X to Meisterstuck wśród pozostałych (np.) z mojego albumu”. Ale nie zmienia to faktu, że to słowo jest na poważnie, a twórcy zapominają o tym dziś z premedytacją, wobec możliwości doraźnego zarobku.

Postanowiłem tworzyć muzykę, ponieważ…

od młodości czułem ciąg do bębnów. Gdy zacząłem, utwierdziłem się, że w tej tematyce miałem najwięcej do powiedzenia.

Moja muzyka jest autentyczna, dowodem na to może być…

zgodność z moją tożsamością. Skoro autentyczność to bliskość z tożsamością? Ale tożsamość może też być kultywacją jakiejś lokalności. Wobec tego mogę również przyznać, że wszystko, co robię jest narzucone, bo niepolskie, nie opolskie, nie śląskie… No, nie mam dowodów. Ale nie gram popu. Nawet popularnego techno nie gram, więc jakoś tak jestem właśnie sobą.

,,[…] będąc sześciolatkiem nie poznałem ”Like a Virgin” Madonny, a na pamięć znałem każdą nutę ”Tubular Bells”, perfekcyjnie odtwarzałem solówki wokalne wczesnego Morricone”.

W mojej muzyce dążę do tego, by…

(zgodnie z moim manifestem) udoskonalać globalny stan muzyki. Nie przesadzam: interesuję się wyłącznie najlepszymi. Tylko ich w mojej muzyce chcę mieć za punkt odniesienia.

Co według ciebie w dzisiejszy czasach jest największym zagrożeniem dla prawdziwej, autentycznej muzyki?

Tchórzostwo. To skomplikowany układ sił. Ale wypadkową jest niestety konformizm. Twórcy muzyki w Polsce już dawno powinni byli przekonać się, że stać ich na trochę więcej charakteru we własnych produkcjach. Od dawna oczywiste, że mamy w kraju na tyle już dobrobyt, że jeśli włożą trochę więcej zadziora w muzykę, nie przełoży się to na podwyższenie opłaty ratalnej za mieszkanie.
Ale, owszem, koszty odwagi są realne. Tworzysz herezje?! Zachowawczy promotorzy się tobą nie zainteresują.

Rozmawiała:Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.