[WYWIAD] Natalia Moskal: Wciąż uczę się być drapieżnikiem
Siła i pewność siebie – za to najbardziej podziwia swoją muzyczną idolkę. Od rodziców nie dostaje wyłącznie pochwał i stosu komplementów. Ale za to są jej największymi motywatorami w walce o sukces w świecie muzyki – Natalia Moskal
Siła i pewność siebie – za to najbardziej podziwia swoją muzyczną idolkę. Od rodziców nie dostaje wyłącznie pochwał i stosu komplementów. Ale za to są jej największymi motywatorami w walce o sukces w świecie muzyki – Natalia Moskal.

FINE TUNE: Mój dzień rozpoczął się od twojego kawałka ”Lustro”. Ten tytułowy przedmiot podobno symbolizuje przejście do innego świata. Myślisz, że mogłabym powiedzieć, że tobie muzyka zapewniła przejście do innego świata?
Natalia Moskal: Uważam, że tak. Muzyka to jedna z najpiękniejszych dziedzin naszego życia. By podziwiać dzieła sztuki, obrazy musimy iść do galerii czy muzeum. Muzyka towarzyszy nam wszędzie – jest sklepie, w samochodzie, na ulicy… Dla mnie muzyka to niesamowita odskocznia i rzeczywiście zabiera mnie do innego świata. Nasze życie nie zawsze jest proste, a często bywa też bardzo szare. Na szczęście jest muzyka, która nadaje właśnie naszemu życiu te niesamowite barwy.
Niedawno ukazała się twoja debiutancka płyta ”Songs Of Myself” – to wydarzenie z pewnością było dla ciebie nowym etapem w życiu. Zdarzyło ci się ostatnio odkryć w sobie coś jeszcze nowego?
N.M: Ostatnio zdarzyło mi się polubić muzykę gitarową – to dla mnie zupełna nowość. Do tej pory to był kompletnie nie mój klimat. Zawsze wybierałam muzykę, która jest bardziej popowa. Byłam totalnie nastawiona tylko na Beyonce (co teraz uważam za bardzo złe). Producent, który pomagał mi przy pracy nad moją płytą, zaczął mnie tak trochę muzycznie edukować. Dzięki temu mam to zupełnie świeże spojrzenie na muzykę.
Świat muzyki, do którego już weszłaś podobno przed twoją muzyczną działalnością wydawał ci się zupełnie inny… Co najbardziej cię zaskoczyło w zasadach, jakimi rządzi się ta branża?
N.M: Chyba to, że tutaj naprawdę liczą się znajomości i kontakty… To było takie mocne zderzenie. Na początku nie mogłam w to uwierzy. Myślałam – jak to, przecież tu chodzi o muzykę! Z czasem poznawałam ten świat coraz lepiej. Wiedziałam już, gdzie uda się zagrać, a gdzie będzie to kompletnie niemożliwe. Przekonałam się, w jakim radiu moje piosenki z pewnością nie będą mogły się pojawi, bo nie jestem częścią jakieś ważnej wytwórni. To był dla mnie mocny szok. Uważam, że to stacje radiowe powinny promować młodych artystów, ale jest niestety zupełnie inaczej. Oni chcą już gotowych gwiazd, a na początkujących artystów nie ma tam miejsca.
No to pewnie w tym momencie pojawiła się myśl: ”ja tu nie pasuję, muszę znaleźć dla siebie coś innego…”.
N.M: No tak, nawet wiele razy tak myślałam. Często pojawia się to pytanie – a co ja zrobię, jak mi nie wyjdzie?! W Polsce każdy chce słuchać muzyki, ale większość nie ma ochoty za nią płaci. Ludzie nie traktują zawodu muzyka na poważnie. Nie biorą też czasem pod uwagę tego, że muzyk też musi zapłacić za mieszkanie i inne rzeczy , poza tym ma rodzinę… Myślę, że jeśli utwory muzyka są coś warte i ludzie chcą ich słuchać, to artysta powinien też otrzymywać za to wynagrodzenie. Oczywiście każda branża wymaga czasu i takiego uporu ze strony artysty, żeby się wybić – to jest trochę takie kuriozum, dlatego do tego potrzebna jest też wielka cierpliwość.
Miałaś trasę koncertową we Włoszech, tam w tej kwestii jest podobnie?
N.M: Tam jest trochę inaczej… Ludzie cieszą się nawet tą muzyką, która nie jest znana. Kiedy graliśmy koncerty we Włoszech, to oczywiście publiczność nie znała naszej muzyki, a mimo to była tak bardzo otwarta na to, co zaprezentowaliśmy na scenie. Oni chcieli nas słuchać, chcieli się z nami bawić, a jak już załapali refren, to nawet z nami zaczęli śpiewa. U nas ludzie bawią się jedynie na koncertach znanych artystów. Nie potrafią się otworzyć na coś nowego, co do tej pory było dla nich nieznane. Oczywiście we Włoszech (jeśli chodzi o królujący gatunek) rządzi takie ”italo-disco”…
,,Nasze życie nie zawsze jest proste, a często bywa też bardzo szare. Na szczęście jest muzyka, która nadaje właśnie naszemu życiu te niesamowite barwy”.
Ostatnio miałaś okazję uczyć się włoskiego, to trudny język?
N.M: Kompletnie nie! To jest język romański, a ja mam za sobą naukę francuskiego, a tam wiele słów jest podobnych. Mając te podstawy jest znacznie łatwiej nauczyć się włoskiego.
Jakie według ciebie jest najpiękniejsze słowo w języku włoskim.
N.M: Moje ulubione słowo w ich języku to ”allora” – w języku polskim to oznacza ”a więc”. U nas w Polsce niestosowne jest ”a więc” na początku zdania, a Włosi właśnie używają tego słowa ”allora” zazwyczaj, kiedy rozpoczynają jakieś zdanie. Język włoski ma w sobie coś naprawdę niesamowitego, uwielbiam tę melodyjność ich języka. Oni nie mówią, ich rozmowy są jak śpiew.
Miłość do języka już jest, a jakieś miejsce skradło ci tam serce?
N.M: Najbardziej podoba mi się region Lombardii, tam niedaleko od Mediolanu jest jezioro Lago di Como – to miejsce całkowicie zdobyło moje serce. Góry odpadające do jeziora, przepiękne willę i cudowny klimat…
To idealne miejsce na tworzenie nowej muzyki.
N.M: Dokładnie tak! Ale niestety jest jeden minus, pobyt w tym miejscy jest bardzo drogi. Mieszkają tam jedynie bardzo zamożni ludzi. Słyszałam o tym, że w tym miejscu ma dom nawet George Clooney.
Jak tam jest George Clooney to tam rzeczywiście musi być pięknie. To ja też już pokochałam to miejsce (śmiech). Jakbyś miała wybierać – to kuchnia polska czy włoska?
N.M: Zdecydowanie włoska! Odkryłam tam owoce morza, których zupełnie dotychczas nie lubiłam. Tam to wszystko zupełnie inaczej smakuje. Teraz, kiedy jeżdżę tam w jakieś nadmorskie miejscowości, to obowiązkowo zamawiam mule. Ale miłość do naszych polskich pierogów chyba nigdy nie przeminie.
Kiedy tam jesteś, to pewnie też tak trochę reklamujesz nasze polskie potrawy.
N.M: Trochę tak. Kiedy ktoś zaczyna mówić o Polsce, to u nich pierwszym skojarzeniem jest słowo ”kurwa” oraz pierogi (śmiech). No i oczywiście Włosi kojarzą Polskę z bardzo pięknymi kobietami.
Czyli miałaś już okazję spotkać się z jakimiś zalotami z ich strony?
N.M: We Włoszech to chyba nieuniknione (śmiech).
W walce o spełnienie tych muzycznych marzeń bardzo podkreślasz, jak ważną rolę odegrali w tym wszystkim twoi rodzice. Bez tego wsparcia odważyłabyś się spróbować?
N.M: Nie mam pojęcia, bo tak naprawdę wszystko rozpoczęło się od moich rodziców. Nie wiem, czy odkryłabym w sobie te pasję, gdyby nie oni. Czasem zastanawiam się, czy nie byłoby dla mnie lepiej, gdyby rzucali mi jakiejś kłody pod nogi – wtedy może byłabym bardziej zawzięta. Myślę, że dają mi duży komfort (śmiech). Jestem w sytuacji, kiedy mam okazję spróbować działać, mogę tworzyć na swój sposób, a rodzice mnie w tym wszystkim wspierają. Często w życiu muzyków bywało tak, że to ta trudna sytuacja motywowała ich do działania. Nawet dziś mój tato powiedział mi, że zespół Queen zaczął zarabiać dopiero przy trzeciej płycie, a wcześniej byli kompletnie spłukani.
,,Jestem w sytuacji, kiedy mam okazję spróbować działać, mogę tworzyć na swój sposób, a rodzice mnie w tym wszystkim wspierają”.
Wspominałaś w jednym z wywiadów, że twój tata o wszystko musiał zawalczyć sam, a teraz często stara się zmotywować do tej walki o swoje – to ty nie czujesz się jeszcze jak taki początkujący ”drapieżnik”, który zaczyna walczyć o swoje?
N.M: Nie nauczyłam się jeszcze być ”drapieżnikiem”, nie zawsze mam w sobie tyle siły, żeby walczyć o coś za wszelką cenę i tego w sobie nie lubię, bo wiem jaka chcę być, ale jeszcze taka nie jestem.
Czyli twój tata spełnia też rolę takiego trenera i motywatora.
N.M: Zdecydowanie tak! On strasznie się złości, kiedy ja narzekam, że z tą muzyką może mi nie wyjść (śmiech). Ale on ma rację. Sama później widzę, że to narzekanie jest bezpodstawne, bo przecież są ludzie, którzy mają większe problemy i jakoś nie narzekają, że spotkałam ich wielka tragedia. Ten muzyczny rynek taki już jest, a ja muszę się w nim odnaleźć. ”Dreamgirls” z Beyonce pokazuje pewne zasady, jakimi rządzi się ten świat. Film opowiada historię dziewczęcego trio, z którego menadżer wyłowił jedną dziewczynę (oczywiście wybrał ją, ponieważ była ładna, a nie dlatego, że miała najlepszy głos). Nie mogę czasami zaakceptować tego, że przyzwolenie na potraktowanie jak zwykły produkt otwiera szansę do kariery. Twoja muzyka sprzeda się, bo ludzie są wzrokowcami. Jest pełno teledysków, gdzie wokalistki pojawiają się prawie bez ubrań. Potrzebujemy więcej artystek takich jak Florence Welch czy Adele.

Zdecydowałaś się jednak spróbować szczęścia i sama wydałaś płytę. Co według ciebie jest najtrudniejsze w tym całym procesie?
N.M: Wydanie płyty to nie tylko zaprojektowanie okładki i nagranie piosenek. Musisz zadbać o mix oraz mastering samej muzyki, a także o to, by każda piosenka miała swój kod, nadać płycie numer albumu… To tylko kilka przykładów z całej masy formalności, których trzeba dopilnować. Ta biurokracja jest chyba w tym wszystkim najgorsza dla muzyków.
,, Nie mogę czasami zaakceptować tego, że przyzwolenie na potraktowanie jak zwykły produkt otwiera szansę do kariery. Twoja muzyka sprzeda się, bo ludzie są wzrokowcami. Jest pełno teledysków, gdzie wokalistki pojawiają się prawie bez ubrań. Potrzebujemy więcej artystek takich jak Florence Welch czy Adele”.
W książeczce do płyty umieściłaś cytat: ”Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów”, dlaczego wybrałaś akurat te słowa?
N.M: Mamy czas, kiedy między ludźmi widać coraz większy podział. Niby czas idzie do przodu, rozwijamy się, a tak naprawdę tego nie widać w relacjach między ludźmi. Dyskryminujemy się, uprzykrzamy sobie życie i nie mamy dla siebie szacunku. Mamy XXI wiek, człowiek powinien być obywatelem świata. Nie możemy się zamykać na innych, bo są homoseksualni, mają inny kolor skóry czy mówią w innym języku.
Na okładce twojego albumu są dwie Natalie – w tym prawdziwym życiu też tak bywa? Toczysz gdzieś w sobie czasem taką wewnętrzną walkę, kiedy musisz dokonać jakiejś ważnej decyzji?
N.M: Czasami tak jest… Jedna Natalia chciałaby skupić się wyłącznie na muzyce i móc poświęcić temu całe życie. U drugiej panują te bardziej przyziemne zasady – dlatego poszła na studia i tłumaczy książki. Na szczęście one potrafią się uzupełniać. Problem pojawia się tylko wtedy, kiedy jedna wchodzi w kompetencje drugiej. Na przykład ta ”przyziemna” zabiera tej ”muzycznej” taki frywolny pierwiastek, a przez to ja kompletnie nie imprezuję (śmiech). W tej muzycznej branży to bywanie jest ważne, a ja tego tak bardzo nie lubię – jestem po prostu domatorką.
Kim jest ten ”Better Man” z twojej płyty?
N.M: Może być lepszym człowiekiem, a może lepszym mężczyzną. Zależnie od humoru i interpretacji. Ja sama wiele tekstów napisałam w oparciu o własne doświadczenia, ale Better Man powinien być kimś innym dla każdego.
Gdyby pojawiła się osoba, która zasugerowałby ci, jak masz tworzyć muzykę (by odnieść sukces), to naprawdę nie skusiłabyś się skorzystać z jej rad?
N.M: Przed wydaniem tej płyty, byłam na rozmowie w bardzo dużej wytwórni. Ale wiedziałam, że ta współpraca wymagałaby z mojej strony takiego mocnego dopasowania się do pewnej formy. Musiałabym zrobić coś, co zostałoby mi narzucone. Nie byłam na to przygotowana, dlatego muszę iść trudniejszą drogą.
W twojej muzyce można usłyszeć szukanie tych inspiracji w latach 80. i 90. oraz takie poruszanie się w klimacie synth pop-u. Skąd miłość do właśnie takiej muzyki?
N.M: Tej miłości kompletnie nie było zanim poznałam Łukasza Marona. U nas nie było tego, że za cel ustawiliśmy sobie zrobienie płyty. Robiliśmy po prostu piosenkę po piosence – to było takie naturalne. To, z kim współpracujesz ma ogromne znaczenie. Za to w bardzo dużym stopniu odpowiada Łukasz. Ja siedziałam mocno w popowych klimatach. Tak jak już wspominałam wcześniej byłam fanką Beyonce…
To coś ci jeszcze zostało z tej sympatii do Beyonce?
N.M: Na pewno do tej pory lubię w niej to, że jest taką silną kobietą. Artystką i bizneswoman. Chciałabym kiedyś móc siebie określić zarówno w jeden jak i drugi sposób.
Nie wiem, czy to prawda… Ale w jakimś programie o jej życiu usłyszałam, że kiedy była dzieckiem, jej ojciec kazał jej biegać wokół domu i śpiewać. Podobno to świetnie wpłynęło na jej kondycję i teraz jest jedną z niewielu artystek, które mogą równocześnie śpiewać i tańczy, a przy tym się tak bardzo nie męczy.
N.M: No tak, on też sprzedał dom i salon jej matki, a zdobyte pieniądze zainwestował w karierę Beyonce. Ja bardzo lubię w niej to, że na twarzy ma wypisaną taką pewność i siłę. U niej w twarzy można wyczytać: ”Jestem Beyonce i lepiej mi nie podskakuj, bo możesz tego bardzo żałować”.
Natalia, to od dzisiaj dzień w dzień oglądasz jej wszystkie teledyski i uczysz się tej mimiki (śmiech).
N.M: No tak, i od razu zostanę królową jak Beyonce (śmiech). Myślę, że ta pewność przyjdzie, kiedy uda mi się osiągnąć coś naprawdę wielkiego. Dostałam kiedyś od takiego dziennikarza pytanie, czy czuję, że to jest już czas, by poczuć sławę i sodówka może mi uderzyć do głowy. Dla mnie absolutnie nie ma na coś takiego miejsca.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



