fot. fb.com/soundfear

[WYWIAD] SOUNDFEAR Z
INSPIRACJAMI OD AZTEKÓW

Soundfear to kaliski band inspirujący się kulturą Azteków.

fot. fb.com/soundfear
fot. fb.com/soundfear

SOUNDFEAR TO KALISKI BAND ZAŁOŻONY W 2004 Z INICJATYWY TRZECH MŁODYCH LUDZI – JERZOLA, BOCHENA I JOHNNY’EGO.

Młodzi artyści z początku inspirowali się zespołami takimi jak Slipkont czy Chimaira i właśnie z takimi klimatami chcieli powiązać swoją twórczość, aż do czasu kiedy Jerzol opowiedział reszcie zespołu o kulturze Azteków. Sołtys złapał zajawkę i napisał tekst do tytułowego utworu EPki „Head Sacrifice” właśnie o Aztekach. „Azteckość” dodała smaku ciężkiemu graniu, do którego muzycy dążyli. Okazało się też, że to jest ten niepowtarzalny klimat, na którym Soundfear chce oprzeć swoją twórczość.

Porozmawialiśmy krótko z Rafałem Dworczakiem z Soundfear o zespole i kulturze Azteków.

„Poprzez naszą muzykę zwracamy się do ludzi by we współczesnych i intensywnych czasach przeżywali chwile karmiące ducha, szukali swoich pierwotnych instynktów i odnaleźli siebie we własnych rytuałach.”

FINE TUNE: Jak wyglądałby Soundfear, gdyby nie zainspirował się kulturą Azteków?

Rafał Dworczak (Obier): Sądzę, że bardziej skupilibyśmy się na graniu energicznej muzyki w podobnym stylu. Ciężko mi to sobie wyobrazić… Jednak na pewno jakiś „klimat” byśmy w końcu sobie znaleźli, może inna kultura, może coś bardziej w kierunku tajemniczości, mroku.

Pierwsze koncerty, support przed Frontside w 2009 roku, oswajanie się z publicznością, walka z tremą i współpraca z nowymi zespołami nie były proste, lecz muzycy pewni swej twórczości, bardzo szybko zaczęli grać koncerty nie tylko w Polsce, ale i za granicą. I to koncerty obok których nie można przejść obojętnie! Deathcore’owo – deathmetal’owy klimat połączony z azteckimi brzmieniami, do tego szalone i tajemnicze rytuały, które na długo zapadają w pamięć. Soundfear jest zdecydowanie dziki i nieokiełznany, a podczas koncertów robi prawdziwe piekło! To prawdziwa gratka dla miłośników agresywnego grania.

FT: Działacie już długi czas, dotknął Was kryzys?

RD: Kryzysów mieliśmy parę. Pierwszy, to gdy Pucek odszedł, przez trzy-cztery miesiące szukaliśmy perkusisty. Dopiero pod koniec czerwca znalazł się Płetwa. Dołączył Płetwa, to mieliśmy wypadek, skasowali nam busa, trzeba było nowego kupić. Bardzo długo nam to szło, nie mogliśmy organizować koncertów, mieliśmy ciężko. Teraz mamy perkusistę, busa i wszystko rusza do przodu!

Nie spoczywają na laurach, Soundfear cały czas się rozwija, co widać po ich nowych utworach.  To sześciu ambitnych chłopaków, którzy zdecydowanie wiedzą czego chcą. Jak mówi Obier, nie wierzą że sukces przyjdzie sam, sami na niego pracują. Kilka miesięcy temu wypuścili teledysk do „Slay For Montezuma”, w którym gościnnie wystąpił Groov (Drown My Day). „Slay For Montezuma” to jednen z najnowszych utworów do longplay’a, który nadchodzi wielkimi krokami.

„Rytuał jest nieodzownym elementem naszych koncertów, zatem jak najbardziej będzie i tym razem.”

RD: Przygotowania idą pełną parą, materiał jest wciąż udoskonalany, kolejne utwory pisane. Nagraliśmy singiel „Slay for Montezuma”, który będzie na LP, teraz jesteśmy w trakcie nagrywania kolejnego, a potem jeszcze jeden, do nich będą różnego typu wideo, tak żeby coś się działo. Obecnie testujemy różne techniki nagrywania, żeby wiedzieć jak chcemy nagrywać docelowo.

FT: Czy warszawska publiczność zobaczy jeden z Waszych rytuałów?

RD: Rytuał jest nieodzownym elementem naszych koncertów, zatem jak najbardziej będzie i tym razem.

FT: Kończąc, czy jest coś, co chcielibyście przekazać swoim fanom?

RD: Poprzez naszą muzykę zwracamy się do ludzi, by we współczesnych i intensywnych czasach przeżywali chwile karmiące ducha, szukali swoich pierwotnych instynktów i odnaleźli siebie we własnych rytuałach.

Rozmawiała: Natalia Parużak

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.