Fot. R. Skłodowski
[WYWIAD] Myslovitz: Dobra
muzyka rodzi się z bólu
Z okazji 20-lecia istnienia zespołu Myslovitz porozmawialiśmy z Wojciechem i Jackiem Kuderskimi o trudach przeszłości i walce z przeciwnościami losu

Z OKAZJI 20-LECIA ISTNIENIA ZESPOŁU MYSLOVITZ POROZMAWIALIŚMY Z WOJCIECHEM I JACKIEM KUDERSKIMI O TRUDACH PRZESZŁOŚCI I WALCE Z PRZECIWNOŚCIAMI LOSU.
FINE TUNE: Dwie dekady istnienia Myslovitz za nami. Czy wspominacie to jako ciężką pracę, czy satysfakcjonującą ścieżkę ku osiągnięciu wyznaczonego celu?
Wojciech Kuderski: Ciężka praca, czasami bardzo wyczerpująca, często zaskakująca, połączona z przyjemnością tworzenia dźwięków, a przede wszystkim grania koncertów i spotykania cudownych, życzliwych i przesympatycznych ludzi.
Jacek Kuderski: To była i jest ciężka praca, czasem podparta większymi sukcesami, powodując satysfakcję, czasem trochę większe pieniądze. Jednak dalej to trudny i często niewdzięczny zawód. Bycie zawodowym muzykiem to pewnego rodzaju walka, ponieważ nie możesz spocząć na laurach. Cały czas musisz mocno pracować, często coś udowadniać, ale i też zaczynać od początku, jak np. w naszym przypadku.
FT: W tym roku jako jedyny polski zespół zagraliście na jednym z największych festiwali w USA – Street Music Festival w Memphis. Jak traktujecie to wyróżnienie? Waszą muzykę porównano tam do Radiohead. Słusznie?
WK: Było nam bardzo miło reprezentować Polskę i jesteśmy zaszczyceni tym faktem. Gościnność, jak i cała organizacja festiwalu była w stosunku do nas na najwyższym poziomie. Takiego przeżycia życzymy każdemu, kto kocha muzykę i koncerty. W zasadzie powinienem napisać tylko: Dziękuję, dziękuję, dziękuję – chce tam jeszcze kiedyś wrócić. Co do Radiohead, to trzeba jeszcze dodać Oasis i Blur :):):).
JK: To dla nas wielkie wyróżnienie móc tam zagrać, a do tego czytać doskonałe recenzje. Zagraliśmy dwa bardzo dobrze przyjęte koncerty, a porównanie nas do Radiohead osobiście odbieram jako superlatywę w naszym kierunku. To porównanie to dla nas zaszczyt.
„Bycie zawodowym muzykiem to pewnego rodzaju walka, ponieważ nie możesz spocząć na laurach”.
FT: Osiągnęliście ogromny sukces, pozostając alternatywnymi w sposobie myślenia o muzyce i tekstach. Skąd czerpiecie inspirację?
WK: Przestrzeń, w której obcujemy: film, książka, inne zespoły, dana chwila czy spotkanie z kimś interesującym. Jednym słowem – życie.
JK: Z życia, z ilości przesłuchanej muzyki, obserwacji, dobrego gustu muzycznego.
FT: Pomimo odejścia Artura Rojka dalej tworzycie i gracie taką samą muzykę. Często po odejściu wokalisty zespoły upadają. W waszym przypadku jest inaczej.
WK: Cały czas nad tym pracujemy i – uwierz mi – nie jest to łatwe. Można się nawet poczuć jak debiutant. Natomiast wzajemna inspiracja, szacunek wobec siebie, czystość umysłu, dystans i jeszcze wiele innych ludzkich cech to może nie złoty środek, ale jak dla mnie pierwszy krok do zdrowej współpracy.
JK: Na to nie ma recepty – albo się udaje, albo nie. Często same chęci nie wystarczą. Naszą siłą było to, że w zespole pozostały cztery osoby ze starego składu, które dalej chciały grać i miały w sobie na tyle dużo siły i determinacji, że pomimo wszelkich niedogodności postanowiły robić to dalej.
„Dobra muzyka rodzi się z bólu i w bólu, a nie z przepychu”.
FT: Szkoda, że w jubileuszowym momencie dla waszego zespołu na koncertach nie pojawił się gościnnie Artur Rojek, który niedawno wydał swoją książkę pt. „Inaczej”. Jak czujecie się w związku z jej ukazaniem? W końcu opowiada tam wiele także o was…
WK: Nie mieliśmy jeszcze okazji jej przeczytać.
FT: W waszej twórczości znaleźć można wiele inspiracji zaczerpniętych z kina. „Korova Milky Bar” nawiązuje do „Mechanicznej pomarańczy”, a „Blue Velvet” – do Davida Lyncha. Planujecie zaznaczyć swoją obecność w świecie filmu podczas aranżacji kolejnych albumów?
WK: Wszystko zależy od weny twórczej…
JK: Czas pokaże, wszystko jest możliwe. Dobre filmy to doskonała inspiracja dla muzyków.
FT: Wiele z waszych utworów bazuje na psychodelicznych melodiach i smutno-szczerych tekstach. Uważacie, że tylko cierpiący artysta i twórczość nacechowana bólem potrafią przekazać jakąś prawdę i dotrzeć do odbiorców?
WK: Każdy na swój sposób odbiera klimat utworu i interpretuje tekst, więc zostawiam to odbiorcy.
JK: Dobra muzyka rodzi się z bólu i w bólu, a nie z przepychu. Bardzo smutna piosenka również może być wielkim przebojem, choć często tak się nie dzieje.
Rozmawiała: Sandra Szmigiel
O autorze:

- Nie ma jednego wyraźnego koloru. Jest "cudzoziemką w raju kobiet". Obserwuje, słucha, komentuje. Czasem śpiewa, czasem gra i ciągle szuka. Wybredna. Zakochana w Panu Burtonie i mrocznych bajkach.



