źródło: .facebook.com/barcislandia
[WYWIAD] Artur Barciś: Nie czuję się autorytetem
Kiedyś był wielkim fanem Ewy Demarczyk, dziś – Adele. W liceum jego marzeniem aktorskim było zagranie roli Papkina. Obecnie czeka na to, czym zawód aktora go może jeszcze zaskoczyć – Artur Barciś.
Kiedyś był wielkim fanem Ewy Demarczyk, dziś – Adele. W liceum jego marzeniem aktorskim było zagranie roli Papkina. Obecnie czeka na to, czym zawód aktora go może jeszcze zaskoczyć – Artur Barciś.

FINE TUNE: ”Żegnaj Mistrzu” – napisał pan niedawno w poście po śmierci Wiesława Michnikowskiego. Co z twórczości tego aktora wspomina z największym rozrzewnieniem?
Artur Barciś: Wiesław Michnikowski był legendą. Znałem go od dawna… Chociaż prywatnie bardzo rzadko się spotykaliśmy. Kiedyś w Teatrze Telewizji miałem zaszczyt grać jego syna. W spektaklu ”Skrzywdzeni i poniżeni” Fiodora Dostojewskiego, w reżyserii Izabelli Cywińskiej – stanąć u boku Mistrza to była wielka przyjemność.
Czy przy graniu obok takiej legendy towarzyszył panu stres?
Nie, bo Pan Wiesław był bardzo uroczym i przyjaznym człowiekiem. W tej współpracy z nim nigdy nie było żadnych barier. W jego twórczości są takie rzeczy, których nigdy się nie zapomni – na przykład ”Addio pomidory”. Kabaret Starszych Panów i Wiesław Michnikowski to prawdziwa historia, która zostanie w naszej kulturze już na zawsze. Odszedł wielki autorytet.
,,Kiedyś w Teatrze Telewizji miałem zaszczyt grać jego syna. W spektaklu ”Skrzywdzeni i poniżeni” Fiodora Dostojewskiego, w reżyserii Izabelli Cywińskiej – stanąć u boku Mistrza to była wielka przyjemność”.
Czuje pan, że dla swoich fanów jest też takim autorytetem?
Nie, nie… Skąd?! Dlaczego?! (śmiech)
Komentarze na facebookowym fanpage’u wskazują, że jest pan dla fanów kimś ważnym. Oni poruszają tam różne tematy, a pan codziennie poświęca im czas, by odpowiedzieć na ich pytania…
Muszę przyznać, że czasami to tylko zwykła próżność, bo czytam tam wiele komplementów – a przecież my aktorzy bardzo to lubimy. Ale tak naprawdę otworzyłem swoją stronę głównie po to, by mieć ten kontakt z ludźmi.
Ale lubi pan tak na moment zajrzeć do tych komplementów, żeby poprawić sobie humor i utwierdzić się w przekonaniu, że jest ktoś, kto docenia pana pracę? (śmiech)
Pamiętam niektóre miłe zdarzenia. Na przykład na sześćdziesiąte urodziny dostałem pięć tysięcy życzeń. Byłem wtedy naprawdę w wielkim szoku i nie spodziewałem się, że tyle osób złoży mi życzenia – jestem za to bardzo wdzięczny i na pewno tego nigdy nie zapomnę. Wtedy poczułem, że jestem dla tych ludzi może nie kimś bardzo ważnym, ale kimś, kogo oni pewnie zapamiętają w swoim życiu i czyja praca sprawiła wielką frajdę.
A co w wolnych chwilach? Jakiej muzyki lubi pan słuchać?
Uwielbiam osoby, które mają wielki talent. Nie lubię mocnego ”tłuczenia” w gitary czy perkusję. Jestem osobą, która kocha muzykę solistów, prywatnie jestem wielkim fanem Adele.
No właśnie, a ostatnio pojawiły się nawet plotki, że Adele może przestać koncertować…
Trudno. Ale ja nawet nie mam okazji być na jej występach. Natomiast mam jej wszystkie płyty, jestem jej wielkim fanem. Słucham też dużo klasyki, Edith Piaf.
No tak… Studiuję w Lublinie i pamiętam nawet spektakl pt. ”Trzy razy Piaf”, z którym pan pojawił się w lubelskim teatrze.
Tak, zrobiłem w tym mieście ten spektakl, wszystko się zgadza (śmiech).
A czego pan słuchał jako nastolatek? Był pan rock’n’rollowcem czy może raczej hipisem?
Żadnym z wymienionych. Jako nastolatek byłem raczej wrażliwym chłopcem, który lubił poezję. Byłem fanem zespołu Czerwone Gitary. Ale najbardziej uwielbiałem słuchać utworów Marka Grechuty, Ewy Demarczyk. Kraina łagodności – to był mój świat.
”Od dziecka miałem potrzebę wykrzyczenia światu, że jestem” – tak pan mówił w jednym z wywiadów. Niedawno obchodził pan sześćdziesiąte pierwsze urodziny – to był moment, kiedy mógł pan powiedzieć: ”Jestem spełnionym aktorem. Ludzie poznali już wszystkie twarze Artura Barcisia?
Absolutnie nie! Aktorstwo to taki zawód, który można wykonywać do końca życia. I jednocześnie wielka loteria, bo nigdy nie wiem, co jeszcze na mnie czeka… Nie wiem, co będzie jutro, za tydzień czy za rok. Być może rola mojego życia dopiero przede mną.
,,Jako nastolatek byłem raczej wrażliwym chłopcem, który lubił poezję”.
Był pan wychowywany głównie przez babcię. Istnieje taki stereotyp, że babcie zazwyczaj są bardziej uległe wobec wnuków niż rodzice – u pana było podobnie?
Moja babcia była cudowną osobą. Ale nie mogę też powiedzieć, że zgadzała się na wszystko. Wręcz przeciwnie, była bardzo wymagająca. Uczyła mnie zasad, których musiałem się trzymać. Reprezentujesz sobą wartość i musisz w to uwierzyć – to ciągle mi powtarzała. Dzięki niej wiem, że liczy się nasze wnętrze, bo to jest właśnie klucz do prawdziwego szczęścia w życiu.
Dostaje pan listy, w których fani skarżą się, że im brakuje właśnie takiego szczęścia w życiu?
Rzadko dostaję listy, gdzie ktoś prosi o taką duchową pomoc. Częściej ludzie proszą o pomoc materialną. Nie jestem typem doradcy. Ale jeśli już muszę, to zawsze robię to na własnym przykładzie. Dlatego zgodziłem się wydać książkę pt. ”Rozmowy bez retuszu”. To wywiad rzeka o tym, że jeśli mamy marzenia i dążymy do ich spełnienia, uczymy się i ciężko pracujemy, istnieje duża szansa na to, że można nam się udać.
”Zapomnieć tekstu to kompromitacja” – tak pan powiedział w kontekście wykonywania przez siebie piosenek. Jaki jest pana sposób na to, by do kompromitacji jednak nie dochodziło?
Oczywiście przede wszystkim trzeba bardzo dobrze się przygotować, znać tekst, chociaż pamięć też czasami zawodzi… A do tego dochodzi jeszcze ogromny stres, a wtedy nietrudno o porażkę. Wystarczy, że wypadnie jedno słowo, rytm idzie dalej i bardzo trudno jest się pozbierać. Zazwyczaj ten stres pojawia się podczas przedstawienia, które gram bardzo rzadko. I jeśli po kilku miesiącach mam ponownie stanąć przed publicznością i zaśpiewać tę piosenkę, to ten stres na pewno będzie. Ale cóż, taki jest już ten zawód!
,,Aktorstwo to taki zawód, który można wykonywać do końca życia. I jednocześnie wielka loteria, bo nigdy nie wiem, co jeszcze na mnie czeka… ”.
W jednej z rozmów podkreślił pan, jak wielkie znaczenie ma dla pana dom – to nadal jest dla pana takie miejsce, gdzie można być po prostu sobą?
Mój dom to nadal mój azyl. Dużo podróżuję, pracuję poza domem, dlatego bardzo lubię wracać do tego miejsca. Razem z żoną stworzyliśmy miejsce, które kochamy. Tam panuje cisza i spokój, która daje mi siłę.
Jest pan osobą, która łatwo przywiązuje się do przedmiotów?
Nie, należę do grona tych osób, które nie przywiązuję się do rzeczy.
Czyli w państwa domu nie ma takiej rzeczy, która stoi na honorowym miejscu i budzi nostalgiczne odczucia?
Chyba nie… Ale dosyć istotnym elementem naszego domu jest telewizor. Oboje z żoną pracujemy w branży filmowej – oglądamy wspólnie dużo filmów, seriali… Lubimy też być na bieżąco z tym, co teraz się dzieje.
A siebie lubi pan oglądać w telewizji?
To zależy w czym… Ale zawsze jest u mnie ta ciekawość tego, jak zagrałem i chcę to sprawdzić. Bardzo lubię oglądać serial ”Ranczo”. Granie w nim sprawiało wielką przyjemność — to świetny serial.
Od dzieciństwa marzył pan o aktorstwie. Ale na przykład w spektaklu ”Między łóżkami” jest pan również reżyserem. Co spowodowało, że wszedł pan również do świata reżyserii?
Ja swoje pierwsze przedstawienie wyreżyserowałem ponad dziesięć lat temu…
No tak, ale pana fani nie są chyba jeszcze do tego przyzwyczajeni. Kiedy publikuje pan informację o przedstawieniu, w którym jest pan reżyserem, widzę jeszcze to zaskoczenie w komentarzach.
Tak, bo ja reżyseruję dość rzadko i nie jestem z tego szczególnie znany. Nie afiszuję się specjalnie jako reżyser, chociaż muszę przyznać, że to sprawia mi ogromną frajdę. W spektaklu ”Między łóżkami” poza reżyserią postanowiłem również zagrać – chociaż muszę przyznać, że nie lubię grać, kiedy jestem reżyserem. Ale ta rola była dla mnie tak ”smakowita”, że skusiłem się, by również zagrać w tym spektaklu.

W liceum największym pana marzeniem było zagranie Papkina – to marzenie się spełniło. To, o jakiej roli teraz pan marzy?
Na tym etapie nie mam takich szczególnych marzeń… Nie mam niestety wpływu na to, czy zagram w jakimś dobrym filmie. Staram się po prostu dobrze wykonywać swój zawód i być dobrym aktorem. Liczę, że to wystarczy, by w przyszłości zagrać jeszcze dużo ciekawych ról.
Rozmawiała: Małgorzata Sawa
O autorze:

- Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.
Najnowsze publikacje:
Newsy05/28/2020„Sztuczne Ognie”. Sambor i Urbański prezentują nowy utwór
Wywiady05/27/2020[WYWIAD] Koko Die: chciałem być paladynem, który ratuje ludzi z opresji
Wywiady06/13/2019[WYWIAD] NOŻE: Nie interesuje nas propaganda sukcesu
Wywiady05/16/2019[WYWIAD] Arek Kłusowski: Mam alergię na sztuczne emocje w muzyce



