[RECENZJA] The Ploy – The Most Famous Man Nobody Has Ever Heard Of

Z końcem września ukazał się nowy album poznańskiego zespołu The Ploy, którego twórczość można określić pojęciem „indietronica”

Image and video hosting by TinyPic

Z końcem września ukazał się nowy album poznańskiego zespołu The Ploy, którego twórczość można określić pojęciem „indietronica” – czyli połączeniem indie rocka, muzyki elektronicznej i popowej.

Zastanawia mnie, dlaczego postanowiono wydać tą płytę akurat jesienią, skoro dominującym motywem na krążku są lekkie, letnie klimaty. Może chłopcy z The Ploy chcieli w ten sposób rozpromienić długie, depresyjne wieczory swoich słuchaczy, dając im coś sympatycznego dla wypełnienia czasu? A może to przemyślany zabieg, aby publiczność mogła oswoić się z materiałem przed letnimi festiwalami, gdzie to momentami bardzo taneczne wydawnictwo, będzie mogło się w pełni zaprezentować?

„I feel we’ve lost the grip of presence, what happens now we cut away. The plans and concepts stand much stronger then emotions of today. And I’m afraid that it’s a circle, tomorrow never comes, you know.” – The Ploy „Now We Cut Away”

Za wprowadzanie słuchaczy w pogodny nastrój odpowiadają trzej muzycy: Iwo Borkowicz, Stefan Czerwiński i Andrzej Zujewicz. Udało im się stworzyć album nawiązujący do niestety już trochę zapomnianych przedstawicieli „tradycyjnie radosnego” indie grania, takich jak: Cajun Dance Party, One Night Only, czy trochę bardziej elektronicznego, Friendly Fires. To interesujące, że kiedy zagraniczne zespoły postanowiły uciec od klasycznego indie rocka, nasze The Ploy powraca do korzeni, nie bojąc się słodkich riffów, chłopięcego wokalu i nieskomplikowanych tekstów piosenek. Ponadto płytę można podzielić na dwa bieguny: ten wyraźnie indie rockowy i drugi bardziej elektroniczny – przesycony syntezatorami i rytmicznymi beatami, w których słychać inspirację francuskim zespołem Phoenix.

Image and video hosting by TinyPic„Oh I wonder baby if all I see, is by chance my real integrity, earned by work or luck or its for free, or it’s you who flips it all for me. Don’t you feel good with simplicity? No big words or rules just you, us, me.” – The Ploy „Tides”

Album otwiera utwór „Now We Cut Away”, który jest singlem promującym płytę w rozgłośniach radiowych. Według mnie, to doskonały wybór zważywszy na to, iż jest to jedna z najciekawszych piosenek zawartych na albumie. Utrzymana w klasycznie indie rockowym klimacie, przepełniona jest pozytywną energią i przesłaniem sprawiającym, że Twój szary, deszczowy dzień, wypełni się uroczymi pastelowymi barwami – „We’re coming for more. We’re coming again”. Następnym kawałkiem, który od pierwszych sekund zwrócił moją uwagę jest „Tides”, do którego grupa tworzy właśnie teledysk. Jest to podniosła ballada o miłości, doprawiona odrobiną melancholii, znajdującej odbicie w ciepłej barwie głosu wokalisty. Urozmaicenia, takie jak chórek na początku i w refrenie, pukanie pałeczkami o kant werbla/blocka oraz trąbka wprowadzona w końcówce utworu, tworzą czarujące zestawienie, dopełnione kojącą, gitarową melodią.

„Sometimes day turns out to be easy to ignore. Only change I see is different mess on my floor.” – The Ploy „On Your Mark”

Trzecią piosenką, na którą warto zwrócić uwagę, jest „Bright Side” – jako jedyna odróżnia się od reszty brudnym, rockowym przesterem. Na płycie wypełnionej lekkimi dźwiękami, „Bright Side” wprowadza coś innego, trochę agresywnego, może nawet punk rockowego. Dodatkowo powiedziałabym, że chwilami brzmienie gitar przypomina te z drugiego albumu The Kooks, a prowadzenie wokalu przywodzi na myśl już nieistniejący, brytyjski zespół Milburn. Spośród bardziej electro-popowych utworów zebranych na albumie, interesujące wydały mi się: chilloutowy „On Your Mark”; mocno synthpopowy „Use the Gun”, który dobrze sprawdzi się na festiwalowej scenie i delikatny „Trip”.

„Don’t believe in destiny cause no one knows what’s gone be. Acceptance of authoritative script is like turning all my decisions in to shit. So please don’t tell me, it was all just mend to be” – The Ploy „Trip”

Przyjemnie jest wrócić wspomnieniami do czasów liceum, kiedy wesołe indie było najbardziej popularne, a zespoły reprezentujące ten gatunek, zajmowały topowe miejsca na listach przebojów. To budujące, że ktoś nadal uważa tą muzykę za aktualną i chce ją unowocześnić o tak modnie brzmiące dźwięki syntezatorów. Album „The Most Famous Man Nobody Has Ever Heard Of” w dobrym stylu powraca do porzuconych indie rockowych schematów, za którymi tacy wierni fani gatunku jak ja, na pewno tęsknili. Z rozżewnieniem słuchałam tej płyty, czasami urażona zbyt dużą dawką elektronicznego popu, ale przy tak zręcznym manipulowaniu uroczymi gitarowymi motywami, można autorom to wybaczyć.

„We’ve got sun in our eyes, we’ve got clouds in our minds” – The Ploy „Kaliska”

Nela Grabowska

O autorze:

Nela Grabowska
Nela Grabowska
Miłośniczka powieści, filmów Woody'ego Allena i Wesa Andersona. Zakochana w muzyce brytyjskiej. Romantyczka. Ulubiony gatunek: indie rock.