[RECENZJA] Agyness
B. Marry – „Debut LP”
Prosto z serca. Recenzja debiutanckiego albumu Agyness B. Marry.

PROSTO Z SERCA. RECENZJA DEBIUTANCKIEGO ALBUMU AGYNESS B. MARRY.
Mocnym pazurem na rynek wdarła się pierwsza płyta Agyness B. Marry o tym samym tytule. Album jest powiewem świeżości w polskiej muzyce. Wśród dwunastu kawałków, znajdziemy rzadko spotykaną fuzję rockowej energii z kobiecą wrażliwością i przebojami, które mogą spodobać się nie tylko fanom cięższego brzmienia.
Agyness B. Marry to porządny zastrzyk rock’n rolla. Inspiracji możemy szukać w Nirvanie lub latach 60/70. W jednym z wywiadów Agnieszka Bukowska (Agyness) przyznaje, że piosenka Led Zeppelin „Stairway to Heaven”, zmieniła jej muzyczny świat. Na płycie znajdziemy mocny i emocjonalny wokal rodem z poprzednich dekad („Vaccine”, „My Name is New”), ale także proste, czasem wręcz określane jako garażowe, granie (”Dirty Water”, „All my Little”). Choć artystka często wspomina o Joshu Homme, liderze zespołu Queens of the Stone Age, jedyną analogię stanowi „Intro”, które klimatem nawiązuje do amerykańskiej grupy.
Wśród rockowo brudnej otoczki, artystka pokazuje również swoje drugie, wrażliwe i kobiece oblicze. Piękne ballady, takie jak: „Among Lights of Fireflies”, „Home”, czy „You Live by the Sea” nadają albumowi głębi i wielowymiarowości. Tak samo jak wspaniałe chórki, do których rękę przyłożył realizator płyty – Maciej Cieślak (Ścianka, Lenny Valentino). Warto zwrócić na nie uwagę, szczególnie podczas słuchania: „Among Lights of Fireflies”, „All my little”, „Vaccine”, czy „She Says She Needed a Friend”.
Cała płyta jest utrzymana na wysokim poziomie, nie ma na niej kiepskiego kawałka, nie znajdziemy też żadnych sztucznych wypełniaczy. Właściwie prawie każdy utwór nadawałby się na singiel. Najbardziej przebojowy wydaje się być kawałek „Break up Breakdown”, który w swojej lekkiej, imprezowej konwencji na pewno sprawdzi się na festiwalach i domówkach. Mnie najmocniej porwały „Among Lights of Fireflies”, „Raindbow” oraz „Home”.
Ogromną zaletą płyty jest jej prostota. Kwintesencję albumu może stanowić wykrzyczany pod koniec pierwszej zwrotki „Dirty Water” wers: „Which comes from my heart!” Agyness B. Marry, to czyste emocje i muzyka, która pochodzi prosto z serca. Nie jest zagłuszona żadnymi panującymi trendami, czy też przekombinowanym muzykowaniem. Jest konkretnie i bezkompromisowo. Właśnie tak, jak powinien brzmieć prawdziwy rock.
9/10
Weronika Bukowska
O autorze:

Najnowsze publikacje:



