Płyta tygodnia – Eldo „Chi”

Eldo to polski raper i muzyk, członek nieistniejącego już zespołu hip-hopowego Grammatik.

Domorosły detektyw

Po prostu żyć, śpiewać piosenki – nawija Eldo w pierwszym singlu na płycie „Chi”. Tak bardzo wesoło. Do całości jeszcze kolorowy klip i refren Tomsona. I może się wydawać, że raper filozof zgodnie z kolejnym wersem w końcu przestanie pytać: Jak żyć?. Jednak Leszek nie zmienia tematyki swoich przekazów. Znów o życiu. Bo po wesołym singlu, na trackliscie jest już tylko smutniej.

Mimo iż teksty merytorycznie zawierają linijki proszące się o uśmiech, nie są w ten sposób akcentowane. Ciekawe, choć monotonne bity o smutnej tonacji pogłębiają depresyjne odczucia. Inteligentne podejście? Z pewnością. Eldo może pozwolić sobie na taką zabawę, na taką grę z słuchaczem. Jest pewien jego domyślności. Każdy track podejmuje osobny „mikroproblem”, ale w odsłuchu całości poszczególne kawałki zlewają się tematycznie. Tak samo jest muzyką – dopracowane, ciekawe bity dodają kawałkom wyjątkowości. Ale odtwarzając je jeden po drugim, trudno wyczuć pomiędzy nimi granice.

Raper przedstawia się w różnych rolach społecznych, w tym jako podróżnika Guliwera czy zawierającego pakt z diabłem Twardowskiego. Niestety, powracające w 2014 stare motywy nie wnoszą żadnej świeżości. Jednak zdaje się odczuć zmianę w jego postrzeganiu świata. Leszek bardziej ironizuje współczesność, niż stara się ją zmieniać. W swoich opowieściach jest spokojny, lekko znudzony. Lecz jak na człowieka, który już raz ukradł alfabet, radzi sobie całkiem dobrze. Pokazuje, że wciąż jest w doskonałej formie jako tekściarz. Nie zapożycza starych wersów, a jego punche zaskakują świeżością i aktualnością.

Mimo wszystko cieszy fakt, że Eldo się nie zmienił. Od lat pozostaje w swoim klimacie nie stroniącym od opisywania melanży, kobiet, starć z policją. Nie eksperymentuje z dubste-pem, grimem ani innymi zachodnimi wiatrami. Jest oazą dla szukających w hip-hopie… prawd. I choć brzmi to kolokwialnie, twórczość Leszka tworzona jest dla tych, którzy chcą szukać, odkrywać. Dla tych, dla których nie wszystko na świecie jest proste, jasne i trwa bez odpowiedzi.

Chiński taoizm określa „chi” jako energię przenikającą cały świat i ludzkie ciało. Jednak w stosunku do tytułu płyty nie jest to w ogóle adekwatne. Zabrakło właśnie tej porywającej tłumy energii. Nie będzie to też ważna płyta w dyskografii samego Eldo. Nie powtórzy sukcesu Eternii. Ma jednak coś, czym nie daje się zdeklasować. Jest bardzo poprawna – dźwiękowo, technicznie i tekstowo. To jednak za mało, by czymś jeszcze zaskoczyć fanów.

Izabela Lewkowicz

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.