fot. Damian Olek

ARTYŚCI LIVEUROPE SHOWCASE: RUBBER DOTS

Przedstawiamy Rubber Dots, którzy zagrają na nadchodzącym Liveurope Showcase w klubie Stodoła!

fot. Damian Olek
fot. Damian Olek

JUŻ 10-11 WRZEŚNIA ODBĘDZIE SIĘ LIVEUROPE SHOWCASE W KLUBIE STODOŁA. PATRONUJEMY TEMU WYDARZENIU! TO RZADKA OKAZJA, ABY POZNAĆ FANTASTYCZNYCH, MŁODYCH TWÓRCÓW Z CAŁEJ EUROPY.

Rubber Dots to duet z Warszawy, grający w gatunku electronika & post-coolwave. Zadaliśmy Stefanowi kilka pytań dotyczących inspiracji i dźwięku. Otrzymaliśmy mnóstwo arcyciekawych odpowiedzi, więc zapraszamy do lektury i słuchania!

„Tworzenie muzyki elektronicznej to przede wszystkim zgłębianie istoty dźwięku”.

FINE TUNE: Dziennikarze często zadają w wywiadach pytanie muzykom: ,,Jakie słowa określają najlepiej muzykę, którą tworzycie?” Ja zapytam: Jakie dźwięki najlepiej określają Waszą muzykę?

Stefan: Tworzenie muzyki elektronicznej to przede wszystkim zgłębianie istoty dźwięku. Gdy tworzę jakąś barwę, zaczynam zazwyczaj od prostej i w sumie zupełnie nieinteresującej fali dźwiękowej. Dzięki procesowi syntezy ten dźwięk można przekształcić w piękną, skomplikowaną strukturę, która zabrzmi w sposób unikalny i nieoczywisty. Co więcej, zyska silny ładunek emocjonalny, który moim zdaniem potrafi przekazywać treści podobnie jak słowa. Dobra barwa jest jak dobra fabuła w powieści, możesz ją ciągnąć i modulować przez cały utwór, tworząc tym samym bardzo ciekawą opowieść. Dla mnie muzyka elektroniczna jest właśnie takim opowiadaniem historii za pomocą barw.

„Z pewnością byłby to świat bardzo ubogi i chyba dosyć przerażający. Dźwięki, niczym kolory, czynią świat zróżnicowanym i wielowymiarowym”.

387471_302561319766407_975437887_n

FINE TUNE: Wyobrażacie sobie świat bez dźwięków? Jak według Was mógłby wyglądać taki świat?

Z pewnością byłby to świat bardzo ubogi i chyba dosyć przerażający. Dźwięki, niczym kolory, czynią świat zróżnicowanym i wielowymiarowym. Świat bez dźwięków kojarzy mi się z powieścią sci-fi M. Houellebecq’a „Możliwości wyspy”, w której ludzie (a właściwie nieliczne klony, które pozostały z ludzkości) żyją w pełni zautomatyzowanych, sterylnych i odciętych od świata domach. Są zupełnie puści i pozbawieni emocji, a ich życie to jałowa wegetacja. Myślę, że świat bez dźwięków byłby światem nieludzkim.

FINE TUNE: Mówi się, że czasami: ,,Słowa ranią bardziej, niż czyny”. Czy za pomocą dźwięku można kogoś zranić?

Jeśliby spojrzeć na dźwięki oczami szamana, to pewnie tak. Ja lubię jednak myśleć o muzyce jak jednym z największych dóbr jakie zostały dane ludzkości. Oczywiście muzyka (w tym chyba także nasza) często budzi smutne lub melancholijne emocje, jednak one nie są po to aby ranić. Raczej aby skłonić do refleksji, odciąć słuchacza od chaotycznego i przeładowanego informacjami świata.

„(…) lubię myśleć o muzyce jak jednym z największych dóbr jakie zostały dane ludzkości”.

FINE TUNE: Poezja futurystyczna dostarcza Wam inspiracji. Czyje wiersze najbardziej Was inspirują?

Lata dwudzieste XX. wieku to fascynujący czas wielkich przemian i przełomów w sztuce. Niektóre teorie sztuki z tamtego okresu były albo kompletnie niezrozumiałe albo zupełnie niefunkcjonalne. Z drugiej jednak strony zadziałały bardzo odświeżająco, pozwalając zburzyć wiele głupich i pozornych ograniczeń artystycznych. U futurystów – takich jak Jasieński, Stern czy Wat – podoba mi się ta bezkompromisowość, która każe spojrzeć zupełnie inaczej na dzieło literackie. Futuryści mieli obsesję nowatorskości, brzydzili się sztuką, która powtarza stare schematy. Ich podejście było nieco naiwne i często prowadziło donikąd, ale myślę, że w dzisiejszej muzyce brakuje takiego spojrzenia. Zbyt wielu twórców ogranicza się do powielania tego, co jest modne i chwytliwe.
10702055_815672718455262_6035215730715436663_n

„Na pewno nie należy fetyszyzować technologii, bo nawet najlepsze syntezatory i najdroższe efekty nie zastąpią dobrego pomysłu na utwór”.

FINE TUNE: Chcecie, żeby Rubber Dots kojarzono z takim tytułem zespołu ,,z przyszłości”, który reprezentuje muzykę opanowaną przez nowe technologie?

Raczej nie. Bo wierzymy, że istotą muzyki elektronicznej – mimo całej technologicznej otoczki – jest bardzo ludzki, emocjonalny przekaz. Gdy słucham „We disappear” Jona Hopkinsa to czuję te same, bardzo silne emocje, jakich dostarcza mi słuchanie na przykład „Preludium D-moll” Rachmaninova. Współczesna technologia daje mnóstwo nowych i odświeżających możliwości w procesie twórczym. Pozwala kreować piękne, fascynujące barwy, pisać muzykę za pomocą innych środków wyrazu. Dla muzyka wychowanego na klasycznym instrumentarium to fascynująca przygoda, bo każe Ci zacząć myśleć o muzyce w zupełnie inny, nowy sposób. Na pewno jednak nie należy fetyszyzować technologii, bo nawet najlepsze syntezatory i najdroższe efekty nie zastąpią dobrego pomysłu na utwór. Dlatego czasem, gdy czuję przesyt całym sprzętem zgromadzonym w studio, lubię siąść przy klawiaturze i pomyśleć o czystej, niewyprodukowanej muzyce. W ostatecznym rozrachunku dochodzimy bowiem do tego samego punktu, do którego dochodzili Bach czy Jon Lennon. Chcemy robić dobrą muzykę.

FINE TUNE: Podczas słuchania Waszej muzyki, człowiek zostaje całkowicie opanowany przez dźwięki. Jakie dźwięki opanowały Wasze umysły na samym początku Waszej przygody z muzyką? Pamiętacie swoich pierwszych muzycznych idoli?

Moim idolem jeśli chodzi o fortepian, który na zawsze pozostanie moim ulubionym instrumentem jest Keith Jarret. Zwłaszcza jako solista. Jego koncerty solowe są pięknie zbudowane i bardzo wciągające. Jarret potrafi tworzyć hipnotyczne, transowe wręcz partie, które rozwijają się podobnie jak utwory elektroniczne. Swoją drogą im jestem starszy, tym więcej dostrzegam podobieństw między jazzem a elektroniką. Oba gatunków trzeba nauczyć się słuchać. Dla wielu ludzi solówka jazzowa jest niezrozumiałą kaskadą dźwięków. Trzeba wprawy żeby usłyszeć drzemiącą w niej opowieść. Podobnie jest z dobrą elektroniką, zwłaszcza tą taneczną, takich twórców jak na przykład Stephan Bodzin czy Dominik Eulberg. Większość ludzi słyszy tam tylko powtarzalny bit, do którego chętnie potańczą. W rzeczywistości tej muzyki warto posłuchać w skupieniu aby wychwycić piękne i subtelne modulacje barw, zmiany harmoniczne czy stopniowo rozwijające się frazy perkusyjne.

„My chcemy tworzyć muzykę a nie popularne eventy na facebooku”.

FINE TUNE: W jednym z wywiadów mówicie, że do swoich fanów docieracie za pośrednictwem mediów społecznościowych, a dzisiejszym świecie media zasypują nas masą różnorodnej muzyki. Mówicie, że nie robicie sobie zabawnych fotek. Byłam też na Waszym fanpage i jakichś szokujących wpisów też nie znalazłam, ale dziś w mediach często są tacy artyści, którzy za pomocą skandalu robią karierę. To jak chcecie z nimi wygrać? Jak zachęcić ludzi do tego, żeby zapomnieli, co to jest „lifestylowa” strona muzyki?

Fabuła słynnego „Amadeusza” Schaeffera, zekranizowanego przez Milosa Formana oparta jest na dwóch postaciach, obu zresztą historycznych. Lubianym przez wiedeńczyków, bogatym i odnoszącym sukcesy Salierim i Mozarcie, który z powodu swojej bezkompromisowości i trudnego charakteru umiera w biedzie i zapomnieniu. Salieri, który tworzył muzykę całkowicie na miarę swoich czasów, a swoją karierę zawdzięczał umiejętności poruszania się w kręgach dworskich jest dziś postacią znaną tylko dzięki filmowi Formana. Jego muzyki nikt nie słucha i dobrze, bo jest marna i do bólu wtórna. Mozarta zna za to każdy. Z całą tą „lifestylowością” jest jak z Salierim. Gdy muzyka staje się „zjawiskiem społecznościowym” może przez chwilę stać się bardzo popularna. Na stałe jednak mało kto się do niej przywiąże, bo za chwilę w internecie pojawi się jakaś nowy zespół, na który jest hype. My chcemy tworzyć muzykę a nie popularne eventy na facebooku.

Rozmawiała: Gośka Sawa

JEŚLI CHCESZ POSŁUCHAĆ RUBBER DOTS NA ŻYWO, WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE I WYGRAJ BILET NA KONCERT W WARSZAWSKIEJ STODOLE!

Rubber Dots zagrają pierwszego dnia (10.09) Liveurope Showcase w klubie Stodoła.

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.