[RECENZJA] THE FREUDERS – „7/7”

Recenzujemy debiutancki album „7/7” zespołu The Freuders. Przeczytaj!

a3299738300_10

W PRZERWACH POMIĘDZY PRACĄ NA NIELUDZKIE ZMIANY, W DŁONIE WASZEGO REPORTERA TRAFIŁ CIEKAWY KRĄŻEK FORMACJI THE FREUDERS. Z CIEKAWOŚCI, ZAINTERESOWANIA PSYCHOLOGIĄ I PRAGNIENIA DOBREJ MUZYKI, POWSTAŁA DZISIEJSZA RECENZJA ALBUMU 7/7 OD THE FREUDERS.

Bandcampowa strona bandu przepowiedziała mi spotkanie z ogromną dawką alternatywnego grania, w której znajdę post-rockowe smaki. Zachęcony tym opisem, zapuściłem odtwarzanie. Debiutancki album zawiera piętnaście utworów, czym jestem mile zaskoczony. Panowie chcieli wykazać się większymi ambicjami muzycznymi, by zawrzeć na krążku cały przekrój swojej twórczości.

„(…) nie skłamię, jeśli powiem Wam,
iż krążek jest sinusoidą nastrojów.”

Zaczynam się od stricte Toolowej piosenki. Nie sposób tego przeoczyć, ani zignorować. Utwór szyty grubymi nićmi, solidny, progresywny. Za chwilę wszystko się zmienia – Jane Doe jest łanią, jeśli chodzi o charakter kawałków. Lekko chrupiący, na pewno zwiewny. Całkowicie inny od rozpoczynającego. I nie skłamię, jeśli powiem Wam, iż krążek jest sinusoidą nastrojów. Faray uderza w znany ton, niemal brytyjski. Aganist jest z kolei nowoczesną plamą grania alternatywnego, gdzie Rosemary’s Baby jest niepokojącym odbiciem tegoż.

Jak wspominałem wcześniej, „7/7” to album mieszankowy. Taki 7 Sins, chropowaty i skory do rozwałki, jest otoczony przez Outro i alternatywne Shitty Ending, które wcale takie gówniane nie jest. Wydawałoby się, że jest to koniec krążka, ale The Freuders kontynuuje swoją opowieść przez kolejne siedem numerów. Bardzo różnych, wśród których wyróżniam na plus dwie odrębne historie, opatrzone wspólnym ciągiem cyklicznym czyli Anamnesis 1 oraz 2.

Finalnie, muzyka formacji The Freuders to alternatywny rock, z chropowatym zacięciem, punktowymi plamami inspiracji z Toola, o niemal shoegaze’owym charakterze. Post-rock przechodzi w walec dźwięku, każda linia melodyczna wzbogacona jest o zabiegi wyciągające je po linię horyzontu, co dla mnie jest rzeczą niezwykle cudowną. Uwierzcie mi, że nie ma nic piękniejszego, niż soczysty riff w progresywno metalowym kawałku, który podszyty jest drugą gitarą na głębokich efektach przestrzennych. Przykład? Mastodon w kawałku Oblivion albo Devin Townsend w numerze Deadhead. Nie bez przyczyny wspominam o tym, bowiem chciałbym wyróżnić z tego miejsca trzy numery – Heisenberg Wisdom; Hexe oraz Final Quest (szczególnie za tę mikro-solówkę w środku numeru! Pyszności!).

„Album „7/7″ formacji The Freuders
jest soczystą dawką różnorodności.”

Album „7/7” formacji The Freuders jest soczystą dawką różnorodności. Swoją koncepcją oraz charakterem, wpisuje się w ramy nieszablonowego grania z pogranicza alternatywnego półświatka, ale myli się ten, kto spodziewa się brytyjskiego indie rocka. Całość jest szalenie progresywna, wyczuwam tutaj masę inspiracji zespołami, których słucham i ja, co daje wspólny mianownik, dzięki któremu odbieram płytę w taki i chyba właściwy sposób. Ogrom potencjału, bowiem dawno nie słuchałem tak ciekawej płyty, wróży sukces na scenie. Stąd mój malutki apel do was Panowie – poleciłbym Wam na koncertach pogrywać numery instrumentalne z waszego debiutanckiego krążka. Są hipnotyzujące, żywe i smakowicie niepokojące.

Ocena: 8/10
Kamil Karpiuk

O autorze:

Kamil Karpiuk
Biografia? Chyba mam zbyt mało lat w metryce, aby porwać się na taki kawałek sztuki pisanej. Z urodzenia Południowe Podlasie, z zamieszkania Warszawa. Dzień bez muzyki jest dniem straconym, bezwartościowym i nudnym. Traktuje to jak kawę, lek, odtrutkę, narkotyk. Od wielu lat usilnie i z pasją brzdąkam na instrumencie strunowym szarpanym, a osiem miesięcy temu moją miłość do muzyki przekułem w bloga.