[WYWIAD] Z ZESPOŁEM THE FRUITCAKES

Obszerny wywiad z międzynarodowo-trójmiejską grupą The Fruitcakes.

1001486_553451134711772_135179608_n
fot: fb.com/TheFcakes

SĄ MŁODZI, ZDOLNI I TWORZĄ CAŁKIEM ZGRANĄ EKIPĘ. OBECNIE ZESPÓŁ THE FRUITCAKES PRACUJE NAD DEBIUTANCKIM ALBUMEM.

Jak sami o sobie piszą, The Fruitcakes są międzynarodowo-trójmiejską grupą, która została założona w 2011 roku. Rock’n’roll, pop, soul, punk, indie music to gatunki najbliższe ich muzycznej twórczości. Harmonia i spokojne melodie wzbogacone o ciepłe gitarowe brzmienie to wizytówka tego zespołu. Panowie swoją muzyką chętnie zabierają słuchaczy w dźwiękową podróż do lat 50. i 60. . Do ich muzycznych inspiracji należą między innymi zespoły: The Beatles, The Doors, The Rolling Stones, Joy Division i Led Zeppelin. Na swoim koncie mają już udział w trasie koncertowej Tymona Tymańskiego „Songs for George”, która była poświęcona pamięci George’a Harrisona. Skład zespołu: Kuba Zwolan (wokal, gitara), Lukas Tymański (wokal, perkusja), Przemysław Bartoś (wokal, gitara basowa) i Tomek Ziętek (wokal, gitara akustyczna).

FINE TUNE: Ten pobyt poza granicami Polski, o którym pisaliście w wiadomości był związany z Waszym zespołem?

Przemysław Bartoś: Tak, chociaż w zupełnie inny sposób, niż dotychczasowe, zespołowe wyjazdy i podróże. Do tej pory nasze zagraniczne wyjazdy wiązały się przede wszystkim z koncertowaniem lub graniem muzyki na ulicach (druga z wymienionych aktywności była dla nas szczególnie ważna w początkowym okresie istnienia zespołu). Tym razem jednak, los rzucił nas do niewielkiej miejscowości u podnóża gór Jury Szwajcarskiej, byśmy mogli – wykonując fizolską, uczciwą robotę – przysłużyć się tam szlachetnej sprawie (pomagaliśmy przyjacielowi w pracach budowlano-remontowych) oraz zarobić kupę franków. Wyjazd związany z zespołem, bo: a) pojechaliśmy i pracowaliśmy razem b) cały zarobiony szmal zamierzamy wpompować w ukończenie i wydanie naszego, debiutanckiego albumu.

FT: Planujecie wydać swoją pierwszą płytę, jaki będzie ten Wasz debiutancki album? Macie już ustalony termin premiery?

P.B.: Na płycie planujemy umieścić 12 własnych piosenek. Będą to chwytliwe numery śpiewane po polsku i po angielsku, pełne „brzmieniowych cytatów” z lat 60. Nasz debiutancki album zawierać będzie utwory proste i krótkie, melodyjne, w bardzo wielu miejscach okraszone wielogłosowymi harmoniami wokalnymi. Piosenki, które znajdą się na płycie „Cukier, Ciastka, Miłość!”, zostały w większości zarejestrowane w studiu pana Maćka Cieślaka w Warszawie, za wyłączną pomocą zapomnianych retro-technologii (nagrywaliśmy na taśmę, na „setkę”, z prawie całkowitym pominięciem cyfrowych procedur). Płyta będzie jednak trochę takim wesołym potworkiem Frankensteina, bo znajdą się na niej również piosenki nagrywane w innych miejscach i warunkach (w tym jedna kompozycja nagrana u kumpla w pubie („Tabula Rasa” – bardzo polecamy tę gdyńską, klaustrofobiczną norkę)). Co do terminu premiery – jeśli prace nad ukończeniem krążka dalej będą przebiegać w niezakłócony sposób, to album powinien się ukazać w pierwszych dniach kwietnia.

„Uważamy, że na swój sposób każda z form pobierania muzycznych lekcji była doświadczeniem bardzo pouczającym, rozwijającym i pomocnym nam w chwili obecnej.”

FT: Jesteście muzycznymi samoukami? Czy może nie są Wam obce lekcje w szkołach muzycznych, zajęcia z nauczycielami itp.?

P.B.: Każdy z nas ma za sobą dłuższe lub krótsze epizody w szkołach muzycznych, czy np. szkolnych chórach. Wszyscy uczestniczyliśmy również swego czasu w zajęciach z nauczycielami gry na instrumentach muzycznych oraz w różnego rodzaju (bo prowadzonych zarówno przez kresowych pustelników, jak i przez znane twarze muzycznego show-biznesu) warsztatach wokalnych. Mieliśmy jednocześnie ogromnie dużo szczęścia do napotykanych przez nas na tej uczniowskiej ścieżce ludzi, ponieważ były to głównie osoby z „otwartymi” głowami, gotowe dzielić się z nami całą swoją wiedzą, pomocne, bezinteresowne, cierpliwe i wyrozumiałe, przy tym stale rozwijające się (na czym zawsze zyskiwaliśmy również my). Osoby takie, jak np. Marcin Gałązka – gitarzysta zespołu Tymona Tymańskiego – „The Transistors”, ale też instruktor gry na gitarze oraz nauczyciel prowadzący zespoły w Młodzieżowym Domu Kultury w Słupsku (mieście, w którym wychowała się większość członków „The Fruitcakes”). Dzięki Marcinowi właśnie – pomijając już całe duże wszystko inne – Lukas, Kuba i ja mieliśmy w ogóle szansę się poznać.

Uważamy, że na swój sposób każda z form pobierania muzycznych lekcji była doświadczeniem bardzo pouczającym, rozwijającym i pomocnym nam w chwili obecnej. Jednak jeśli chodzi o samo pisanie piosenek, to naszym zdaniem najistotniejsze są takie kwestie:

  1. a) analogicznie jak w przypadku pisania poezji/prozy, tworzenia sztuki w ogóle – nabycie odpowiedniej wiedzy. Czyli, tak jak, powiedzmy, w przypadku aktywności poetycko-pisarskiej, będzie to głównie czytanie wartościowych i reprezentatywnych dzieł literackich, tak w przypadku aktywności muzyczno-kompozycyjnej będzie to – głównie – intensywne i świadome (zarówno pod kątem zrozumienia formy, jak i pod kątem odczytania emocji) słuchanie nagrań „popełnionych” przez innych kompozytorów;
  2. b) mozolne i wielorakie (samotne lub według nas zdecydowanie lepsze – zespołowe) studiowanie, i poznawanie prawideł tajemnej sztuki muzycznej kompozycji oraz wszystko, co się z tym wiąże – uwzględnienie i doświadczanie baśniowego elementu, wykorzystywanie różnych środków i metod, bycie zarówno bezkompromisowym, i wiernym zamysłom, jak i otwartym na współpracę oraz sugestie podpowiadane w dobrej wierze.
557565_553991937991025_346791427_n
fot: fb.com/TheFcakes

FT: Waszą muzyczną inspiracją jest zespół ,,The Beatles ”, za co cenicie ten zespół najbardziej?

Kuba Zwolan: Trudno, żeby popularni Bitelsi nas nie inspirowali, ich wpływy są wszechobecne w muzyce; nawet tam, gdzie chciałoby się na trochę od nich uciec. Nie ma innej rady jak tylko słuchać i zakuwać na pamięć piosenki i ich struktury, wbijać do głów rozwiązania harmoniczne i starać się wyciągnąć z tego to, co najlepsze i próbować „ubogacić” czy przełożyć na współczesny grunt. Za co cenimy ich najbardziej? Przede wszystkim za różnorodność, otwartość na innowacje czy raczej dążenie do nich i perfidną nonszalancję w pisaniu hitów i piosenek, bo wydaje się, że Bitlom przychodziło to bez najmniejszego trudu. Niedoścignieni songwriterzy i kompetytywni goście, ale efekty „ścierań”, czy to wewnątrz zespołu, czy to z innymi bandami ówczesnej ery zawsze okazywały się piorunujące.

„Pewien rodzaj konkurencji interesuje nas tylko na płaszczyźnie tego, kto napisze lepszą piosenkę.”

FT: W jednym z wywiadów Ryszard ,,Tymon” Tymański powiedział o Was: ,,śpiewają lepiej od nas, co jest niepokojące”. Wy już czujecie na 100 %, że stajecie się powoli muzyczną konkurencją dla tych bardziej doświadczonych muzyków? Czy może starcie się patrzyć na to jeszcze z dystansem?

K.Z.: Zdaje się, że na razie nie jesteśmy żadną konkurencją dla nikogo, ponieważ na koncie nie mamy nawet płyty, którą moglibyśmy się legitymować (chociaż mamy nadzieje, że już niedługo się to zmieni). Poza tym – zaleci tu truizmem – muzyka to nie konkurs, nie liga piłki nożnej (przynajmniej dla nas nie). Nie rzucamy oszczepem i nie biegamy przez płotki, a tym bardziej nie ścigamy się na solówki gitarowe żeby ocenić kto jest przed nami, a kto za nami, bo przecież nie o to w muzyce chodzi. Pewien rodzaj konkurencji interesuje nas tylko na płaszczyźnie tego, kto napisze lepszą piosenkę. I to motywuje nas do dalszej roboty. A Tymonowi za miłe słowo dziękujemy, jak zawsze!

FT: Tato Lukasa udziela Wam wskazówek, podpowiada jak odnaleźć się w tym muzycznym świecie?

P.B.: Tymon jest naprawdę niewyobrażalnie zajętym człowiekiem, realizującym naraz całe mnóstwo z zyliona swoich zamierzeń i pomysłów. Niemniej, gdy tylko ma odrobinę wolnego czasu, a my zwracamy się do Niego z jakąś prośbą czy zapytaniem (a te prośby i zapytania dotyczą w zasadzie wszystkich kosmicznych kwestii), to stara się nam pomóc. Tymon niejednokrotnie cierpliwie pochylał głowę nad aranżacjami i tekstami naszych piosenek, podpowiadał rozwiązania, jednocześnie nigdy nie narzucając swojego zdania i nie forsując swojego na nasze granie pomysłu. A z innej beczki – ostatnio bardzo istotnie nam pomógł, pozwalając skorzystać ze swojego studyjnego sprzętu (mikrofonów i przedwzmacniaczy), dzięki czemu mogliśmy dośpiewać do piosenek z naszej płyty ostatnie, brakujące partie wokalne.

F.T: Niedługo w polskich kinach pojawi się film ,,Polskie Gówno”, który pokazuje show-biznes w krzywym zwierciadle. Co Waszym zdaniem jest w tym polskim show-biznesie najbardziej odrażające?

K.Z.: To trudne pytanie, ponieważ tak naprawdę nie zdążyliśmy jeszcze od tego szołbizu dostać po dupie czy wejść w jego struktury i przekonać się o co w nim chodzi, co mamy nadzieję nigdy nie nastąpi. Nasze zmagania to jak dotychczas walka w skali mikro, w której użeramy się raczej z nieuczciwymi i niesłownymi skąpcami, koncertami za 150 zł na zespół, z dziurawymi drogami czy źle nagłośnionymi mordowniami. Cała „infrastruktura” koncertowa, to są nasze realia i największa bolączka. Z drugiej strony – irytujące jest też współczesne spojrzenie profesjonalnych agencji menedżerskich na współpracę z młodymi zespołami. Wypracowały sobie, cwaniaczki, złotą metodę, która „wymaga” zupełnego minimum jeśli chodzi o nakład pracy i polega na natychmiastowym wysyłaniu różnych biedaków do jakichś nędznych „talent-shows” i dalszym działaniu „na” i „wynikającym z” uczestnictwa w takich programach. Jakby bez tego w ogóle nie można było robić muzyki i żyć z tej aktywności. Ale tam, w dupie mamy. Jak na razie idziemy ścieżką outsiderów i poczciwych luzerów i „mamy gdzieś Babilon i on gdzieś ma nas”. Co tu dużo gadać, więcej na ten temat do powiedzenia mają ludzie z doświadczeniem, dlatego gorąco polecamy wybrać się na „Polskie Gówno” do kin!

F.T: Jakie macie zainteresowania poza muzyką?

Lukas Tymański: Tomek is an actor and he likes step dancing. He also likes conspiracy theories. Kuba is mainly into his girlfriend and cooking. Luki is a secret scientist and he has an own laboratory. He’s also into discovering the secret of life. And Przemek is a lone wolf, who likes to wander around and discover places. All of us like football.

„Nasza frutkejkowa orkiestra zagra i zatańczy dla Was w każdym punkcie wszechświata!”

F.T: Tomek, oprócz tego, że grasz w zespole The Fruitcakes, jesteś też obecny w filmowym świecie. Dla Ciebie muzyka jest nierozdzielnym elementem aktorstwa?

Tomasz Ziętek: Nie, nie jest. Niemniej wielce przydatna w pracy aktora jest – wynikająca z pielęgnowania muzycznej strony ludzkiej natury – dobra umiejętność słuchania.

F.T: Macie zaplanowane jakieś koncerty w najbliższym czasie ? Może planujecie jakiś występ w Lublinie?

P.B.: Generalnie, posiłkując się słowami poety, wołamy: „nasza frutkejkowa orkiestra zagra i zatańczy dla Was w każdym punkcie wszechświata!” Naprawdę, chcielibyśmy grać jak najczęściej (mieliśmy już okazje brać udział w sytuacjach, w których np. graliśmy przez dwa tygodnie każdego dnia, przed zmierzchem – na ulicach, po zmierzchu – w klubach, i byliśmy tym szczerze zachwyceni), jednak z różnych powodów nie jest to takie proste. Wiosną i latem planujemy koncertować ile tylko i gdzie tylko się da, równocześnie odkrywając przed publicznością produkt naszej długiej i wytężonej pracy, czyli naszą debiutancką płytę. Mocno liczymy na to, że wydarzy się jedna z naszych zupełnie ulubionych tras, obejmująca Augustów i Olecko. Na pewno będziemy też chcieli zagrać w zaprzyjaźnionych trójmiejskich klubach i pubach. W najbliższych miesiącach bankowo pojawimy się również we Wrocławiu i w Olsztynie. Niestety, nie jesteśmy jeszcze pewni konkretnych dat tych koncertów… .Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do śledzenia facebook-strony zespołu, na której zamieszczamy istotne szczegóły dotyczące naszych planów koncertowych. Co do Lublina – Ziętas spędził ostatnio dość sporo czasu w Lublinie, na planach filmowych paru kinowych produkcji i podobno „wyhaczył” tu parę znakomitych miejscówek do zorganizowania koncertu. Zobaczymy, może uda się zagrać również w Lublinie. Byłoby genialnie.

Rozmawiała: Magłorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.