Recenzja: Curly Heads –
„Ruby Dress Skinny Dog”
Curly Heads to post-indie-rockowy zespół z Dąbrowy Górniczej, założony przez piątkę przyjaciół.

Curly Heads to post-indie-rockowy zespół z Dąbrowy Górniczej, założony przez piątkę przyjaciół w 2010 roku. Wokalistą grupy jest Dawid Podsiadło, który zeszłej wiosny wydał swój solowy album „Comfort and Happiness”. Po roku solowej kariery postanowił wrócić do muzycznych korzeni i wydać intrygującą debiutancką płytę z Curly Heads.
Czytając i oglądając różne wywiady z Dawidem zauważyłam, że wiele osób zastanawia się nad tym jak zostanie przyjęty przez fanów jego nowy wizerunek, który wykreował na potrzeby rockowego zespołu. Ja z kolei zastanawiam się, który Dawid jest bardziej prawdziwy: czy ten delikatny i melancholijny, jakiego wszyscy znamy, czy może ten nowy, bezpośredni i zbuntowany? Chciałabym w mojej recenzji nie polegać na domysłach, tylko prześledzić inspiracje, którymi niewątpliwie kierowali się członkowie zespołu Curly Heads, jak i sam Dawid, w procesie tworzenia debiutanckiego albumu, co w efekcie wpłynęło także na ukształtowanie się jego nowego, śmiałego image’u.
“That where you walk there’re people against the world”
– Curly Heads “Synthlove”
Na płycie „Ruby Dress Skinny Dog” wyraźnie słychać przebijającego się ducha ostatniego bestsellerowego wydawnictwa Arcitc Monkeys, gdzie Alex Turner porzucił swój wizerunek skromnego i dość nieśmiałego wokalisty, a zamiast tego udowodnił, że potrafi być arogancki i przebojowy. Podobnego chwytu użył Dawid, posługując się nową, zadziorną i szorstką barwą głosu, której przedsmak pokazał już w singlu „Elektryczny” zrealizowanym na potrzeby Męskiego Grania. Kolejnym silnie wyczuwalnym wpływem jest inspiracja nowojorskim zespołem The Strokes, która sprowadza się do zapożyczenia od Juliana Casablancasa, jego nonszalanckiego stylu wyrażania emocji w piosenkach. Ponadto nie można nie zauważyć, że Curly Heads wyraźnie wykorzystali charakterystyczne brzmienie bębnów i gitary rodem z The Black Keys. Ostatnim rzucającym się w oczy podobieństwem jest rozpoznawalny dla fanów formacji Kasabian sposób tworzenia przestrzeni w utworach, nadającej kompozycjom rozmachu.
“Now I’m sure that memories are better
Burning our hope
Now we feel that nothing here’s a pleasure”
– Curly Heads “M.A.B”
Podsumowując powyższe spostrzeżenia można dojść do wniosku, że debiut Curly Heads jest bardzo sprytnie przemyślany, ponieważ gładko łączy w sobie elementy zapożyczone od innych zespołów z delikatnie popową nutą, dobrze znaną fanom zagranicznych indie-rockowych bandów, i charakterystycznym głosem Dawida. Patrząc na tą płytę z perspektywy polskiego rynku muzycznego z pewnością będzie to coś nowego, ponieważ od dawna nie pojawiła się młoda kapela, która gra tak „zagranicznie”. Niestety dla prawdziwych fanów brytyjskich czy amerykańskich brzmień, będzie to jedynie powielanie już dawno ogranych rockowych dźwięków. Jednak dla polskich słuchaczy niezaangażowanych w rocka z zagranicy, ten album może być szansą na poszerzenie muzycznych horyzontów.
“So darling won’t you stay on my mind forever seems fine.
I may be crazy but I am not blind
Would you find a little space right next to your heart.
A place where I could be stuck all night long”
– Curly Heads “Noadvice”
Przyglądając się bliżej poszczególnym utworom muszę przyznać, że tak naprawdę na płycie nie ma słabych numerów. Każdy ma w sobie coś ciekawego i w mniejszym lub większym stopniu, zadowalającego. Typując najbardziej atrakcyjne, byłyby to: rytmiczny i wyrazisty „Diadré”; arcticowy „Burning Down”; sentymentalny „Noadvice”, w którym został wprowadzony wciągający chórek w tle; romantyczny „Midnight Crash”, z czarującym delikatnym przejściem ze zwrotki do bridge’u; „Synthlove” budujący napięcie, jak utwory Kasabian (w latach ich świetności) oraz pierwszy singiel, czyli energiczny kawałek „Reconcile”. Dodatkowo chciałabym zwrócić szczególną uwagę na tytułową piosenkę „Ruby Dress Skinny Dog”, w której zarówno muzycznie jak i wokalnie zespół daje się całkowicie ponieść emocjom. Jest to utwór przepełniony zniecierpliwieniem, żalem i złością, które Dawid starannie oddaje modelując swoim głosem, czasami do granic możliwości. W dolnych partiach przyjmuje strokesową obojętność, aby w kulminacyjnych momentach posługiwać się rzewnym, wręcz załamującym się krzykiem.
Dojrzałość tego wydawnictwa przejawia się w warstwie tekstowej, gdzie poruszane są zagadnienia związane z bardzo bolesnymi życiowymi problemami: odrzucenie, zagubienie, niezrozumienie, rozczarowanie i brak miłości. Dlatego też w ogólnym odbiorze albumu przemawia przez niego gniew, bunt i rozgoryczenie. Chłopcy z Curly Heads przedstawiają swojemu słuchaczowi rzeczywistość, która nie zawsze jest zachwycająca, a wręcz przeciwnie – wkurzająca. Otwarcie i głośno mówią o tym, co ich frustruje, wyrażając to krzykiem i mocnym przesterowaniem gitarowych riffów. Na pewno na tym albumie słyszymy kolejny etap rozwoju wokalnego Dawida Podsiadło, który w mojej opinii idzie w dobrym kierunku, a sama płyta „Ruby Dress Skinny Dog” jest szczera i luźna, co sprawia, że pomimo wszystkich zagranicznych zapożyczeń, jest to po prostu kawał dobrej rockowej roboty.
“And there are pieces that you’ve never regret.
All of the pieces that you’ll never forget (…)
Then all the words you said are nothing but lies.
And all the promises are fucking goodbyes (…)
You think I’m weak, you should just go ahead.
‘Cause other people call me a man of the grit. ”
– Curly Heads “Burning Down”
Ocena: 8/10
Nela Grabowska
O autorze:

- Miłośniczka powieści, filmów Woody'ego Allena i Wesa Andersona. Zakochana w muzyce brytyjskiej. Romantyczka. Ulubiony gatunek: indie rock.



