Płyta tygodnia – Namy „Hypocrisy”

Image and video hosting by TinyPic

NAMY to szczeciński zespół rockowy założony w 2009 roku. Muzycy określają swoja muzykę jako współczesny alternatywny rock (z wpływami takich wykonawców jak Muse, Placebo, Paramore). Niedawno rozmawialiśmy z nimi o nadchodzącej epce „Hypocrisy”, a dziś ją recenzujemy.

Album rozpoczyna się bardzo fajnym intro z muzyką symfoniczną w stylu Hansa Zimmera. Strzelające pioruny i szeptanie zapętlonej mantry buduje klimat i zaciekawia słuchacza. „What I Want” wjeżdża z bardzo post-rockowymi gitarami i brzmi naprawdę profesjonalnie. Zmiana wokalistki z intrygującej Amelii Borkowskiej, na Igę Kiryluk przesunęła klimat utworów Namy z punkowego bieguna Paramore, na mroczniejsze tereny, prawie w stylu Evanescence. Niestety, wokal stał się słabym ogniwem zespołu. Po pierwsze, sprawia wrażenie niezbyt dobrze zmiksowanego z całą resztą ścieżek. Po drugie, często jest cicho, brzmi płasko i nie da się usłyszeć słów. Po trzecie, jakoś ogólnie nie jest imponujący.

Trochę inaczej jest w „Desire” – głośny wokal, nałożone efekty i pogłosy. Tak to powinno brzmieć we wszystkich utworach. W tle elektroniczne arpeggio i wyraźna perkusja. Gitary wciąż grają post-rocka, co oczywiście bardzo na plus. Szkoda, że kompozycja pod koniec nie ma nic ciekawszego do zaoferowania, niż tylko ryknięcie wszystkim na raz. Przeciągnięty sprzęg gitarowy i jesteśmy w „Recluse”. Śpiew znów osadzony gdzieś w dziwnej przestrzeni i w sumie bardziej przeszkadza, niż pomaga.

„Sorry Guys” startuje fajnym elektronicznym wstępem i ogólnie brzmi mocno intrygująco. Ciekawe akordy, efekty na głosie i interesująca rytmika. Tak, jest coś w tym kawałku. Zamyśliłem się podczas „Don’t jump again”, więc chyba mnie nie zachwycił. Natomiast „Zatrute strzały” to znów powiew świeżości! Naprawdę ciekawa produkcja, w dodatku po polsku. Świetna praca perkusji, klawisze na rewersie i mroczny klimat. Duża szkoda, że wokal ponownie brzmi płasko i bez wyrazu. „Back in time” to akustyczna kompozycja, która w sumie wprowadza fajną odmianę po kilku przepiłowanych kawałkach.

„OK” otrzymał pierwsze wideo od Namy. I ten kawałek też coś w sobie ma. Wydaje mi się, że zespół brzmi najlepiej, kiedy gra niekonwencjonalnie, „psuje” kompozycję i używa dziwnych akordów. „OK” jest przekombinowane na maxa i zawiera kilka różnych przemian rytmicznych. Refren bardzo na plus, wokal w wersach na minus. Przed Namy jeszcze długa droga, ale na jej końcu majaczy wizja znalezienia własnego, ciekawego stylu.

Reszta utworów, których nie opisałem, brzmi zupełnie bez wyrazu. Dla nowego słuchacza zespołu to zwyczajne zapychacze. Nie do końca rozumiem, dlaczego „Hypocrisy” nie jest tym, czym miało być – epką. Koniecznie trzeba było tworzyć podwójną epkę z akustycznymi kawałkami? Gdyby wybrać 4-5 najbardziej udanych utworów, mielibyśmy całkiem spoko materiał. A tak, mamy niepotrzebnie przedłużoną składankę b-side’ów. Moje rady dla Namy: nie wypuszczać na płytę każdego kawałka, który się urodzi, bo nie wszystkie się nadają. Nie sugeruję zmiany wokalistki, bo nie potrafię ocenić jej umiejętności przy takim poziomie produkcji, ale przydało by się przynajmniej zmienić sposób nagrania i obróbki wokalu. Poza tym, śpiewajcie po polsku! „Zatrute strzały” pokazują potencjał w tym temacie. Niech to nie będzie „jednorazowy eksperyment”. Reszta utworów po angielsku nie brzmi tak intrygująco. Niemniej warto przesłuchać „Hypocrisy” i samemu dojrzeć fragmenty, które rokują nadzieję na ciekawy zespół.

Kuba Styczyński

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.