Płyta tygodnia – Crab Invasion „Trespass”

Image and video hosting by TinyPicCrab Invasion to zespół z Lublina grający muzykę zahaczającą o disco, indie i funk. W grudniu 2013 wydali debiutancki album „Trespass”, który został nagrany w ich niezależnej wytwórni: Postaranie Records.

Album rozpoczyna się dość spokojną kompozycją „The truth is out there”, która wprowadza refleksyjny klimat i służy za interesujące intro tym bardziej, że następna piosenka „Caps”, wrzuca nas w elektryzujący wir staromodnych syntezatorów i organów Hammonda oraz melodii na wysokiej nucie. Natychmiast chwytamy klimacik rodem ze szwedzkich pop rockowych bandów.

„The Rule” wjeżdza płynnie i niepostrzeżenie, a funkowe rytmy i kojące wokale poruszają całym naszym ciałem. Nazwa piosenki „Morgan Freeman” to zapewne coś w stylu żartu „Clint Eastwood” od Gorillaz. Na pewno poziom przyjemności ze słuchania obu kawałków jest porównywalny. Delayowana gitara bez przesteru robi za fajny bridge przed szaleństwem w refrenie. Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że perkusja zdaje się gnać przed siebie, a reszta instrumentów ją goni. Trochę za cicho jest też wokal niemniej kawałek fajny, ambitny i na pewno chłopaki z czasem dopracują go w wersji koncertowej.

„Always now” to dla mnie renesans kompozycji i stylu śpiewania a’la The Cardigans. Pukająco-stukająca perkusja, ciepłe klawisze grające pasaże i genialnie brzmiący bas. W połowie mamy nawet świetną wstawkę jak w trance’owym kawałku, która kojarzy się ze wspomnianym wcześniej Gorillaz.

Kompozycja kończy się zapętlonym dźwiękiem szurania po płycie winylowej, co tylko podkreśla fajny, elegancki klimacik płyty. I znów mamy do czynienia z płynnym przejściem w następny kawałek. „Dart”, który rozpoczyna się dyskotekowym rytmem, żeby za moment wskoczyć na tory grania rodem z Hiszpanii, nawet z syczącymi shakerami. Refren ponownie zaskakuje, wracając do popu, a jednak jest to pierwszy kawałek na płycie, który nie przypadł mi do gustu (może brzmi zbyt komercyjnie, może za dużo zapętlonych słów?). Na szczęście „Way to close” to powrót do formy. Prosta drummaszyna w tle jest naprawdę rozczulająca 😀 . Kolejne ambientowe przejście do „Pebbles, Beads and Mirrors” i powrót do pędzącej perkusji. Długa kompozycja trochę odstająca od reszty, bo brzmiąca najbardziej punk rockowo z płyty. Jest jak kulminacja drugiego aktu, zanim wejdzie króciutka kompozycja „Point in Tune”, przypominająca zabieg jak ze starego The Cardigans.

Ostatni utwór „Caught” zabiera nas na wakacje swoim pulsującym beatem. Wokal wybija się mocno spośród reszty kompozycji i wtedy słychać jego niedostatki. Jest niezły, podoba mi się, ale obiektywnie – nie jest rewelacyjny. Dobrze sprawdza się wpomagany reverbem i innymi efektami. Kompozycja „Caught” kończy się pętlą muzyczną, odjeżdżającą gdzieś w przestrzeń naszego umysłu. Fajnie domyka całość i aż chce się kliknąć repeat, żeby płyta potoczyła się od nowa.

„Trespass” brzmi gładko i płynnie. Instrumenty są świetnie zmiksowane w przestrzeni, wokale brzmią słodko i delikatnie chociaż czasem trochę za cicho (ale to pewnie kwestia osadzenia ich w podobny sposób, co resztę instrumentów). Bez szarż w masteringu, wszystko jest spójne i dzięki temu wyjątkowo odprężające. Polecam głównie romantykom i randkowiczom, ale i miłośnikom lekkiego rocka.

Kuba Styczyński

Płyty można posłuchać m.in. na Spotify, Deezerze, WIMP i iTunes. Pod spodem playlista ze Spotify, jednak żeby jej odsłuchać, trzeba mieć uruchomioną aplikację lub spotify web player.

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.