[RECENZJA] Weedpecker – „II”
Recenzujemy drugi studyjny album warszawskiej formacji Weedpecker, zatytułowany „II”. Przeczytaj!

Debiut warszawskiego Weedpeckera, wydany w 2013 roku, był kawałem porządnego stoner rocka, pływającego w oparach psychodelii i dymu wiadomego pochodzenia. Bez wątpienia mógł narobić apetytu na więcej. Teraz światło dzienne ujrzał jego następca, zatytułowany oszczędnie „II”. Czy było na co czekać?
W największym skrócie – jak najbardziej. Ten album jest wyraźnym znakiem rozwoju zespołu i krokiem do przodu. Nie chodzi jednak wcale o to, że nastąpiły jakieś rewolucyjne zmiany – bo i nie było na takie szczególnej potrzeby. Weedpecker dalej gra to, co lubi i jest to doskonale odczuwalne z każdym potężnym akordem i walnięciem basu pod mostek. Zmieniły się niby tylko detale, ale niezwykle istotne, jeśli chodzi o odbiór całości. A dokładnie?
Po pierwsze: kontrolowany chaos. Cały album przynosi na myśl jeden, wielki, stonerowy jam, w szczególności otwierający „Reality Fades”, czy najdłuższy na płycie, rozbudowany, oniryczny i rewelacyjny „Into the Woods”, gdzie psychodela i czad doskonale współgrają. Co najważniejsze, na „II” nie miejsca ani na nudę, ani na bałagan, jak to często zdarza się w przypadku jammowania muzyków nie do końca do tego przygotowanych. Bez względu na to, czy Weedpecker zapuszcza się w rejony przepełnione majestatycznym ciężarem, czy też rozmarzonymi, niemal space rockowymi zagrywkami, cały album naturalnie „płynie”, a wszystko jest elegancko poukładane i na swoim miejscu. Pobrzmiewają nam czasem echa Electric Wizarda, Orange Goblina czy późnej Kylesy, ale śmiało można powiedzieć, że Weedpecker kroczy swoją własną drogą. Debiut wydawał mi się bardziej chaotyczny – co w przypadku pierwszego wydawnictwa nie jest ani trochę dziwne. Na drugim krążku jednak Weedpecker jakby nieco muzycznie okrzepł i dojrzał, co się wyraźnie słyszy.
Po drugie, mamy sporo więcej psychodelicznych klimatów, a choć zdarzają się oczywiście cięższe fragmenty („Fat Karma”), to jednak na „II” dominuje spokój i harmonia. Atmosferę dopełniają odległe, schowane nieco w tle i oszczędne wokale, trzeba jednak zaznaczyć, że są one niezwykle smacznym, ale tylko dodatkiem. Za to idealnie pasują do muzycznej formuły zastosowanej na „II”, potęgując wrażenie, że znaleźliśmy się w środku bardzo, ale to bardzo dziwnego snu. Nie wszystkim musi się oczywiście spodobać jednostajność tego albumu, ale jest to przypuszczalnie zamierzony efekt. „II” stanowi niezwykle spójną całość i, przynajmniej moim zdaniem, tak właśnie najlepiej jest jej słuchać – od początku do końca, nie zaś wybiórczo. Owszem, w małych ilościach również brzmi dobrze, ale uważam, że zastosowanie pełnej, ponad czterdziestominutowej dawki Weedpeckera, robi dużo lepiej. Można co najwyżej żałować, że nie ma mocnego, krótkiego uderzenia, w rodzaju „Krakena” z debiutu. Inna rzecz, że być może wcale niekoniecznie dobrze by się tu wpasowywał.
Pod względem jakości samego brzmienia, również nie ma się do czego przyczepić. Już debiut nagrany był więcej, niż przyzwoicie, a „II” radzi sobie w tym aspekcie jeszcze lepiej. Weedpecker’owi udała się wcale nie taka prosta sztuka – pomimo często masywnego i głębokiego brzmienia dwóch gitar oraz basu testującego wytrzymałość każdego subwoofera, kompozycje potrafią zrelaksować, odprężyć i wyciszyć. „II” to po prostu hipnotyzująca, dźwiękowa podróż, pełna zarówno tradycyjnych stonerowych motywów jak i ciekawych eksperymentów. Czasem monumentalana („The Vibe”), czasem spokojna i refleksyjna („Nothingness”, „Already Gone”), ale od początku do końca wciągająca i piękna. Słuchajcie i zaciągajcie się mocno, a Weedpecker zafunduje Wam soniczny trip, którego prędko nie zapomnicie. I do którego będziecie często wracać.
Ocena: 9/10
Mikołaj Kobielski
O autorze:

- Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.



