Processed with VSCO with p5 preset

[RECENZJA] PABLOPAVO/IWANEK/PRACZAS – „WIR”

Recenzja albumu, który powstał z wyjątkowej współpracy trójki szczególnych polskich artystów. Przed Wami dzieło Pablopavo/Iwanek/Praczas

RECENZJA ALBUMU, KTÓRY POWSTAŁ Z WYJĄTKOWEJ WSPÓŁPRACY TRÓJKI SZCZEGÓLNYCH POLSKICH ARTYSTÓW. PRZED WAMI DZIEŁO PABLOPAVO/IWANEK/PRACZAS

Obecne czasy są prawdziwą gratką dla fanów muzyki Polskiej. Nie dość, że z roku na rok przybywa coraz więcej debiutantów i szczególnie w okresie jesiennym możemy się cieszyć nową muzyką, to na dodatek jest to muzyka często eksperymentalna. Fakt ten cieszy niezmiernie, gdyż w przeszłości brakowało brzmień niespotykanych na naszej scenie muzycznej. Album „Wir” autorstwa Pablopavo/Iwanek/Praczas jest idealną, jesienną propozycją dla kogoś, kto jest zmęczony oklepanymi i banalnymi schematami. Dlaczego ten album ociera się o rewelacje i płytę roku? Jest kilka argumentów przechylających szalę zwycięstwa nad innymi krążkami wydanymi w tym roku.

Wkładając po raz pierwszy krążek do odtwarzacza, słuchacz już podczas intro wprowadzającego do płyty ma wrażenie jakby przeniósł się do innego, dosyć nostalgicznego i wręcz schizoidalnego świata. Jesień jest chyba najlepszym momentem na wydanie tego krążka. Począwszy od „Październikowy Facet”, przez „Ledwo żywy lis”, a kończą na „Nasz wir” możemy wyczuć prawdziwy klimat trzeciego kwartału roku. Duża w tym zasługa schematu utworów. W przeciwieństwie, do klasycznych utworów, tutaj muzycy niekoniecznie chcą by słuchacz wiedział, co będzie w dalszej części utworu. Jest to niewątpliwie jeden z większych atutów krążka, gdyż nawet przy kolejnym odtworzeniu możemy odczuwać spore zaskoczenie.

Brzmienie z pewnością nadaje płycie klimatu. Wręcz wybuchowa mieszanka instrumentów tworzy refleksyjny klimat. Oprócz rzeczy oczywistych, możemy też usłyszeć klarnet basowy, duduk, a nawet puzon. Wszystko to spaja się wręcz perfekcyjnie, nie ma niepotrzebnych dźwięków, które zakłócałyby odbiór całości. Ania Iwanek idealnie odnajduje się w tych spokojnych, wręcz leniwych dźwiękach.

O Pablopavo nie trzeba dużo pisać. Człowiek orkiestra i tym razem również podołał zadaniu. Szczególnie warto zwrócić uwagę na niebanalną warstwę liryczną i całkiem sympatyczną grę słów. Nie warto zdradzać, co tak naprawdę autor miał na myśli, więc szczególnie polecam spokojny seans, w całkowitym wyciszeniu, by docenić pomysły Pablopavo.

Oczywiście nie mamy do czynienia z czysto „jesiennym brzmieniem”, wspomnianym wcześniej, gdyż możemy również natknąć się na momenty wręcz dubstepowe. Fenomenalny pomysł na pomieszanie gatunkowe, powinno przysporzyć wielu fanów muzykom, gdyż „Wir” dzięki temu zyskuje naprawdę dużo i nie jest na jedne, pobieżne przesłuchanie.

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe

Problem recenzji jest taki, iż nie zawsze dzięki słowom można opisać, to co naprawdę czuje się, słuchając albumu. Tutaj problem jest jeszcze większy, gdyż płyta zawiera tak ogromny pokład emocji, iż bardzo ciężko jest przekazać, jak wielkie wrażenie na mnie zrobiła. Rzadko zdarza się, bym miał taki problem z albumem.

Podsumowując – jest to idealna pozycja dla osób szukających nowych wrażeń, którzy nie boją się wyzwań muzycznych. Jest to z pewnością jeden z faworytów do płyty roku. Kto wie, czy nie stanie na podium? Z takim brzmieniem, przesłaniem i klimatem jest to bardzo możliwe. Tymczasem wracam do kolejnych odtworzeń…

Ocena: 9,5/10
Maciej Maciejuk

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.