fot. fb.com/latajacepiesci
[RECENZJA] LATAJĄCE PIĘŚCI – „EGO.ECHO” EP
Zapraszamy wszelkich akrobatów, karateków, ulicznych fajterów i miłośników szeroko pojętego punku, bowiem kułaki będą latać na lewo i prawo, czasami po ukośnym wektorze. A wszystko to za sprawą nowej epki Latających Pięści.

Zapraszamy wszelkich akrobatów, karateków, ulicznych fajterów i miłośników szeroko pojętego punku, bowiem kułaki będą latać na lewo i prawo, czasami po ukośnym wektorze. A wszystko to za sprawą nowej epki Latających Pięści.
>> KONKURS!!! WYGRAJ JEDNĄ Z TRZECH
PŁYT LATAJĄCYCH PIĘŚCI <<<
Zwiedziony linią melodyczną pierwszego z trzech kawałków, zdecydowałem się pochylić nad świeżym materiałem grupy. Z zasady własnych przekonań, praktykowanej filozofii oraz perfum jakie używam, (a jako człowiek konsekwentny) omijam punka szerokim łukiem. Ba, posuwam się do stwierdzenia, iż nie jest to nawet gatunek, a ślepa uliczka w ewolucji muzyki. Błędy zdarzają się jednak wszystkim, musimy z tym żyć i wyciągać wnioski.
Wstęp do „Ego.Echo” jest jednak autentycznie fajny. Srogie warczenie warchlaka na mocnym fuzzie (tu: najbardziej inwazyjny rodzaj przesteru używany jako efekt przy graniu na instrumentach szarpanych). Jest tu coś ze stoner rocka, ale tylko trochę (bo nie ośmielę się obrażać stonera). Zaraz potem wchodzi wykrzykiwany wokal i nieco garażowe brzmienie. Wsłuchując się w numer mogę nawet doprecyzować, iż był to stary, post-PRLowski garaż, gdzieś na osiedlu warszawskiego Ursusa. Wiem, bo blacha drga jak ta z pokrycia starego traktora.
Generalnie rzecz ujmując, rozumiem zamysł oraz ambicje bandu. Kilkuminutowe kawałki, takie jak „Doktorze” mają albo wypełnić lukę po brakujących numerach, tworząc wirtualne zastępstwo bądź to upodobnić do długości nagrań ze stajni progresywnego rocka. Coś jak Tool, długie etiudy od Dream Theater czy inne progresywno metalowe bandy z ich pięcio- i więcej minutowymi piosenkami. Niemniej, słuchanie tego „gatunku” przez czas przekraczający 180 sekund jest istną torturą dla człowieka. Oficerowie śledczy z Guantanamo na pewno już zacierają dłonie. „Doktorze”, nawet jako jeden wielki diss na polską służbę zdrowia, jest stanowczo za długie (ponad 21 minut!). Ostatnia piosenka krążka „To Co Pomyślałem” to – no właśnie – to co pomyślałem, dając się złapać na pierwsze dźwięki numeru „Ego.Echo”. Jest to dość duży wstyd, iż uległem pierwszemu wrażeniu, które okazało się być złudnym.
„Wsłuchując się w numer mogę nawet doprecyzować, iż był to stary, post-PRLowski garaż, gdzieś na osiedlu warszawskiego Ursusa. Wiem, bo blacha drga jak ta z pokrycia starego traktora.”
Podsumowując – bo muszę lecieć grać stoner rocka na grzebieniu, a sreberko nie jest tanie – Latające Pięści to obowiązkowy zespół dla szerokiej grupy wielbicieli punku, wydzierania twarzy do majka w opuszczonej fabryce (pozdrawiam Fugazi Club na Mińskiej!) oraz wszelkiej maści zbuntowanych typków w przykrótkich bojówkach, nażelowanych włosach i koszuleczkach z Che. Jeśli jednak w jakiś sposób powyższa charakterystyka nie pasuje do was, omijajcie zarówno ten album oraz cały „gatunek”, tak samo jak ja.
Ode mnie leci, takie mocne:
2/10
Kamil Karpiuk
O autorze:
- Biografia? Chyba mam zbyt mało lat w metryce, aby porwać się na taki kawałek sztuki pisanej. Z urodzenia Południowe Podlasie, z zamieszkania Warszawa. Dzień bez muzyki jest dniem straconym, bezwartościowym i nudnym. Traktuje to jak kawę, lek, odtrutkę, narkotyk. Od wielu lat usilnie i z pasją brzdąkam na instrumencie strunowym szarpanym, a osiem miesięcy temu moją miłość do muzyki przekułem w bloga.



