[RECENZJA] Divines – „Pałace”
Królowie disco w końcu wydali swój pierwszy długogrający album. Jest fajnie, ale ta dyskoteka w pewnym momencie przestaje bawić.
Królowie disco w końcu wydali swój pierwszy długogrający album. Jest fajnie, ale ta dyskoteka w pewnym momencie przestaje bawić.

Ekscentryczny warszawski duet Divines był moim faworytem do zdobycia wielkiego fejmu na polskiej scenie już od dłuższego czasu. W jego muzyce wybrzmiewała i modna hipsteria, i archetypiczne klimaty zajebistości. Divines nie mogli też narzekać na brak fanów, wyjątkowych imprezowiczów. Wisienką na torcie były ich intrygujące teledyski wyreżyserowane przez członkinię zespołu – Lulu Zubczyńską. Reasumując: bardzo ucieszyłem się, gdy te zdolniachy trafiły pod dach najambitniejszego wydawcy, jakiegokolwiek poznałem – czyli Łukasza Pawlaka, ojca wytwórni Requiem Records.
Jak wyszło? Świetnie! A przynajmniej pod kątem technicznym, bo za mix odpowiadali m.in. tacy wymiatacze jak Remek Zawadzki czy Szymon Weiss. Jeżeli zaś chodzi o jakość samej muzyki, to mam wrażenie, że w połowie albumu zespół za bardzo zaczyna dreptać w miejscu, a słuchacz – myśleć o niebieskich migdałach. Ale po kolei.
„To siła zespołu, który kreuje klimat swoistego narkotycznego glam disco, dzięki czemu świetnie sprawdza się na koncertach, porywając zgromadzoną publikę.”
Zaczynamy od dawnego hiciora, czyli „Modern Love”. No ale to już wszyscy go znamy, więc wrzucamy drugi utwór. „Moja miłość nie zna dźwięków” z brawurowym, nieco jazzującym basem i wysokotonowymi syntezatorkami oraz keczi refrenem – wszystko jest na swoim miejscu. Słowa Lulu tym razem prawie w całości po polsku dają radę. Są trochę popieprzone, nieco dziwaczne – słowem: abstrakcyjne (i dobre!). To też siła zespołu, który kreuje klimat swoistego narkotycznego glam disco, dzięki czemu świetnie sprawdza się na koncertach, porywając zgromadzoną publikę.
Dalej tytułowe „Pałace”, które urzekły mnie bujającym rytmem i specyficznym głosem wokalistki – który gdzieś w wysokich partiach jakby obniżonych tylko o pół tonu – sensualnie wibruje gdzieś na końcówkach każdego słowa. No i tekst: „Z tego bólu zbuduj sobie pałac. W tym pałacu zdychaj” i wszystkie przychodzące tuż po nim – to dla mnie po prostu mistrzostwo świata sarkazmu.
„Tytułowe „Pałace” urzekły mnie bujającym rytmem i specyficznym głosem Lulu – który gdzieś w wysokich partiach jakby obniżonych tylko o pół tonu – sensualnie wibruje gdzieś na końcówkach każdego słowa.”
I… to by w sumie było na tyle, jeżeli chodzi o geniusz tej płyty. Kolejne utwory, choć bardzo solidne, nie przebijają pierwszych trzech. Może mam zbyt wysokie wymagania wobec tego zespołu, ale z drugiej strony – przy kilkukrotnym przesłuchaniu albumu – nagle zamyślałem się i ten niepostrzeżenie się kończył. To tylko potwierdza pewną monotonię. Ale fajnie, że zespół wydał tę płytę, że jest ona solidna, i że niewątpliwie spełnia oczekiwania fanów. Mnie jednak nie zaspokoiła. Niemniej „diwajnsy” – świetny debiut, czekam na więcej!
7+/10
Kuba Styczyński
O autorze:

- Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od 2015 r. związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.
Najnowsze publikacje:
Wywiady08/25/2020[WYWIAD] Maciej Werk z Hedone: Tworzenie kompilacji jest jak wehikuł czasu
Wywiady08/11/2020[WYWIAD] OLENA: Piosenki składam z własnych emocji i przeżyć
RECENZJE08/08/2020[RECENZJA] ROGI CLUSH – „EVEN GODS”
Wywiady08/08/2020[WYWIAD] Yaszczuk: Pisanie piosenek to układanie puzzli z własnych myśli



