[RECENZJA] Ampacity – „Superluminal”
Swoim drugim albumem Ampacity udowadnia, że Polska jednak ma swój własny program kosmiczny. I to jaki !
SWOIM DRUGIM ALBUMEM AMPACITY UDOWADNIA, ŻE POLSKA JEDNAK MA SWÓJ WŁASNY PROGRAM KOSMICZNY. I TO JAKI!
Właśnie wróciłem z dalekiej i pełnej wrażeń podróży. Zabrało mnie w nią Ampacity w ramach projektu „Superluminal” i chociaż wiedziałem, że z eksploracją Kosmosu nie ma żartów, to jednak ta wyprawa prawie mnie przerosła. Teraz zbieram myśli i próbuję odkryć, co się właściwie wydarzyło…
To chyba najlepszy sposób, żeby zacząć reckę albumu, dla którego głównymi inspiracjami była literatura science-fiction. Jan Galbas, lider Ampacity, udzielający się wcześniej w stonerowym Broken Betty, a ostatnio w Blindead, nie kryje swoich fascynacji tym nurtem. Okazuje się też, że aby tworzyć zakręconego space rocka, pływającego w zawiesistym progowym sosie, nie trzeba brać kwasu – wystarczy dobra książka.
„Superluminal” to przede wszystkim trzy rozbudowane kompozycje („42”, „Propellerbrain” i „Planeta Eden”), pełniący rolę przerywnika „Molten Boron” oraz zamykający całość utwór tytułowy. Już otwierający płytę „42” wyrzuca nas w orbitę z imponująca siłą i przyspieszeniem. Galopująca sekcja rytmiczna, klawisze szalejące niczym za najlepszych czasów Deep Purple oraz chwytliwy i melodyjny gitarowy motyw przewodni. Dziesięć minut – a zlatuje jak trzy.
Prawdziwy kosmiczny obłęd funduje nam następny „Propellerbrain”. W tym jednym utworze przeplata się tyle pomysłów, co u niektórych na całej płycie. Oldskulowe klawisze niczym u wczesnych Floydów czy Hawkwind, to raz spokojne, to siejące zamęt? Są. Liczne zmiany tempa, odjechane retro solówki w stylu Stevena Wilsona i czysta hardrockowa energia? Są. Nie ma tylko wokali, których nie uświadczymy na całym „Superluminal”. Wcale mi ich jednak nie brakuje.
Po dwudziestu minutach mniejszego lub większego czadowania przychodzi pora odpoczynku, czyli „Molten Boron”. Ten najkrótszy na płycie utwór („zaledwie” sześć minut) to spokojne, gitarowe dryfowanie po orbicie. Jest leniwie, refleksyjnie, spokojne klawisze bujają nas i usypiają – chwila wytchnienia przed dotarciem na obcą planetę – „Planetę Eden”. To najbardziej eksperymentalny numer na krążku. Czuć w nim jakby powstał na skutek radosnego jammowania i bez sztywno narzuconej formy. Chociaż cały „Superluminal” nagrany był nieco na takiej zasadzie, to tutaj słychać to najlepiej. Rewelacyjne klawisze, jakby wyciągnięte ze stareńkich filmów grozy i science-fiction, kreują fenomenalny klimat.
Na koniec tytułowa kompozycja – rozbudowane, zamykające album outro. Dość jednostajne, majestatycznie narastające – ma za zadanie efektownie zwieńczyć naszą podróż z Ampacity. I udaje mu się to doskonale.
„Superluminal” to kosmicznie mocny i równy materiał. Moim faworytem na nim jest „Propellerbrain”, w którym znajduję wszystko, czego od takiej muzyki oczekuję. Ale ten album to przede wszystkim jedna, intrygująca podróż. Lepiej nie rozbijać jej na kawałki. Cóż, Riverside pewnie prędko nie powróci do estetyki z „ADHD”. Na szczęście mamy Ampacity.
Ocena: 9/10
Mikołaj Kobielski
O autorze:

- Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.




