fot. fb.com/ADMINISTRAT0RRELECTRO
[RECENZJA] Administratorr
electro – „Ziemowit”
To nie jest album dla młodych ludzi – i bardzo dobrze. Bo tylko dojrzali ludzie docenią i poczują w pełni jego intensywność.
To nie jest album dla młodych ludzi – i bardzo dobrze. Bo tylko dojrzali ludzie docenią i poczują w pełni jego intensywność.

Album „Ziemowit” jest wehikułem przenoszącym słuchacza do czasów, gdy triumfy święciło chociażby Cool Kids of Death. To powrót do bardzo specyficznego brzmienia perkusji, syntezatorów i sentymentalizmu zarówno w sposobie śpiewania jak wydźwięku słów wokalisty. Czy to dobrze? Nie ma jasnej odpowiedzi na to pytanie. „Ziemowit” definitywnie spodoba się dzięki temu tylko ludziom w wieku 30+. Co jest de facto dobrą wiadomością dla twórców biorąc pod uwagę to, że cały świat jest obecnie kreowany dla nich, gdyż stanowią oni najbardziej aktywną i wydającą kasę grupę konsumentów. Nie wykluczam, że płyta spodoba się również miłośnikom bardziej tanecznych utworów legendarnej Republiki. Już sam fakt, że w utworze „Fan” twórcy widzą nowoczesny PR jedynie w posiadaniu fanpage’u na Facebooku pokazuje, jak bardzo stracili kontakt z pędzącym światem. Ale z drugiej strony autoironiczny ton tej piosenki jest z kolei genialnym przykładem tego, jak bardzo mocno w swojej niszy artystycznej czują się członkowie Administratorra electro.
„Sposób ułożenia tracklisty i przejścia między utworami są doskonałe i dzięki temu przesłuchanie całej płyty daje wrażenie obcowania z czymś, co jednak jest pewnym odzwierciedleniem spójnej myśli twórców.”
Trudno powiedzieć, żeby „Ziemowit” był płytą koncepcyjną i opowiadał jakąś konkretną historię. A jednak sposób ułożenia tracklisty i przejścia między utworami są doskonałe i dzięki temu przesłuchanie całej płyty daje wrażenie obcowania z czymś, co jednak jest pewnym odzwierciedleniem spójnej myśli twórców. Ton całości jest dość pesymistyczny, bo jakże inaczej ocenić słowa typu „brutalnie gwałcone marzenia” przewijające się w utworach? Artyści w każdym utworze przedstawiają podmiot liryczny zamknięty w swoich problemach i przekonaniach. Pokazują jednak, że ten podmiot jest w pewien sposób szczęśliwy w tym co robi i czuje – mimo iż osoby postronne mogą uważać zupełnie inaczej. Bo kto powiedział, że szczęście jest tym, co mieści się w określonym przez społeczeństwo kanonie? Przecież zarówno niewiedza jest błogosławieństwem, jak też proste umysły trosk nie zaznają – a i psychopaci/degeneraci wierząc w słuszność własnego postępowania, nie czują wagi popełnianych błędów.
„Ten rodzaj konfliktu między kobietą a mężczyzną może dobrze sportretować jedynie człowiek, który doświadczył pewnego rodzaju zawodu drugą osobą, którego można doświadczyć po długim wypalonym związku.”
To świetne, że pomimo teoretycznie kiczowatych tematów poruszanych np. w „La vagina de la muerte”, utwory brzmią bardzo szczerze i interesująco a dzięki brawurowo poprowadzonej linii melodycznej, uwodzą słuchacza i sprawiają, że chce się do nich wracać. Swoją drogą właśnie ten utwór pokazuje jak świetnie twórcy operują nie tylko wiedzą z zakresu standardów muzycznych, ale także niejako cytują ejtisowe dark electro i wplatają w to nowocześnie brzmiące zagrywki. Brawo! Podobać się też może nieco happysadowe „Sama się przytulaj”. Ten rodzaj konfliktu między kobietą a mężczyzną może dobrze sportretować jedynie człowiek, który doświadczył pewnego rodzaju zawodu drugą osobą, którego można doświadczyć po długim wypalonym związku. Wisienką na torcie jest ostatni utwór „Kropka nad z” z linią melodyczną syntezatora żywcem wyjętą z gier na MSX jak „Psychonauts” czy „Snatcher”. Jest kilmat, są dobre teksty i niewymuszona melancholia.
„Jestem pewien, że „Ziemowit” cudownie wybrzmiałby na winylu i przepuszczony przez analogowe wzmacniacze lampowe.”
Stronie technicznej albumu nie można nic zarzucić. Płyta brzmi bardzo wyraźnie, wszystkie ścieżki są świetnie porozdzielane i osadzone perfekcyjnie. To, w jaki sposób kolejne warstwy wchodzą i wychodzą w tle wrzuca ciary na plecy. Doskonałe został też oddany brudno-odhumanizowany styl brzmienia dawnego dark electro. Jestem pewien, że „Ziemowit” cudownie wybrzmiałby na winylu i przepuszczony przez analogowe wzmacniacze lampowe. Polecam album ludziom, dla których ten ostatni argument ma jakiekolwiek znaczenie.
7/10
Kuba Styczyński
O autorze:

- Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od 2015 r. związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.
Najnowsze publikacje:
Wywiady08/25/2020[WYWIAD] Maciej Werk z Hedone: Tworzenie kompilacji jest jak wehikuł czasu
Wywiady08/11/2020[WYWIAD] OLENA: Piosenki składam z własnych emocji i przeżyć
RECENZJE08/08/2020[RECENZJA] ROGI CLUSH – „EVEN GODS”
Wywiady08/08/2020[WYWIAD] Yaszczuk: Pisanie piosenek to układanie puzzli z własnych myśli



