[RECENZJA] Tune – „Identity”
Recenzujemy najnowszy album warszawsko-łódzkiego zespołu Tune „Identity”, przeczytaj!

RECENZUJEMY NAJNOWSZY ALBUM WARSZAWSKO-ŁÓDZKIEGO ZESPOŁU TUNE „IDENTITY”, PRZECZYTAJ!
Hipnotyzująco i transowo – tak rozpoczyna się „Identity”, drugi krążek w dorobku pochodzącego z Łodzi, art-rockowego Tune. Otwieranie płyty za pomocą czterominutowego intra wymaga sporej odwagi, ale w tym przypadku śmiało można uznać, że jak najbardziej się udało. Niepokojący „On”, z zapętlonym, gitarowym motywem, brzmieniem przypominającym nieco Tool’a, nie tylko nie nudzi, ale też bardzo dobrze buduje klimat i wprowadza w płytę.
„Tune ma potencjał, żeby na polskiej scenie rockowej porządnie namieszać i wprowadzić nieco ożywienia.”
Co ciekawe, Tune postanowił nie zaczynać na rockową modłę, czyli od wytaczania na pierwszy front, a więc początek albumu, swoich największych dział. „Live to Work to Live” to powolny, mroczny i melancholijny utwór, bardziej recytowany niż śpiewany, z delikatnym akompaniamentem klawiszy w tle i efektowną solówką – charakterystyczną cechą Tune’a. Dopiero w trzecim z kolei „Disposable”, następuje nieco mocniejsze uderzenie, z rozrywającym wokalem Jakuba Krupskiego w refrenie. Tu trzeba przyznać, że dawny wokalista znanego oglądającym Must Be The Music zespołu Kamień Kamień Kamień, zaskakująco dobrze odnajduje się w zupełnie innej muzycznej stylistyce. Fanem tamtej formacji nigdy nie byłem, ale Kuba Krupski bez problemu wpasowuje się w kompozycje nowej kapeli, niezależnie od tego, czy zapuszcza się on w rejony spokojniejszego śpiewu, czy przejmującego krzyku. Jak dla mnie – bardzo miłe zaskoczenie.
Wracajmy jednak do płyty. Następne „Change” i „Trendy Girl” bardzo dobrze ze sobą kontrastują. Pierwszy, to przyjemnie melancholijna balladka, prowadzona głównie przez wokal i klawisze, z chwytliwym refrenem i kulminacją w postaci eleganckiej solówki – idealny singiel. Z kolei powolny, ale rytmiczny i bujający „Trendy Girl”, ma chyba największy potencjał „imprezowy” i szybko wkrada się do głowy. „Deafening” odchodzi nieco od pozornej prostoty poprzedniego utworu, a ze swoimi bogatymi klawiszami i szalejącymi partiami gitary przypomina mi warszawski Riverside – nie znaczy to jednak wcale, że pozbawiony jest swojej własnej muzycznej tożsamości. Natomiast oparty na prostym rytmie, chwytliwy i melodyjny „Crackpot”, należy do tej samej rodziny, co „Trendy Girl” i podobnie jak w jego przypadku, jakoś tak dziwnie się dzieje, że człowiek zaczyna go sobie bezwiednie nucić pod nosem.
„Przy końcu „Identity” okazuje się, że chociaż Tune zaczęło niewinnie, to kończy z prawdziwym przytupem.”
Przy końcu „Identity” okazuje się, że chociaż Tune zaczęło niewinnie, to kończy z prawdziwym przytupem. „Suggestions” wprawdzie zaczyna się leniwie i delikatnie, lecz szybko ożywia się za sprawą pulsującego basu i rewelacyjnie narasta, znowu też pojawiają się echa „matematycznej” twórczości Tool’a. Dodajmy do tego przejmujący wokal i jest naprawdę ciekawie, a „Suggestions” błyskawicznie ląduje na playliście i staje się jednym z moich ulubionych utworów na „Identity”. Zaraz za bezwzględnym faworytem, czyli następnym w kolejce „Sheeple”. Bo tutaj już mamy wszystko, od łagodnych klawiszy, przez imponującą, łkającą solówkę, aż po skandowany, monumentalny refren. Moim zdaniem, absolutnie najbardziej zapamiętywalny moment na płycie. Jeszcze tylko „riverside’owe”, mocne outro, czyli „Off”, które razem z intrem elegancko spina album niczym klamrą i „Identity” dobiega końca.
Warto jednak wspomnieć jeszcze co nieco o tekstach, bo stanowią one istotną część twórczości Tune’a. Mamy więc tematykę dotyczącą konformizmu i konsumpcyjnego stylu życia („Sheeple”, „Disposable”, „Suggestions”), „wyścigu szczurów” („Crackpot”, „Live to Work to Live”), czy też po prostu samotności i rozpaczliwej potrzeby akceptacji („Deafening”, „Trendy Girl”). Wszystkie teksty bardzo dobrze komponują się z muzyką i nadają kompozycjom dodatkowego wymiaru, więc jak najbardziej warto się w nie wczytać lub wsłuchać. Jak dla mnie to spora zaleta, bo zawsze to jakoś tak przyjemniej, gdy artysta ma coś do powiedzenia, prawda?
Podsumowując, „Identity” intryguje. Bo chociaż słychać wpływy innych zespołów, to żaden z nich nie dominuje, a kompozycje Tune’a mają swój własny charakter i urok. Mieszanka rockowej swobody i nieprzesłodzonej melodyjności z „progowymi” gitarami i klawiszami, okazuje się nadzwyczaj miła dla ucha. Jedno jest pewne, Tune ma potencjał, żeby na polskiej scenie rockowej porządnie namieszać i wprowadzić nieco ożywienia. Czego im, oraz wszystkim miłośnikom takich dźwięków, w tym sobie, serdecznie życzę.
Ocena: 8/10
Mikołaj Kobielski
O autorze:

- Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.



