[RECENZJA] Pablopavo – „Tylko”
Album „Tylko” mający swoją premierę 24 października 2014 roku jest pierwszym w karierze artysty wydawnictwem sygnowanym jedynie jego nazwiskiem.
PABLOPAVO TO PSEUDONIM ARTYSTYCZNY PAWŁA SOŁTYSA – WOKALISTY, AUTORA TEKSTÓW I PRZEZ JAKIŚ CZAS DZIENNIKARZA ROXY FM.
Oprócz działalności solowej, na stałe związany jest z zespołem Vavamuffin. Album „Tylko” mający swoją premierę 24 października 2014 roku, jest pierwszym w karierze artysty wydawnictwem sygnowanym jedynie jego nazwiskiem. Poprzednio, solowe płyty nagrywał pod szyldem Pablopavo i Ludziki.
Krążek zawiera jedynie 8 utworów (jak zauważa autor w jednej z piosenek ośmiu, umiarkowanie szczęśliwa liczba) i trwa niecałe 31 minut. Dwa kwadranse z Pablopavo obfitują w zadziwiającą ilość ulicznej poezji, rozpisanej w 342 wersach. Całość opatrzona jest minimalistyczną warstwą muzyczną, opierającą się w większości na gitarze akustycznej lub bicie hiphopowym. Proste akordy tworzą nieskomplikowane melodie, które są wyznacznikiem tempa opowieści snutych przez Pablo.
„z mrozem na policzkach i choinką w myślach
z kredytami na full procent od sukinprowidentu
z brudnymi misiami dla wykąpanych dzieci
z przerażeniem w oczach od pkp zamętu” – „Generał”
Smętne historie, ma się wrażenie, że pisane z nad kieliszka lub następnego dnia na kacu, są czymś w rodzaju poalkoholowych majaków. Słuchając ich czujemy zaduch podupadającego baru, zatęchły papierosowy swąd i woń wielu litrów wódki. Surowa forma, połączona z agresywnym i aroganckim spojrzeniem na świat odsłania nieestetyczne obrazy życia, niedostępne dla lekkoduchów z głowami w chmurach. „Tylko” jest albumem opowiadającym o realiach warszawskich blokowisk, dworców, spotkań na ławkach i dobijającej prozie życia. Pablopavo jako ten pozbawiony złudzeń obserwator codzienności wychwytuje dla swojego słuchacza mroczne obrazy, ilustrujące to, obok czego każdy z nas najchętniej przeszedłby obojętnie: bójki, śmierć, bieda, frustracja, bezsilność, alkoholizm.
„(…) kiedy byłem trzeźwy nawet starałem się
idioty samobójcy zanadto nie poturbować
po cholerę zmywać z parkietu krew” – „Ośmiu”
Czasami z przekleństwami, niczym nie upiększane, szczere do bólu spostrzeżenia grają tu pierwszą rolę. Wiersze-piosenki z początku wywołują niesmak, po powtórnym przesłuchaniu pojawia się współczucie dla bohaterów, często upadłych postaci nieradzących sobie z własną egzystencją. Gitara stanowi tutaj jakby rekompensatę i kontrast dla obskurnych wizji malowanych przed oczami słuchaczy, zmiękcza historię, pomagając zrozumieć jej treść. Narrator z wyczuwalną rezygnacją w głosie, może nawet zmęczeniem, nawija do rytmu przytłoczony otoczeniem, które ogląda zimnym okiem. Nie słychać w nim współczucia, ani większych emocji. Jest osobą relacjonującą, sucho przedstawia fakty.
„czasem najlepiej
smakuje połówka
we wszystkich znaczeniach
połówka jest git” – „Carlos”
Bezpardonowy styl pisania artysty przywodzi na myśl odartą z czułości twórczość Bukowskiego. Charakter poszczególnych kawałków zmienia się z czasem, dzięki czemu aura i ton deklamowanej poezji są zmienne, nie statyczne. W jednym z utworów pt. „Kołysanka” Pablo upodabnia nawet swój wokal do kościelnej oracji, a w innym, otwierającym płytę – „Sobota” wprowadza klimat rodem z westernu. Twardy, męski punkt widzenia znajduje swoje odzwierciedlenie nie tylko w warstwie tekstowej, ale także chłodnej barwie głosu wokalisty, która na tle zredukowanej warstwy muzycznej wybrzmiewa niczym przestroga.
„(…) i tylko oczy są mistrzowskie, takie oczy rakiety
patrzą przez grzybny sufit na odległe planety” – „Mistrzu”
Ocena: 6/10
Nela Grabowska
O autorze:

- Miłośniczka powieści, filmów Woody'ego Allena i Wesa Andersona. Zakochana w muzyce brytyjskiej. Romantyczka. Ulubiony gatunek: indie rock.




