[RECENZJA] Co-sovel
(experimental pop)

Recenzja debiutanckiej płyty Cosovel (experimental pop).

SAM_8255

CO-SOVEL TO PROJEKT IZOLDY SORENSON, ZNANEJ Z DREKOTY I JULII MARCELL. SWOJĄ MUZYKĘ OKREŚLA JAKO EXPERIMENTAL POP.

Debiutancka płyta Co-sovel rozpoczyna się utworem „Detektyw nr 16”, który bezapelacyjnie ma w sobie coś ze starego Maanamu, a głos Izoldy (i sposób jego produkcji) to wypisz wymaluj Kora. Sam utwór to mroczna transowa podróż po brzmieniu retro, które w ostatnim czasie przeżywa swój kolejny renesans. „Dhei No” wkracza ze złowieszczym kontrabasem tylko po to, żeby w wersie zmienić klimat na dużo lżejszy i powrócić w refrenie. Głosowi Izoldy bliżej w nim do Bjork i innych skandynawskich śpiewaczek, które zawsze bardzo specyficznie śpiewają po angielsku, a ich głos tak erotycznie drga i zakręca gdzieś na złączeniach kolejnych głosek.

Zachęcam Co-sovel do rzeczonych eksperymentów z popem i rozwijania kompozycji, żebyśmy mogli się w nich zanurzyć i popływać, a nie tylko pomoczyć stopy, albo naprędce ochlapać.

„Bitter Heart” ma dynamikę i chilloutowy klimat retro, prawie jak Crystal Castles. Bardzo przypadł mi do gustu ze względu na elektroniczne klawisze w tle. „Above the madhouse” to kompozycja jak z indie filmu drogi i w taki też klimat wprowadza słuchacza. Buduje i rozpędza się, wtłacza obrazy w naszą głowę, tworzy tajemniczy klimat kolejnymi warstwami muzycznymi, na końcu ulatuje, roznosi się w powietrzu i buduje cudowny setting dla „A small coat”. Język polski powraca w „Psy Kwiaty Lokomotywy” i o ile warstwa brzmieniowa jest mniej więcej tak dobra jak ostatnie dokonania We Draw A (płyta „Moments”), to sposób śpiewu jest w pewnym sensie nieprzyjemny do słuchania.

„Sorbetowy” ma w sobie coś z Artura Rojka. Duże wrażenie zrobiły na mnie świetne warstwy elektroniczne, które buzują na obu kanałach i wypełniają bardzo szeroko rozstawioną scenę brzmieniową. Od tego utworu da się zajarać tą płytą i w końcu zrozumieć, o co chodzi w klimacie Co-sovel. I od tej pory jadę już przez płytę tak gładko, że aż nie chce mi się więcej pisać. Budzi się we mnie nostalgia, która jest łechtana każdym kolejnym dźwiękiem, specyficznym synthem i kolejną linią basową. W ekstazę może wprowadzić kawałek „Souless Object”. Słucham w skupieniu, lewitując gdzieś pod samym sufitem, aż do samego końca, kiedy pozostaje nieprzyjemna pustka i aż chce się wziąć pigułę z napisem „repeat”. Rodzi mi się jednak myśl, że ostatnie utwory aż proszą się o rozwinięcie, gdyż kończą się mniej więcej w momencie, kiedy człowiek w nie się tak konkretnie wkręca. Mili Państwo z Co-sovel, przypomnijcie sobie jak alternatywny superhit „Haunted When The Minutes Drag” od Love and Rockets ciągnie się cudownie przez 8 minut. Zachęcam Was do rzeczonych eksperymentów z popem i rozwijania kompozycji, żebyśmy mogli się w nich zanurzyć i popływać, a nie tylko pomoczyć stopy, albo naprędce ochlapać.

Co-sovel to artystka świadoma, kreująca muzyczne światy i dobrze radząca sobie z opowiadaniem historii.

Jeszcze jedno o głosie Izoldy Sorenson. Jest niejednoznaczny, rzadko spotykany i intrygujący. Z drugiej strony, operuje bardzo często na częstotliwościach, które mogą być zwyczajnie irytujące i nie jestem w tej opinii odosobniony. Trudno mi jest to opisać, natomiast chciałbym go posłuchać na żywo i ocenić, czy jest to specyfika wokalu, czy sposób jego realizacji na płycie. Może należałoby go trochę inaczej osadzić w przestrzeni, otulić resztą dźwięków? A może Izolda zbyt często „zagina” głos o ton wyżej jak gitarzyści zaginają strunę podczas solówek? Uroczy sposób śpiewania po angielsku przez „kobiety północy” Izolda ma w gratisie jako dar, więc skupiam się na samym sposobie operowania nim.

Album brzmi bardzo ciepło, na moje ucho minimalnie zbyt płasko i z wybitymi wokalami, natomiast dodaje jej to jakiegoś specyficznego klimatu i bardziej skupia słuchacza na słowach piosenek. Całość oceniam więc na plus, zwłaszcza pięknie zrealizowaną elektronikę i kilka fajnych zabiegów na wokalu. Do nowoczesnych arcydzieł sporo brakuje, natomiast jeśli celem było zrealizowanie płyty na styl dawnych brzmień, to ten cel został osiągnięty.

Płyta dobrze wpasowała się w mój aktualny gust muzyczny. Cudownie, że w Polsce powstaje tak dużo dobrych, świadomych swojej koncepcji zespołów opierających się na elektronice (nawet jeśli to elektronika w stylu retro). Chyba mamy dość już dubstepu i przeprodukowanych EDMów, jeśli znów powracamy do minimalistycznych arpeggiatorów i syntezatorów, czego popkulturowym przykładem jest natychmiast objęty kultem film „The Guest”, mieszający na soundtracku świetne brzmienia lat 80-tych i nowoczesnych jego przedstawicieli. Co-sovel chwali się określaniem swojej muzyki jako experimental pop. Myślę, że póki co na wyrost, ponieważ jeśli sięgniemy do alternatywy elektronicznej lat 80-tych, to zespół nie wnosi do tego klimatu aż tak wiele. Co nie oznacza, że należy go wrzucić do worka mainstreamu. Co-sovel to artystka świadoma, kreująca muzyczne światy i dobrze radząca sobie z opowiadaniem historii. Dobra, elegancka, enigmatyczna i wizualizująca płyta.

8-/10
Kuba Styczyński

O autorze:

Jakub Styczyński
Jakub Styczyński
Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od 2015 r. związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.