[RECENZJA] Dyskografia
MaroMaro (2012-2014)

MaroMaro to pseudonim artystyczny Marka Jabłońskiego – łódzkiego gitarzysty, który specjalizuje się w kreowaniu artystycznych światów.

SAM_8088

MaroMaro to pseudonim artystyczny Marka Jabłońskiego – łódzkiego gitarzysty, który specjalizuje się w kreowaniu artystycznych światów.

MaroMaro nie ogranicza się do żadnego konkretnego gatunku i wydaje swoje płyty samodzielnie, więc dziś mam okazję zrecenzować aż trzy jego wydawnictwa: „The Inter-galactic Jaunt”, „Fairytales & Lullabies” oraz „Lost Tapes From Chernobyl”. Wszystkie różnią się pod względem klimatu, wszystkie łączy świetna technika grania na gitarze (także bezprogowej!) i gęsty klimat, który można kroić maczetą.

„Muzyka MaroMaro jest w podobny sposób nieograniczona dążeniem do tworzenia komercyjnych brzmień, przy jednoczesnym dbaniu o wykreowany przez siebie świat oraz wirtuozerskie umiejętności gry.”

„The Inter-galactic Jaunt” to najbardziej surowa płyta, ocierająca się o post-rockowe klimaty, z dużą ilością przestrzeni i phaserów i delayów. Chwilami zachaczy o romantyczne, jazzowe zagrywki, a innym razem przywali z progresywnego metalu. To kosmiczna podróż z Czarnej Dziury, poprzez różne galaktyki i kosmiczne zjawiska. MaroMaro jest tu jak Major Tom, wykreowany przez Davida Bowie, poruszający się przez post-rockowy tunel czasoprzestrzenny, aż dociera do upragnionego Domu (przy okazji, wkradł się byk w japońskiej katakanie tego słowa). Płyta bardzo obrazowa, brakuje jej nieco koncepcyjnej ogłady i większej spójności. Niemniej bardzo dobry debiut i dowód na to, że nie trzeba całej kapeli, żeby stworzyć interesujące muzyczne pejzaże.

„Fairytales & Lullabies” zostało wydane w dużo ładniejszej formie, z ciekawymi grafikami i zdobionej fajnymi zdjęciami. Klimat zmienił się na znacznie bardziej przyziemny i romantyczny (w końcu MaroMaro powrócił z kosmicznej podróży). Słyszymy tutaj często folk rock, podbijany gitarą przepuszczoną przez wah wah. Jestem pod wrażeniem doboru świetnych akordów, zmian dynamiki, podkręcania tempa i szalonych, naprawdę świetnych solówek. Płyta brzmi jak soundtrack do japońskiego rpg-a w stylu Chrono Cross, gdyż gotuje się klimatem i kipi energią motywującą do podróży. Ścieżki basowe i zmiany tempa również są brzmią jak te charakterystyczne dla japońskich mistrzów muzyki tła.

Dochodzimy do najnowszego wydawnictwa. „Lost Tapes From Chernobyl”  wydane jest kopercie stylizowanej na starą paczkę z Władywostoku a w środku znajdujemy krążek z nadrukiem starej taśmy szpulowej. Świetny patent i natychmiastowy skok w klimat albumu. Po raz pierwszy MaroMaro zaprosił do współpracy innych muzyków, co zaowocowało obecnością poszerzonego instrumentarium. W tle usłyszymy więc prawdziwy bas i synth bass oraz wobbler. W jednym utworze zagrał też prawdziwy perkusista, co jest miłą odmianą po wcześniejszych zasamplowanych i zaprogramowanych drumów (pałkerem jest notabene Butcher Jungle Drummer – znany ze współpracy z Little White Lies). W przerwach między kawałkami możemy usłyszeć rozmowy po rosyjsku i akustyczne granie jak przy ognisku w strefie napromieniowanej. Kłaniają się więc klimaty post-apo, „Stalker” i „Metro 2033”. MaroMaro wyjątkowo zaszalał z kompozycją, wrzucając co chwilę solówki, breaki, zmiany rytmu, czego przykładem jest genialny „Defibrillator”. Album jest mroczniejszy, trudniejszy w odbiorze, bardziej rockowy i hard rockowy od pozostałych. Maluje nieprzyjazny świat, gdzie wytchnienie daje jedynie wspólnie spędzany czas przy ognisku, gdy bohaterowie mogą porozmawiać i pośmiać się w spokoju, przy dźwiękach gitary akustycznej.

Wszystkie trzy płyty kojarzą mi się nieco z azjatyckimi twórcami muzyki jak Akira Yamaoka, Yasunori Mitsuda, czy rockowe wcielenie Nobuo Uematsu. Muzyka MaroMaro jest w podobny sposób nieograniczona dążeniem do tworzenia komercyjnych brzmień, przy jednoczesnym dbaniu o wykreowany przez siebie świat oraz wirtuozerskie umiejętności gry.  Najbardziej przypadła mi do gusty płyta „Fairytales & Lullabies”, ze względu na najciekawszy klimat i brak kompozycyjnego chaosu. Pewnie z czasem ktoś przygarnie MaroMaro pod skrzydła jakiegoś dobrego zespołu, albo zaangażuje do tworzenia muzyki tła do animacji/filmów/gier. Każda droga będzie dobra i nigdzie ten talent nie zaginie. A ja idę ćwiczyć granie na gitarze.

Kuba Styczyński

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.