Recenzja: Apteka „The Noje Dada (Zgwałcił mnie mąż)”

Recenzja reedycji legendarnej płyty zespołu Apteka.

DSC_0186

Apteka powstała z inicjatywy Jędrzeja „Kodyma” Kodymowskiego jako eksperyment, który miał być jedynie sposobem spędzania czasu kolegów z li-ceum. Kto by pomyślał, że zespół wyda kilka płyt i w pewnych kręgach będzie uważany za kultowy? Przed Wami recenzja reedycji płyty Apteki „The Noje dada (Zgwałcił mnie maż)”.

Płyta składa się z 9 bardzo zróżnicowanych utworów (plus jednego bonusowego, który raczej melodii w sobie nie ma). Niektóre śpiewane po polsku, inne po angielsku. „Marzenia, Które Mam” ma słowa… angielskie. Ok, czemu nie? Zapętlone proste drumy, fajna linia basowa i melodyczna. W pewnym momencie muzycy zaczynają bawić się w jam session, który dość mocno przypomina dokonania The Doors. Mocno spontaniczna gitara jest o tyle kontrowersyjna, że chyba była nagrana przy jednym, niekoniecznie udanym podejściu, więc mamy trochę fałszów i bezcelowego szurania po strunach.

Dalej jest już duszny i punk-rockowy „Fast Food”, prosty protest song z wokalem przesterowanym jak przez megafon. A w tle sample z wymiotowania i odgłosy ulicy. „Who’s Got A Number” z orientalnymi bębnami i tamburynami to chwila bycia na haju jedynie za cenę płyty i prądu. „Orgazmotron” to znów klimatyczny piruet, tym razem w stronę baunsującego transu, z dźwiękami kobiecego orgazmu i przy-spieszającą proporcjonalnie muzyką. Prosta, świetnie przesterowana gitara oraz MIDI-owy „helikopterek” pogłębiają doznania.

„Przypowieść filozoficzna” to melodeklamacja z pędzącą przed siebie gitarą i blu-esowymi zagrywkami. „Winda W Bloku” ma prostą i fajną linię melodyczną, troche jak u Cool Kids of Death, ale 'biesiadne’ wycie kilku chłopów psuje całość. „Industrial XYZ Furka” to taki tam zaprogramowany bauns, służący za nieciekawy intermission między klasycznymi kawałkami. Wystarczająco nijaki, żeby w tym momencie płyta mnie już doszczętnie znudziła. Przebrnąć tylko przez „Just Say” i docieramy do „Elektrycznego Józka”, który jest naprawdę fajnym kawałkiem z interesującym instrumentarium. A na końcu „Bonusik”, czyli właściwie sample użyty w „Orgazmotronie” – wyjątkowo czerstwy orgazm kobiecy rodem z włoskiego porno.

Klimat płyty przypomina mi echo nastrojów z filmu „Trainspotting” i mógłby służyć za niezły soundtrack do tego klasyka. Słucha się tego jak zbioru ciekawych demówek, nieskończonych i stworzonych bez większego celu. Na pewno wpisuje się w aptekowy styl, gdzie utwory są jak różnorodne piguły, wywołujące różne emocje. Podoba mi się też „duszny” mastering, który fantastycznie podrasował poprzedni materiał, natomiast płycie definitywnie brakuje większego celu.

Kuba Styczyński

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.