[RECENZJA] Futurelight – „Between Our Hearts” EP
Najnowsze wydawnictwo łódzkiego zespołu wywołało dużo (o dziwo) pozytywnych emocji wśród słuchaczy i recenzentów. Choć zespół promuje swą muzykę jakoby mieli inne, świeże podejście do synthrocka – to ja też dźwiękowej „bryzy” w ogóle nie odczuwam.
Najnowsze wydawnictwo łódzkiego zespołu wywołało dużo (o dziwo) pozytywnych emocji wśród słuchaczy i recenzentów. Choć zespół promuje swą muzykę jakoby mieli inne, świeże podejście do synthrocka – to ja tej dźwiękowej „bryzy” w ogóle nie odczuwam.
Twórczość chłopaków z Futurelight można zaliczyć do gatunki indie, czy też popu oscylującego w granicach rocka. O ile część instrumentalna zespołu brzmi w niektórych momentach dość ciekawie, o tyle wokal, choć niby bardzo charakterystyczny i ostry, w praktyce stanowi najsłabsze ogniwo grupy.
Proste słowa podkreślone mocniejszą muzyką oferuje nam utwór promując EP – „Back To You”. To najbardziej dynamiczny i pulsujący kawałek, jednak w mojej opinii – chłopaki nie pokazują w nim swojego potencjału. Aczkolwiek dostają ode mnie plusa za melodyjny refren i mocną partię basową dopełnioną dźwiękami syntezatorów, które nie są zbyt agresywne, dzięki czemu idealnie wkomponowują się w linię melodyczną.
Na uwagę zasługuję utwór „Lust” (chyba najlepszy na całej trackliście), który to można było usłyszeć chociażby w reklamie Converse’ a w Korei Południowej. Być może to rozbudowana solówka i prostota utworu zadecydowały o wyróżnieniu go poza granicami naszego kraju i za to naprawdę szacun. Wiadomo jak ciężką sztuką jest zostać zauważonym w świecie, gdzie wiele muzyki już zrobiono i ciągle powstają nowe kierunki dźwiękowe.
„Rush Love” oraz „Wire” to z kolei utwory o których można powiedzieć, że są przekombinowane. Rozumiem, iż muzycy chcieli wyjść poza mainstreamowe standardy, ale w tym wypadku cel nie został osiągnięty. W tym pierwszym za bardzo odczuwalna jest granica mieszania elektroniki, mrocznego basu i niewyrazistych chórków, która niestety się nie klei. Za to „Wire”, ze swoim rytmicznym, prostym refrenem być może stanie się hitem na koncertach – ale nie w moich słuchawkach.
„Rozumiem, iż muzycy chcieli wyjść poza mainstreamowe standardy, ale w tym wypadku cel nie został osiągnięty.”
Album jest ogólnie przyjemny w odbiorze, ale nie porywa. Nie daje niedosytu, chęci sięgnięcia po więcej. Po zapowiadających recenzjach oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Jak dla mnie Panowie za bardzo wzorują się na muzyce Artic Monkeys i w niektórych momentach – na grupie MUSE. W tworze łódzkiego zespołu brakuje rockowego „pazura” charakterystycznego chociażby u wymienionych grup. Być może jest to kwestia niedopracowania spójności stylu i chęci zaistnienia w świecie muzycznym wypełnionym wieloma talentami. Chłopaki oczywiście posiadają odpowiedni warsztat zapewne też „smykałkę” do stworzenia czegoś wielkiego, ale muszą popracować jeszcze nad oryginalnością brzmienia i czymś, co wyróżni ich spośród innych muzyków.
Ocena: 5/10
Sandra „szmigis” Szmigiel
O autorze:

- Nie ma jednego wyraźnego koloru. Jest "cudzoziemką w raju kobiet". Obserwuje, słucha, komentuje. Czasem śpiewa, czasem gra i ciągle szuka. Wybredna. Zakochana w Panu Burtonie i mrocznych bajkach.




