[FELIETON] Artystyczna anarchia
Felieton Norberta Frątczaka o wolności człowieka do myślenia, interpretowania i wzruszania się przy sztuce.

Wolność… Co to jest wolność – z pewnością każdy wie. Oczywiście, każdy może ją inaczej interpretować, dla różnych ludzi z różnych kręgów kulturowych, może mieć ona różne znaczenie, ale można przyjąć, że człowieka kompletnie niezaznajomionego z pojęciem wolności, nie znajdziemy.
Lecz nie szeroko rozumiana wolność będzie tematem mojej pracy. Bez zbędnego przedłużania – chodzi mi o to, aby zapoznać moich odbiorców z moim przekonaniem, iż człowiek powinien mieć prawo do dowolnego i niczym nie skrępowanego rozumienia dzieł artystycznych. Co skłoniło mnie do napisania takiejże pracy? Między innymi ograniczające nas gotowe interpretacje wielkich dzieł. Po części zbyt często zadawane i często zbyteczne pytanie do publiczności -„Co autor miał na myśli?”. Może też przekonanie ludzi, że każda praca ma tylko jeden „słuszny” sens? Wszystko to sprawia, że nasze mózgi, wyobraźnia, a nawet wrażliwość, są narażone nie tylko na uwięzienie, ale nawet na całkowitą destrukcję.
Uzewnętrznienie własnego rozumienia jakiejś książki rozumiane jest jako atak nie tylko na twórcę, jego pracę ale i na zdrowy rozsądek, który według powszechnego pojmowania krytyków wiąże się z powtarzaniem ciągle tych samych utartych już poglądów na temat danej sceny czy rozdziału.
Nasze własne poglądy, osobiste odczucia, indywidualne postrzeganie sztuki nie tylko traci na wartości ale staje się zakazane. Posiadanie własnego zdania, własnej interpretacji, często musi wiązać się z profanacją jakiegoś arcydzieła. Tworzone są gotowe interpretacje prac i człowiek musi się do nich dostosować. Narzucona interpretacja staje się prawdą apodyktyczną – nie wolno z nią dyskutować, czy się z nią nie zgadzać. Człowiek owszem może mieć własne, „błędne” zdanie, ale nie powinien go nigdzie upowszechniać. Uzewnętrznienie własnego rozumienia jakiejś książki rozumiane jest jako atak nie tylko na twórcę, jego pracę ale i na zdrowy rozsądek, który według powszechnego pojmowania krytyków wiąże się z powtarzaniem ciągle tych samych utartych już poglądów na temat danej sceny czy rozdziału.
Lecz nie tylko krytycy są temu winni. Winni są temu również w dużej mierze ludzie. Oczywiście nie wszyscy, ale Ci którzy ślepo podążają za wytyczonymi schematami nie starając się nawet spróbować samemu przetłumaczyć sobie widziany lub słyszany przekaz. Co usłyszą, to przekażą dalej. Nie zweryfikują przez własny umysł zasłyszanych danych. Czyżby byli za mało pewni własnego intelektu lub wyobraźni? To duży błąd. Nikt, ale to nikt, włącznie z samym twórcą, nie powinien nakazywać jednorodnego rozumienia dzieła! Ludzie zamiast samemu zastanowić się o co chodzi w danym utworze, wolą sprawdzić to w internecie, przeczytać inny pogląd w jakiejś książce, czy zapytać kogoś z pozoru mądrzejszego – „Co autor miał na myśli?” Czy to lenistwo za tym stoi, czy nie dostateczne wiara we własną mądrość?
Jeżeli już jestem przy mądrości. Przy interpretacji nie ma mądrzejszych i głupszych. Nie ma tych dobrych i tych złych. Są tylko inni. Taki poziom tolerancji jest tutaj wskazany ze względu na to, że poszerza on horyzonty. Tworzy nowe możliwości, jest kreacją samą w sobie. Dlaczego nie zapytać innego człowieka, co sądzi o danym dziele i nie przeprowadzić z nim konwersacji wymieniając się tym samym spostrzeżeniami? Można postarać się mu przekazać własne przemyślenia, ale nie wolno go krytykować i narzucać mu czegoś w co on sam nie wierzy!
Nie powinno być nic piękniejszego dla twórcy niż fakt, że człowiek tak bacznie wdał się w lekturę jego sztuki, że zaczął doszukiwać się czegoś więcej, niż tylko powierzchowny tekst, czy ogólne przesłanie pracy.
Kilka akapitów wcześniej użyłem sformułowania, że nikt włączając w to samego twórcę nie powinien nam narzucać własnego rozumienia. Autor – owszem, może opowiedzieć jakie intencje targały nim podczas tworzenia danej pracy ale nie powinien zakazywać innego rozumienia jego dzieła. Nie powinno być nic piękniejszego dla twórcy niż fakt, że człowiek tak bacznie wdał się w lekturę jego sztuki, że zaczął doszukiwać się czegoś więcej, niż tylko powierzchowny tekst, czy ogólne przesłanie pracy. Wymyślę tu dość abstrakcyjny przykład – pisarz napisał książkę o walce dobra ze złem, a czytelnik podchodzi do niego i mówi, że nigdy nie widział błyskotliwszej metafory obalającej obecny niszczący dany kraj ustrój polityczny. Chodzi mi tylko o to, że jedna praca może inspirować bardzo wielu ludzi do bardzo różnych przemyśleń. I czy to źle? Czy pisarz powinien czuć się przez to urażony? Absolutnie nie! Nie jest to znak, że jego praca została źle zrozumiana, tylko że zainspirowała kogoś do kompletnie odmiennych przemyśleń.
Ciekawe jak dużo fanów „liverpoolskich wirtuozów” czyta właśnie moją pracę? Nawet dziś, 45 lat po rozpadzie zespołu The Beatles, ludzie starają się na przeróżne sposoby zrozumieć ich utwory. Jedni wykorzystują do tego własną wyobraźnię oraz wiedzę o zespole. Inni oczekują, że dostaną gotową odpowiedź. Wielu fanów oczekiwało tej odpowiedzi od samego Johna Lennona. Większość z nich bardzo się rozczarowała, gdyż pewna część utworów jest po prostu o… niczym. I to ku zaskoczeniu ortodoksyjnych wyznawców Beatlesów są to utwory ważne, piękne i budzące wrażenie bardzo głębokich, przemyślanych, posiadających „drugie dno”. Tutaj niespodzianka, bardzo często utwory te nie miały żadnego innego znaczenia. John Lennon sam przyznał się, że kilka piosenek to po prostu słowa, które chodziły mu po głowie od momentu przebudzenia się, do momentu przelania ich na papier po ówczesnym poskładaniu je w zdania. Bardzo tajemniczy tekst piosenki „Being for the benefit of Mr. Kite” to po prostu napisy spisane z plakatu, który szczególnie zaciekawił Lennona.
Dobrze jest się czegoś dowiedzieć od innej osoby, ale należy to przepuścić przez osobisty filtr poglądowy.
Inspiracją i dużą częścią tekstu legendarnego utworu „A Day in the life” jest gazeta, którą właśnie miał przed sobą muzyk podczas gry na pianinie. Wielu fanów nie mogło się z tym pogodzić i naciskało na Lennona twierdząc, że w tych utworach z pewnością jest „coś więcej”. Postrzeganie tychże dzieł zależało od tego jak skomplikowana będzie opowiedziana przez kogoś interpretacja. Studenci i wykładowcy Beatlesologi na brytyjskim uniwersytecie Liverpool Hope University cały czas próbują zgłębiać swą wiedzę na temat życia i utworów zespołu The Beatles. Czy to źle? Nie, jeżeli studenci nie przyjmują myślenia dawkowanego przez wykładowców, w sposób bezwzględny. Dobrze jest się czegoś dowiedzieć od innej osoby, ale należy to przepuścić przez osobisty filtr poglądowy. I to właśnie wszystko co miałem do powiedzenia na temat wolności. Wolności człowieka do myślenia, interpretowania i wzruszania się przy sztuce.
Norbert Frątczak
O autorze:

- Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.



