fot. fb.com/TNBCband

[WYWIAD] Z TNBC

Nietypowi artyści, pomysły i koncepcje – tak najlepiej można określić grupę The Natural Born Chillers (TNBC). Przeczytaj wywiad z zespołem!

fot. fb.com/TNBCband
fot. fb.com/TNBCband

NIETYPOWI ARTYŚCI, POMYSŁY I KONCEPCJE – TAK NAJLEPIEJ MOŻNA OKREŚLIĆ GRUPĘ THE NATURAL BORN CHILLERS (TNBC). TO ENERGETYZUJĄCE POŁĄCZENIE ROCK’N’ROLA Z GŁĘBOKIMI SYNTHAMI I BRUDNYM WOKALEM.

Maciej Matysiak i Bartosz Ignor z TNBC znaleźli chwilę, aby z nami porozmawiać o swojej twórczości.

FINE TUNE: Jak powstał TNBC i skąd wziął się ten oryginalny styl?

Maciek: Gramy ze sobą już dłuższy czas, ja z Michałem i Piotrkiem od początku liceum, z Bartkiem gramy już ok. 6 lat. A jeżeli chodzi o muzykę, to jest to taka wypadkowa tego co już graliśmy. Graliśmy punk’a, rock’n’roll, mieszaliśmy różne gatunki i to jest takie skumulowanie tego naszego doświadczenia muzycznego, stąd ten miks.

FT: Graliście wiele koncertów, spektakli…

Maciek: Tak, to jest najważniejsze, aby dużo grać, więc staramy się jak możemy by było ich jak najwięcej. Najlepiej byłoby grać parę koncertów w miesiącu, to jest taki nasz cel, który chcemy osiągnąć. Koncertów trochę już było, wszystko ewoluowało do tego momentu, w którym jesteśmy teraz. Występowaliśmy za granicą, to były bardziej spektakle teatralne, w których występowaliśmy na żywo i oczywiście zdarzały się też koncerty.

FT: Plany na najbliższe koncerty?

Maciek: Najbliższy koncert gramy w Ostrowie na Tatarak Festiwal, oprócz tego występujemy teraz na przeglądzie piosenki aktorskiej, gdzie robimy całą galę finałową.

Bartosz: Zaprosiliśmy kilka fajnych, znanych wokalistek, także może to być ciekawe doświadczenie.

„Część dziewczyn deklarowała się, że rzucą stanikami, a tylko jedna się zdarzyła dotychczas… Za mało staników.”

FT:  Jak zaczęliście przygodę z teatrem?

Maciek: To był zupełny przypadek. Graliśmy kiedyś koncert w Krakowie, po koncercie poznaliśmy Radka Rychcika, reżysera teatralnego, który od dłuższego czasu poszukiwał zespołu do projektu teatralnego i zaproponował nam tę ofertę. Powiedział, że chce mieć nasz zespół w spektaklu. Długo się nie zastanawiając, zgodziliśmy się. Nie wiedzieliśmy, jak to ugryźć , bo żaden z nas nie miał z czymś takim styczności. Dwa tygodnie później spotkaliśmy się  w Kielcach i zaczęliśmy pracę nad spektaklem. Mieliśmy mało czasu, bo niecałe dwa tygodnie, aby zrobić całą muzykę do spektaklu. Wyszło świetnie, bawiliśmy się bardzo dobrze i od tego momentu (to był 2007 rok), współpracujemy z Radkiem przy różnych projektach.

FT: Co waszym zdaniem jest lepsze: realizowanie spektakli, czy Wasze koncerty?

Bartosz: Koncerty zawsze są najlepsze!

Maciek: Tak, ale i to i to, daje mega satysfakcję. Koncerty, wiadomo jesteśmy zespołem i na tym najbardziej się koncentrujemy , a praca przy spektaklach, przy innych projektach też jest bardzo ciekawa.

FT: W ubiegłym roku wydaliście płytę?

Maciek: Płytę nagrywaliśmy jakiś czas, zebraliśmy wszystko w całość no i udało się. Wydaliśmy ją w naszej rodzimej wytwórni „Osterdam Records” z Ostrowa Wielkopolskiego, więc to wszystko jakby własnymi siłami, własnym sumptem wyszło.

11051530_881872938537887_1446721872_n

FT: Jakie są Wasze zespołowe marzenia?

Maciek: Wydaje mi się, że każdy kto ma zespół, dąży do pewnego, poziomu, w sensie rozpoznawalności, do grania koncertów i występowania. Przede wszystkim do życia z tworzenia muzyki. No i wiadomo, żeby być sławnym i bogatym, ha (śmiech)!

FT: Chcecie coś powiedzieć swoim fanom?

Bartosz: Część dziewczyn deklarowała się, że rzucą stanikami, a tylko jedna się zdarzyła dotychczas… Za mało staników (śmiech).

Maciek: Tak, więcej staników (śmiech). Przesłanie? Może po prostu życzcie nam powodzenia. Dużo Rock’n’Roll’a.

Rozmawiała: Natalia Parużak

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.