[RECENZJA] The Lunatics –
„Czwarta rano”

Najnowszy album The Lunatics sugeruje, że jest albumem koncepcyjnym i… w typowo punk-rockowy sposób się tej koncepcji trzyma.

DSC_0194

Lubię albumy koncepcyjne. Trzymają się kompozycyjnie, żonglują motywami muzycznymi w sensowny sposób, ale przede wszystkim jest w nich miejsce na muzyczne opowiadanie historii. Najnowszy album The Lunatics z początku udaje, że jest albumem koncepcyjnym i… w typowo punk-rockowy sposób się tej koncepcji trzyma.

Album „Czwarta rano” jest podzielony na 4 akty, w każdym po 3 utwory. Wydawałoby się, że 16 utworów na trackliście, to więcej, niż obecnie przewiduje się materiału na LP. Tutaj rozczarowanie, bo pełna płyta i tak trwa poniżej 40 minut. Niepokojący standard. Słucham płyty podczas pisania tego tekstu i właśnie sobie uświadomiłem, że minęły 4 piosenki, a miałem wrażenie, że nadal gra pierwsza. W porządku, być może podział na akty właśnie tak ma wyglądać.

I rzeczywiście, drugi akt otwiera utwór „Piękne kłamstwa” w nieco innej stylistyce, z bluesową zagrywką w wersach. Refreny jednak brzmią dla mnie zdecydowanie zbyt chaotycznie i niemelodyjnie, a całość jest dość męcząca do słuchania. Za to „(Ona traci) kontrolę” jest nie tylko świetnym hołdem oddanym Joy Division, ale byłby też niezłym singlem. Ale czemu kończy się w tak koszmarnie ucięty sposób? Argh, to nie jest album dla muzycznych estetów. Trzeci akt płyty bawi się stylistyką, wjeżdżając raz w kalifornijski rock, innym razem w reagee’owe partie basu i perkusji z gitarą na rewersie, a kończąc na klasycznym punk-rocku z pędzącą perkusją i tekstem trochę o wszystkim, czyli głównie o niczym.

Mix i mastering płyty nie jest specjalnie imponujący. Wokal bardzo po środku, śpiewający w pustce, reszta szeroko w panoramie. Wszystko stłumione i ponure. Być może jednak dźwięk oscylujący głównie w okolicach środkowych tonów jest świadomym wyborem, bo z drugiej strony daje dużo przestrzeni na wyraźnie brzmiący bas.

Początek czwartego aktu, to pozytywne zaskoczenie, czyli świetny utwór „Mnie tu już nie będzie” zaśpiewany przez Zuzę Kłosińską. Szkoda, że z psującym magię chórkiem wokalisty The Lunatics. Poproszę o solowy album Zuzy, tyle powiem. Kolejny utwór jest w porządku („Tylko przeczekać), ale ostatnia piosenka („Moje pożegnanie ze światem”) jest dobra zarówno pod względem tekstowym, jak i muzycznym. Świetne zakończenie tej bardzo nierównej płyty.

Pierwszy akt płyty przemknął mi niezauważalnie, natomiast w następnych bywało różnie. To nie jest zła płyta, chociaż nie rozumiem sensu udawania albumu koncepcyjnego, skoro koncepcji w zasadzie nie ma. Polecam jednak fanom The Lunatics, bo na pewno znajdą tu coś dla siebie.

Kuba Styczyński

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.