[RECENZJA]: Stealpot „Days Made of Glass”
Stealpot to solowy projekt Szymona Folwarcznego, łączący w sobie gatunki takie jak alternative pop, downtempo i electronic.
Stealpot to solowy projekt Szymona Folwarcznego, łączący w sobie gatunki takie jak alternative pop, downtempo i electronic. Przed Wami recenzja jego najnowszego, wypełnionego iście filmowymi kompozycjami „Days Made of Glass”.
Otwierający album „Emotions” brzmi na bardzo wysokim poziomie zarówno pod względem kompozycyjnym jak i produkcyjnym. Tylko nieco pudełkowe tomy na początku wybijają mnie z rytmu, ale szybko zostają przykryte fajnym werblem. Kompozycja „Days Are Made of Glass” kontynuuje klimat z poprzedniego utworu, dodając fajne instrumenty smyczkowe. W tle słychać sielankowe nutki, które swoim brzmieniem wizualizują mi szkło prześwietlane przez promienie słoneczne. Ściana dźwięku w tym utworze robi wrażenie i przypomina nakładanie na siebie instrumentów, które stosuje Anthony Gonzalez w swoim M83. Fantastyczny damski wokal wcale nie ginie w tym całym kreatywnym chaosie. Mastering płyty jest bardzo głośny i przez to brzmi wysokotonowo, na wzór zagranicznych wydawnictw. Rozumiem, dlaczego się tak teraz produkuje płyty, natomiast boli to każdego słuchacza, który wie, czym jest loudness matering.
„Lubię łączyć wiele gatunków, dlatego też staram się nie zamykać w ramach jednego konkretnego nurtu. Główna myśl muzyczna nowej płyty to przede wszystkim połączenie elementów muzyki filmowej, znanych z poprzednich płyt przestrzeni oraz piosenek z dużym naciskiem na klimat i melodyjność. Pojawią się m.in. żywe smyczki, instrumenty dęte, analogowe syntezatory i wszelkiej maści instrumenty klawiszowe.” – mówi o swoim albumie Stealpot.
„Errors” rozpoczyna się fantastycznie, przywodząc na myśl bondowskie soundtracki, chociaż straszy odrobinę groteskową przestrzenią, przez co album brzmi jak grany w ogromnej jaskini. Ma to oczywiście swój niepowtarzalny klimat, a kiedy do utworu wchodzą noirowe instrumenty dęte i fantastyczne smyczki, w głowie zaczynają mi się pojawiać przeróżne obrazy kiedyś oglądanych historii o detektywach, rozwiązujących zagadki morderstw w otoczeniu smutnego, sennego miasta.
Stealpot potrafi w świetny sposób budować napięcie, co potwierdza w „Forgotten People”. To kolejna filmowa kompozycja, z absolutnie genialną ścianą noise-owego dźwięku, przez którą wybija się kolejny genialny damski wokal, smyczki i melodia. Album jest tak złożony pod względem ilości niesamowitych dźwięków, że nie usłyszymy wszystkich jego smaczków produkcyjnych za pierwszym, ani za drugim razem, a już na pewno nie słuchając jej bez odpowiednio dobrych głośników.
„Utwór mógłby spokojnie posłużyć za intro do jakiegoś kryminalnego serialu.”
„Limits” to dla mnie bardziej amerykańsko brzmiąca wersja „Battle without honor or humanity”, użytego w filmie Tarantino „Kill Bill”. Ma podobnie brzmiący beat oraz tak samo potężny ładunek energii. Utwór mógłby spokojnie posłużyć za intro do jakiegoś kryminalnego serialu. To jeden z najfajniejszych utworów na płycie. „Spinning” znów otwiera mi usta, ponieważ pokazuje, że na „Days Made of Glass” nie ma słabych utworów i że wszystkie brzmią naprawdę chwytliwie. „Chances” zaskoczył mnie świetnym, instumentalnym loopem na początku oraz faktem, że jako jedyny na płycie brzmi „duszno”, blisko słuchacza. Dzięki temu buduje sobie nieco mroczniejszy klimat. A to, co słychać dalej w utworze, jest po prostu niebywałe. Elegancka i jednocześnie alternatywnie brzmiąca ściana dźwięku z szalejącymi trąbkami, przerywana zwrotkami z liniami basowymi i błyszczącą w tle elektroniką. „MAUI” tylko z pozoru brzmi bardziej dyskotekowo, natomiast okazuje się być jedną z bardziej alternatywnych kompozycji na płycie. Stanowi jednak niedługi przerywnik przed trzecim aktem płyty. „Solutions” buduje sobie klimat jak w „Teardrops” od Massive Attack. Stealpot genialnie wykorzystuje zmiany tempa, podkręcając je w odpowiednich momentach, poprzez świetnie zaprogramowane perkusje. Niezwykłość brzmienia gwarantują też instrumenty zagrane na rewersie.
Album kończy się prawie kołysanką „Bestie (Isn’t it a mad world)”. Ta piękna kompozycja z pukającą lekko perkusją i smyczkami w tle, buduje napięcie jak z najlepszych animowanych musicali Disneya i przypieczętowuje zajebistość tego wydawnictwa. „Days Made of Glass” jest jedną z najlepszych płyt, jakie słuchałem w ostatnim czasie. Nie jest może jakoś specjalnie oryginalna lub odkrywcza natomiast brzmi na absolutnie światowym poziomie i zawiera energetyczne, piękne kompozycje. Stealpot powinien na poważnie zająć się muzyką filmową.
Kuba Styczyński
O autorze:

- Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.



