[RECENZJA] Letters From Silence – „Lazy On Purpose”
Solidne fundamenty, znakomite brzmienie i dojrzałe teksty. Tylko iskry i młodzieńczego zapału zabrakło.
Solidne fundamenty, znakomite brzmienie i dojrzałe teksty. Tylko iskry i młodzieńczego zapału zabrakło.
Letters From Silence powraca. Już nie tylko jako duet, ale jako pełnoprawny skład. I tę zmianę czuć nie tylko w aranżacji nowych utworów, która jest naturalnie dużo bardziej rozwinięta niż do tej pory. Ale przede wszystkim wydźwięk samych piosenek oraz buzująca energia między wszystkim muzykami tworzy znakomitą mieszankę rocka z pewnymi naleciałościami zarówno amerykańskich, jak i brytyjskich twórców. Wśród motywów przewodnich: dobre whisky, miłość, odrzucenie, poszukiwanie szczęścia i droga, ciągła droga…
Pod skórę wkradają się zwłaszcza momenty, gdy głosowi Wawrzyńca Dąbrowskiego akompaniuje chór oraz rytmiczne podbijanie tempa przez Rudziego Wallace’a. Utwór „Bukowski” jest tego najlepszym przykładem. Dojrzałość muzyczną artystów pokazują także odważne zmiany tempa i wyczuwalna narracja większości utworów, którą potęgują dobrze dobrane dźwięki klawiszy, klimatycznie brzmiące flangery i ogólnie bardzo dobry mix całości.
Czuć, że nad płytą pracowano przez długi czas w pocie czoła i efektem tego są naprawdę solidne struktury. Mam jednak wrażenie, że w tym wszystkim zapomniano o odrobinie szaleństwa, nieprzewidywalności.
Nie obyło się jednak bez wad. Prawie wszystkie kawałki brzmią w zasadzie podobnie do siebie i, z pewnymi wyjątkami, zlewają się ze sobą. Myślę, że muzycy za bardzo postawili jednak na to, żeby frontmanem pozostawał wciąż Wawrzyniec Dąbrowski. Najjaśniejszymi punktami na płycie są bowiem momenty, gdzie wspomaga go chór lub drugi głos Macieja Bąka. Ba, według mnie piosenka zaśpiewana właśnie przez Maćka („Restive Soul”) jest zdecydowanie najlepsza na płycie. Jego zaklęty w czasie wokal, z uroczymi brakami w angielskim akcencie, brzmi po prostu świeżo, młodzieńczo – i dzięki temu naprawdę porywająco.
Wydaje mi się więc, że dążenie do perfekcji przez twórców, którzy jednak mają aspiracje do robienia rockowej muzy porywającej tłumy, nie zawsze przynosi oczekiwany efekt. Czuć, że nad płytą pracowano przez długi czas w pocie czoła i efektem tego są naprawdę solidne struktury. Mam jednak wrażenie, że w tym wszystkim zapomniano o odrobinie szaleństwa, nieprzewidywalności.
7-/10
Kuba Styczyński
FINE TUNE objęło płytę patronatem medialnym.
O autorze:

- Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od 2015 r. związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.
Najnowsze publikacje:
Wywiady08/25/2020[WYWIAD] Maciej Werk z Hedone: Tworzenie kompilacji jest jak wehikuł czasu
Wywiady08/11/2020[WYWIAD] OLENA: Piosenki składam z własnych emocji i przeżyć
RECENZJE08/08/2020[RECENZJA] ROGI CLUSH – „EVEN GODS”
Wywiady08/08/2020[WYWIAD] Yaszczuk: Pisanie piosenek to układanie puzzli z własnych myśli



