[RECENZJA] ROMANTIC FELLAS – „HOW TO BE ROMANTIC”

Jedną z najświeższych definicji miłości na polskim rynku proponuje krakowski projekt Romantic Fellas. Definicję zdecydowanie awangardową i oryginalną.

RomanticFellasLPsiatkaMiłość jest najpowszechniejszym motywem w muzyce i sztuce ogólnie, inspirującym kolejne pokolenia artystów. Jedną z najświeższych definicji miłości na polskim rynku proponuje krakowski projekt Romantic Fellas – jakże awangardową, inną i zdecydowanie odbiegającą od tradycyjnych romantycznych piosenek.

Krążek „How To Be Romantic” to debiut ekipy Ignacego Matuszewskiego Kuby Bugały, który w swej solowej twórczości przyzwyczaił do melancholijnych, chłodnych melodii. Tym razem zabiera nas jednak w kompletnie odmienne stany muzycznej świadomości. Brzmienia oscylują tym samym wokół elektroniki, umiejętnej i przemyślanej zabawy samplami. Co warte zaznaczenia, nieustannie podkreślona jest nagminna uczuciowość, chociażby poprzez tytuły utworów. Nie rozczulają one, nie ociekają zbędną słodyczą: mówiąc wprost – album wydaje się być wymarzonym rozwiązaniem, gdy jesteśmy zmęczeni wszechobecnym epatowaniem przejaskrawioną erotyką i nagością. Panowie z Romantic Fellas swoją kreacją sceniczną stają jakby w kontrze panującej do komercyjnej mody: ubrani w białe szlafroki, popijają kawę z porcelanowych kubków i wyśmiewają to, co w obecnych czasach sprzedaje się najlepiej. Ich parodia jest inteligentna, lub – cytując biogram z oficjalnej strony projektu – wręcz przeintelektualizowana.

Książki nie ocenia się jednak po okładce, dlatego spójrzmy, co krakowscy romantycy proponują w warstwie muzycznej. Prezentują intrygującą muzykę eksperymentalną, jednak nie stronią od instrumentów gitarowych i bardzo swobodnego potraktowania rytmu. Skupię się na punktach  – w mojej skromnej opinii – najmocniejszych, a przynajmniej takich, które muzycznie mnie szczególnie zauroczyły. Druga pozycja na „How to Be Romantic”„Crazy Love” brzmi jak skrzyżowanie space-rocka z wpływami zespołu Jamiroquai. Wyczuwalne jest bardzo lekkie podejście do naczelnego motywu, a z pozoru lekceważący głos Kuby Bugały tak naprawdę kryje w sobie charakterystyczne dla krążka machismo – w końcu motywem przewodnim jest tutaj miłość, uczuciowość czy też sugestywna erotyka. Najprościej rzecz ujmując: piosenka to zgrabna, zdecydowanie najbardziej radiowa i nie może nie wpaść w ucho!

Równie psychodeliczny i tak dziwny, że aż magnetyczny jest utwór „Fruits”, będący ukłonem w stronę syntezatorowych wyczynów lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Dzieje się tu tak dużo pod kątem brzmieniowym, że tak naprawdę kompozycja jest nieustanną metamorfozą – zmienia się z sekundy na sekundę. Zaryzykuję stwierdzenie, że blisko jej do dokonań Pink Floyd z debiutanckiego „The Piper at the Gates of Dawn”. Muzyka aż kipi od pokręconych akordów, rozlegającego się echa… a wszystko pod wpływem narkotyku, co zwie się zakochaniem.

Osobistą trójkę najambitniejszych utworów na „How to Be Romantic” zamyka dziewiąta kompozycja – „Finder Outer”. Chillout? Nu-jazz? Tak, to jak najbardziej słuszne analogie. I o ile nie jestem zachłannym entuzjastą pierwszego z gatunków, tak drugi zdecydowanie sobie cenię. Uczuciowe przymiarki niepoprawnych romantyków z Grodu Kraka przeżywają swą pełnię właśnie w tym miejscu, w tym utworze, jakże ciepłym, zmysłowym, kojarzącym się z zachodzącym, letnim słońcem. Wokal Kuby brzmi jeszcze lżej niż w innych momentach longplaya, w zasadzie to wszystko jest tu lżejsze, płynniejsze, a zarazem maksymalnie abstrakcyjne.

Karnawał dźwięków pod szyldem Romantic Fellas ma się ku końcowi. Jak na pierwszy album, była to podróż bez zahamowań – oparta o bujną wyobraźnię romantycznego Piotrusia Pana i jego kompanów. Muzyka kiełkuje, aczkolwiek bardzo szybko, jako że kompozytorzy mają niewątpliwy talent – to ich nietuzinkowe osobowości, o których jeszcze usłyszymy nie raz. „How to Be Romantic” jest albumem na samotny wieczór zamyślonego, zakochanego młodzieńca, ale zdecydowanie nie do kolacji przy świecach z ukochaną. Do awangardy rodzimi słuchacze jeszcze bowiem nie przywykli w takim stopniu, by stała się ona czymś powszechnym.


Ocena: 7,5/10
Kamil Chachuła

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Forsal.pl oraz fotografka Kamila Pitucha.