[RECENZJA] CAREN COLTRANE CRUSADE – „THE BELL”

Dzwonkowa psychodela, oniryczne motywy i spontaniczne wokale tworzą płytę, do której nie będzie się wracało często – ale której się nie zapomni

Kopia okładka Caren Coltrane Crusade

DZWONKOWA PSYCHODELA, ONIRYCZNE MOTYWY I SPONTANICZNE WOKALE TWORZĄ PŁYTĘ, DO KTÓREJ NIE BĘDZIE SIĘ WRACAŁO CZĘSTO – ALE KTÓREJ SIĘ NIE ZAPOMNI.

Od pierwszej nuty wiemy, że muzycy z Caren Coltrane Crusade (dalej: CCC) nie zawojują polskiego radia. I paradoksalnie, jest to komplement, biorąc pod uwagę, co w nim jest grane. CCC wolą konstruować swoje twory przy użyciu kolaży elektronicznych bitów, zdetunowanego pianina, drone’ujących synthów oraz klawiszy zahaczających chwilami o nostalgiczne brzmienia z prostych banków MIDI. Towarzyszy temu wszystkiemu wokal, który chcąc nie chcąc, najbardziej kojarzy mi się z Björk (chociaż sama jego barwa – z Tori Amos) – ze względu na swoją swobodną manierę, pełnię spontanicznych emocji, pomruków i wybuchów krzyków z młodego gardła Marzeny Wrony. Produkcja całości jest absolutnie wyjątkowa, uwzględniając pełne przestrzeni uderzenia dzwonów i różnych szumów, bawiąc się wokalem, nadając mu przestery, chorusy i innego rodzaju radosne upiększacze – zachowując jednak ciekawą barwę jego posiadaczki. Odrobinę brakuje jednak trochę dynamiki całości i szerszego pasma brzmienia. Dodatkowo, kompozycje CCC ocierają się gdzieś o mojego ulubionego i legendarnego Coila – taką muzykę zawsze przyjmuję z otwartymi ramionami. No i na koniec wisienka na torcie w postaci bardzo ciekawego wydania albumu, które już na wstępie wrzuca nas w barwny i niezrozumiały świat wykreowany przez CCC.

Są też wady, ale wynikające głównie z faktu, że zespół ma potencjał na bycie czymś więcej, niż tylko podrzędną kapelką. Otóż ciekawa maniera wokalistki potrafi zmęczyć niektórych słuchaczy i dlatego powinno się poeksperymentować z niższymi tonami lub uzupełniającą go silnie linią basową (jak w „To The Heart Of The Bell”). Ponadto, zespół mimo zobowiązującej go do tego nazwy płyty, zbyt często korzysta z dźwięków dzwonków i tym samym nieznacznie tylko oddziela swoje kompozycje od siebie. I to kolejny problem – nawet w najambitniejszej płycie powinien znaleźć się jakiś hit – highlight całego albumu, który poderwie emocje aż po samo niebo i zepnie całość koncepcji. Tutaj zwyczajnie takiego nie ma. Myślę też sobie, że Marzena Wrona spokojnie mogłaby spróbować swoich sił w śpiewaniu po polsku – byłoby to zdecydowanie bardziej oryginalne przy tak ciekawej muzyce. Zapewne przy jej manierze śpiewania, przyciągnięcie odbiorcy do swojej muzyki i przekazanie mu niebanalnych emocji byłoby jeszcze trudniejsze, ale coś czuję, że CCC lubią wyzwania i to by ich w żaden sposób nie przerosło.

To nie jest łatwa płyta, bo i widocznie emocje targające artystką stojącą za Caren Coltrane Crusade nie są proste. I dobrze, bo przecież po tym poznaje się muzyków, którzy nie są tylko zapatrzonymi w zachodnie schematy wyrobnikami z gotowymi presetami w Pro Toolsie. Polecam „The Bell” wszystkim, którzy lubią nieco bardziej wymagające od słuchacza kompozycje i konieczność włożenia własnej wyobraźni do osiągnięcia catharsis.

Ocena: 7+/10
Jakub Styczyński

O autorze:

Jakub Styczyński
Jakub Styczyński
Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od 2015 r. związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.